Na ślubnym kobiercu
kochanie stój na moment na jedno
westchnięcie, popatrz na mnie,
gdy ja znikam, a ty rośniesz w mig,
jesteś taka piękna,
jak szum morza na wietrze,
jak zapach świerzo skoszonej trawy,
jak dziób pingwina,
marszczę się gdy ty się wypinasz,
czyja to wina że świat się kończy prędzej
niż się zaczyna,
powiedz czyja to wina,
albo stul mordę swą która zapchana jest kebsem,
a ja stanę na podium z pucharem w dłoni
wyszepcze twe imię demonom,
i na ślubnym kobiercu powiem ci tak
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania