Na ślubnym kobiercu

kochanie stój na moment na jedno

westchnięcie, popatrz na mnie,

gdy ja znikam, a ty rośniesz w mig,

jesteś taka piękna,

jak szum morza na wietrze,

jak zapach świerzo skoszonej trawy,

jak dziób pingwina,

marszczę się gdy ty się wypinasz,

czyja to wina że świat się kończy prędzej

niż się zaczyna,

powiedz czyja to wina,

albo stul mordę swą która zapchana jest kebsem,

a ja stanę na podium z pucharem w dłoni

wyszepcze twe imię demonom,

i na ślubnym kobiercu powiem ci tak

Średnia ocena: 0.0  Głosów: 0

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania