Na szyi noszę ciebie w łańcuchach

Droga do İzmiru dłużyła się bez końca. Na dworze panował trzydziestostopniowy upał, błękitnego nieba nie mąciła najmniejsza chmurka. Jadący autokarem nie odczuwali gorąca, mimo to, trwająca ponad pięć godzin podróż dawała im się we znaki. Od ostatniego postoju zdążyły im zdrętwieć nogi, a oczy na próżno wyszukiwały za szybą czegoś ożywiającego monotonię pustynnych wzgórz. Większość rozprostowywała ręce, zmieniała pozycję na pół siedzącą jednym bokiem, niektórzy w rozłożonych fotelach zapadli w lekką drzemkę. Nawet ci ze wzrokiem utkwionym w okno, zamykali oczy i znużeni wtulali głowy w miękkie oparcia. Z głośników u góry, cicho sączyły się słowa melodyjnej piosenki:

 

Uçurum uçurum gözlerine baktığım sensin

Prangalarca boynuma takığım sensin ❋

 

Piosenkę zakończył przejmujący dźwięk harfy, ginący w jednostajnym szumie silnika. Autokar zwolnił, chwilę jechał ze zmniejszoną prędkością, ułatwiając obserwację terenu przy drodze, jakby kierowca szukał miejsca na postój, choć okolica wyglądała równie surowo i niegościnnie, co przez ostatnią godzinę jazdy. Wreszcie, naciśniętemu pedałowi hamulca odpowiedział zgrzyt metalowych części, pojazd zastękał ociężale i kołysząc się na boki, stanął w miejscu. Tę niezapowiedzianą przerwę w podróży pasażerowie przyjęli ze zdziwieniem na twarzy.

— Co jest, pani kierowniczko? — odezwał się któryś z przodu. — Czemu stoimy?

Siedząca przy drzwiach kobieta podniosła się z miejsca, żeby o to samo zapytać kierowcę. Zapatrzony w kres drogi ginącej za zakrętem szofer milczał, a kiedy przewodniczka ponowiła pytanie, zaczął mówić coś do niej powoli, z czego najbliżej siedzący nie potrafili zrozumieć jednego słowa. Za to z miny oraz sposobu w jaki opowiadał, można się było domyśleć, że chodzi tu o poważną i całkiem powikłaną historię. Gdy skończył, kierowniczka odwróciła się do pasażerów, wyciągnęła mikrofon, dwa razy palcem puknęła w membranę. Z głośników doleciał nieprzyjemny pisk, szybko wytłumiony relaksującym głosem:

— Wszystkich państwa proszę o uwagę…

Na tę zapowiedź podróżni zamienili się w słuch.

— Mamy mały problem… — w tym miejscu przerwała, szukając właściwych słów — nasz kierowca nagle się poczuł zmęczony i potrzebuje kilka minut, żeby odpocząć.

— Coś podobnego — skomentował komunikat ten sam pan, który przed chwilą zapytał o przyczynę postoju.

— Czy on nigdy przedtem nie jeździł tą trasą? — wtrącił ktoś z tyłu.

— No właśnie i czemu nie dali mu zmiennika? — zapytał lekko poirytowanym głosem pierwszy z mówiących. — Na takiej długiej marszrucie zawsze powinno być dwóch kierowców.

Pasażerowie poruszyli się w miejscach, wymieniając zaskoczone spojrzenia, szeptali coś do siebie. Kierowniczka wycieczki spokojnie czekała aż rozmowy ucichną.

— W takim razie proponuję wykorzystać ten czas na rozprostowanie kości i odświeżenie płuc. — Uśmiechnęła się mocno pomalowanymi ustami. — Przy wychodzeniu proszę uważać na barierkę i nie oddalać się zbyt daleko. Za piętnaście minut proszę być z powrotem w autobusie.

Ściągnęła z ramion beżową kamizelkę i włożyła ją do torby. Potem stanęła w drzwiach i liczyła wysiadających. Jeden z nich zatrzymał się przy niej i poufałym tonem zapytał:

— Pani Zosiu, czemu się nie zatrzymaliśmy w mijanym miasteczku? Byłoby co przekąsić i wypić dla ochłody.

— Niestety nie zależy to ode mnie — odpowiedziała nie patrząc mu w oczy. — Ten postój nie był w planie.

Większość pasażerów rozeszła się wzdłuż drogi, lecz zniechęcona krajobrazem kamienistych wzgórz, z rzadka porośniętych kępami suchej trawy i karłowatych krzewów, prędko wróciła pod ocienioną ścianę autobusu. Jak okiem sięgnąć nie widać było jednego drzewa, cóż dopiero małego zagajnika, gdzie można by się ukryć przed słońcem i bez skrępowania wysikać. Dlatego prędzej niż planowano załoga autobusu gotowa była do odjazdu, w całości za wyjątkiem kierowcy, który bez słowa opuścił kabinę i udał się nie wiadomo dokąd. Przewodniczka wyglądała za nim przez szybę, a gdy przeczesywanie okolicy nie dało rezultatu, na oczy włożyła czarne okulary i z głową okrytą kapeluszem, szybkim krokiem oddaliła się w stronę wierzchołka wzgórza. Minęło kilka dłuższych chwil zanim stamtąd wróciła, głęboko czymś zamyślona, lecz gdy tylko wspięła się po stopniach autokaru, na usta powrócił jej uśmiech. Duże doświadczenie w pilotowaniu zagranicznych wycieczek pomagało jej profesjonalnie załatwiać najtrudniejsze sprawy. W kilku słowach wyjaśniła, że kierowca się odnalazł, lecz wciąż jest niegotowy do prowadzenia pojazdu, a to ze względu na prośbę pod adresem pasażerów. Jednakże nie ma powodu do obaw, ponieważ jego życzenie jest zwykłą błahostką i już za chwilę będą kontynuować podróż.

— A czego znowu on chce? — Niecierpliwił się otyły mężczyzna w luźnej koszuli na krótki rękaw i szerokich szortach w kolorze khaki, z dużymi kieszeniami po bokach. — Jeśli ma kaca po wczorajszym, niech sobie walnie zimne piwko i jazda!

Przewodniczka na każde słowo potakiwała głową, jednocześnie badawczym wzrokiem obserwowała pasażerów. Nikt się nie odzywał, wtedy spojrzała na rosłego, wysportowanego chłopaka, o pociągłej twarzy i kruczych włosach. Na jego ramieniu wspierała głowę młoda, urodziwa dziewczyna. „Kim ona jest?” — usiłowała przypomnieć sobie właściwą rubrykę z formularza. „Ach tak, Ola z Ustrzyk, 23 lata”. Podeszła do niej i w kilku słowach wyjaśniła, że potrzebuje z nią się rozmówić na osobności.

— Czy chodzi o wymianę waluty? — spytała Ola kiedy stanęły na zewnątrz, z dala od ciekawskich oczu.

Ale z miny Zosi szybko wywnioskowała, że powód rozmowy jest zupełnie inny. Już po pierwszych słowach na twarzy Oli pojawiło się zdumienie, po kilku następnych niedowierzanie, na końcu zagryzła wargi i spuściła wzrok. Odwróciła głowę, a kiedy Zosia łagodnie dotknęła jej ręki, wyrwała się i pobiegła na swoje miejsce. Jej chłopak od razu zauważył uderzającą zmianę, lecz pomimo próśb, niczego nie chciała mu wyjawić. Z kamienną miną patrzyła w okno, podczas gdy on próbował odgadnąć, co tak niespodzianie ją odmieniło. Naraz rzucił się do wyjścia. W drzwiach zderzył się z kierowniczką. Próbowała go zatrzymać, to odepchnął ją na bok.

— Ja mu pokażę!

— Stój! — wykrzyknęła za nim, a gdy nie reagował, zawołała na grupkę mężczyzn palących papierosy na zewnątrz: — Trzymać go! Nie dajcie mu uciec.

Grubas w traperskim stroju rzucił niedopałek na ziemię i brzuchem zablokował biegnącego, dwóch pozostałych złapało go za ręce. Wyrywał się, pyskował głośno, nawet napluł jednemu w twarz, to mu dali po gębie i mocno trzymając przygwoździli do boku autokaru. Przewodniczka wyciągnęła klucz, otworzyła schowek z bagażem i tam go wepchnęli. Kopał nogami w klapę, darł się na cały głos, ale w niewygodnej pozycji prędko utracił siły i tylko jęczał cicho. Pozostali pasażerowie podnieśli się z miejsc i patrzyli na to w osłupieniu, zwłaszcza Ola.

— Proszę natychmiast wypuścić Mateusza! — naciskała przewodniczkę. — Jest pani odpowiedzialna za dobro pasażerów. To skandaliczne, co się tu dzieje — protestowała roztrzęsiona, jednak na widok opanowanej twarzy Zosi, wkrótce odzyskała równowagę. Przewodniczka spokojnym głosem poprosiła, aby wszyscy wrócili na miejsca, a kiedy znalazła się w centrum uwagi, starannie dobierając słowa, zaczęła mówić przez głośniki:

— Drodzy państwo, to co zamierzam powiedzieć jest szokujące, dlatego przede wszystkim proszę o zachowanie zimnej krwi… — przerwała, żeby zaczerpnąć wody z plastikowej butelki. Było wczesne popołudnie, słońce prażyło niemiłosiernie zamieniając wnętrze autobusu z nieczynną klimatyzacją w hutniczą halę. Odrzuciła pustą butelkę na siedzenie i już silniejszym głosem ciągnęła dalej:

— Staliśmy się ofiarami podstępu jednego człowieka, to jest naszego kierowcy. Sytuacja, w której się znaleźliśmy dotyczy nas wszystkich, bez wyjątku, dlatego podkreślam, musimy działać solidarnie, niczego nie robić na własną rękę…

— Ale co właściwie się stało? — wszedł jej ktoś w słowo.

Przewodniczka powiodła wzrokiem po siedzących i z namysłem odrzekła:

— Co się stało, a właściwie co się ma stać, miało już miejsce w przeszłości, wprawdzie sporadycznie i nie na mojej wycieczce. Jest to w najwyższym stopniu niemoralne, ohydne i zwyczajnie obrzydliwe…

Nikt jej nie przerywał, nawet zapomniano o morderczym zaduchu. Wewnątrz autobusu zaległa głucha cisza.

— Nie owijaj, tylko gadaj jak ze mną — wyrwała się Ola, bardziej wzbudzając zainteresowanie wyjątkową urodą, aniżeli tym co powiedziała.

Ale przewodniczka nie dała się zbić z tropu i trzymała się starannie przemyślanych słów, jakby całą mowę miała zapisaną na kartce.

— Otóż chcę powiedzieć, że nie pierwszy raz… — tutaj jeszcze raz rzuciła okiem w stronę wzgórza — kierowca wycieczki domaga się specjalnej usługi wyświadczanej przez kobietę. Młodą, atrakcyjną kobietę — położyła nacisk na ostatnie słowa.

Słuchając tego wszyscy spojrzeli na Olę. Mężczyźni z lubością wpatrywali się w jej piękną twarz, kobiety obrzuciły ją zawistnym spojrzeniem.

— To w takiej dużej Turcji nie ma ładnych kobiet? — zdziwiła się jedna pani o spiczastym nosie i fioletowych policzkach.

Przewodniczka taksowała ją wzrokiem, jak komuś tak ograniczonemu wyjaśnić szczególne okoliczności zdarzenia.

— Z Turczynką na coś podobnego żaden się nie odważy — tłumaczyła — a Polka, komu się poskarży? Za kilka dni wyjedzie daleko, to tak jakby nigdy jej tu nie było.

— Jebać Turka! — wykrzyknął na to traper.

— Zrobić im odsiecz wiedeńską! — zawtórował siedzący po drugiej stronie.

Jeden z mężczyzn, ten co do przewodniczki zwracał się po imieniu, na znak, że chce coś powiedzieć, podniósł rękę i rzekł ściszonym głosem:

— Najlepiej odjedźmy po cichu i zostawmy go tutaj samego. W biurze podróży załatwią resztę.

— A kluczyki masz? — zgasiła go Zosia. — Czym uruchomimy to pudło?

— Za pozwoleniem pani kierowniczki — włączył się traper. — Ja nie widzę żadnego problemu. Spuścić wpierdol, to mu się odechce dziewczynek o błękitnych oczach.

— Wtedy pójdzie na policję, a cudzoziemcom nikt nie uwierzy — argumentowała przewodniczka. — Obawiam się, że nie mamy wyjścia.

Zapadło milczenie, a wtedy usłyszeli walenie w bagażnik, przerywane stłumionym wołaniem:

— Otwórzcie, nie mam czym oddychać!

Przewodniczka kazała wypuścić uwięzionego i po chwili Mateusz z opuchniętym okiem i twarzą zroszoną kropelkami potu stanął przy Oli.

— Ludzie, czy wy żeście postradali zmysły? — Półprzytomnym wzrokiem wodził po współpasażerach. — To jest moja narzeczona — mówiąc to podniósł prawą rękę Oli wysoko do góry, żeby wszyscy widzieli każdy palec. — O, tutaj jest pierścionek zaręczynowy, oświadczyłem się przed samym wyjazdem…

Urwał widząc, że jego słowa na nikim nie wywierają większego wrażenia. Każdy myślał o tym samym. Byli godzinę drogi od İzmiru, stamtąd następna godzina do ruin Ephesus, jeśli w ogóle zdążą je zwiedzić. Potem nocleg w hotelu, o ile nie stracą kolejnego dnia i rezerwacji, a to oznacza dodatkowe koszta i pokrzyżowanie dalszych planów wycieczki. W tej sytuacji spełnienie żądań kierowcy wydawało się najmniejszym złem. Każdej nocy robi to z narzeczonym, to czemu jeden raz nie może się poświęcić dla dobra ogółu? Pójdzie na tę górkę, położy się za krzaczkiem, zamknie oczy, a reszta to już zew natury. Kilka minut i będzie po wszystkim. Jednak nikt nie miał odwagi powiedzieć tego na głos. W końcu przewodniczka wyręczyła podróżnych.

— Olu, skarbie, wybór należy do ciebie.

— A czemu ty z nim nie pójdziesz? — zaatakował przewodniczkę Mateusz. — Załatwiasz noclegi, posiłki, przejazdy, to czy nie powinnaś się zatroszczyć również o zachcianki kierowcy? Przecież płacą ci za to — dokończył dość uszczypliwym tonem.

Zosia słuchała go cierpliwie z niewzruszonym wyrazem na twarzy, a kiedy skończył odrzekła chłodno:

— Oczywiście, że bym to zrobiła i to bez całego zamieszania. Ale on nie jest głupi. Biegle znam jego język, w Turcji mieszkam od wielu lat, mam wpływowych przyjaciół. Dobrze wie, że mogłabym mu mocno zaszkodzić.

Mateusz bezradnie przerzucał wzrok z osoby na osobę, aż zatrzymał się na kobiecie, która wprawdzie nie miała zbyt młodej twarzy, za to mogła się poszczycić zgrabnymi nogami i obfitym biustem.

— A co złego z tą? Nie zna tureckiego i za kilka dni też stąd wyjedzie.

— Ależ wypraszam sobie — obruszyła się pani obrażonym tonem. — Ja jestem mężatką.

— A jakie to ma znaczenie?

— Fundamentalne. Zdrada małżeńska to nie jakieś tam igraszki panienki z pierścionkiem, choćby i zaręczynowym.

Powiedziawszy to, kobieta odsapnęła lekceważąco. Zanim Mateusz zdążył pomyśleć jak jej odpowiedzieć, przewodniczka przerwała im formalnym głosem:

— Proponuję zrekompensować tę… — chciała rzec „niewygodę”, lecz prędko odrzuciła to słowo — wynagrodzić to nadludzkie poświęcenie. Dwieście lir od osoby. Oczywiście większe darowizny będą mile widziane.

— Co, mam płacić za czyjąś uciechę? — oburzyła się jakaś pani o rudych włosach, w zielonej sukience.

— To lepiej tkwić na pustkowiu całą noc, tak? — przekonywała ją przewodniczka. — Do najbliższej wioski na piechotę trzy godziny, a i tam z pewnością nie ma możliwości na posiłek, ani nocleg. Każda wycieczka pociąga ryzyko nieprzewidzianych opłat. A ta suma nie jest wygórowana.

Na takie argumenty rudowłosa kobieta nic nie powiedziała, tylko sięgnęła do torebki i ze środka wyjęła pomarańczowe banknoty, cztery za siebie, tyle samo za męża. Rozprostowała je z wahaniem, bo ciężko było jej się rozstać z każdą lirą. Inni poszli za jej przykładem. Zebrane pieniądze Zosia wręczyła Oli.

— Proszę, cztery tysiące i sto lir. Ktoś dał więcej niż prosiłam. — Próbowała ją rozweselić. — Za to będziecie mogli zafundować sobie cudowny koniec wakacji.

Ola ściskała pieniądze w garści, ugniatała je palcami, jakby to był bezwartościowy papier, a kiedy wreszcie uświadomiła sobie, czego od niej oczekują, wstała i cały zwitek rzuciła Zosi w twarz.

— Chcecie mnie kupić? Nie jestem autokarową dziwką. Jeśli mu się oddam, to nie na wasze życzenie, ale dla własnej rozkoszy!

Po tych słowach na ramię włożyła torebkę i z wielką zawziętością ruszyła na wzgórze. Patrzącym za nią zrobiło się żal, jednak żaden nie wykonał najmniejszego ruchu. Nikt jej nie zawrócił, ani dla otuchy nie powiedział miłego słowa, kiedy coraz wolniejszym krokiem szła pod górę. Tylko Mateusz chciał za nią pobiec, ale traper natychmiast zagrodził mu drogę.

— Narzeczona, to nie znaczy, że nie ma własnej woli. — Usadził go na miejscu.

— Ale przecież to jest ewidentne przestępstwo! — Zaprotestował Mateusz, lecz na widok groźby w oczach trapera wycofał się do środka.

Pasażerowie posiadali na miejscach. Pani w zielonej sukience z wałówki wyciągnęła dwie bułki z kotletami mielonymi, pierwszą nadgryzła, drugą podała mężowi. W powietrzu rozszedł się drażniący nozdrza zapach cebuli i czosnku.

— Schowaj to. — Nie odwracając głowy od okna, oddał bułkę mąż. — Co za pomysł jeść w taki upał…

Pozostali też nie mieli ochoty na jedzenie, ani rozmowę i tak siedzieli apatyczni, bezmyślnie gapiąc się przez szyby, wewnątrz dusznego autobusu, na skraju drogi do İzmiru.

 

Słońce opadało niżej, cały czas grzejąc mocno. Wrócił kierowca. Nie wracała Ola. Jakby nigdy nic kierowca usiadł za kierownicą i włączył silnik. Skrzynia autokaru zawibrowała, znad głów powiało chłodnym powietrzem. Wszystkim zrobiło się przyjemnie. Chcieli stąd odjechać jak najprędzej.

— Idź przyprowadź Olę — zwróciła się Zosia do Mateusza. — Tylko bądź dla niej miły.

 

Dziewczyna o modrych oczach, włosach koloru lnu wciąż siedziała na szczycie wzgórza, a właściwie nieco poniżej, na zachodnim stoku, gdzie dało się odczuć lekki powiew wiatru i było czym oddychać. Oparta o migdałowe drzewo, trójnogiem rosochatych konarów uczepione pod olbrzymim głazem, patrzyła w dal, setki mil przed siebie, gdzie na brzegu morza niegdyś wznosiły się pałace dumnego miasta. Czuła się oderwana od tego miejsca, nie zdawała sobie sprawy gdzie jest, ani co się z nią dzieje. Co raz wybuchała niekontrolowanym płaczem. Na widok Mateusza udała, że nic ją nie obchodzi i zareagowała jedynie nerwowym śmiechem. Stanął obok, patrzył na nią długo i tak jakoś dziwnie, jakby nie była tą samą osobą co przedtem.

— Ola, wszyscy czekają, czas wracać.

— Zostawcie mnie tutaj — jęknęła zrezygnowana. — Nie chcę nigdzie jechać.

Mateusz kucnął przy niej i pogładził ją po włosach.

— Nie mogę cię zostawić. — Próbował ją pocieszyć. — Nie zrobiłaś nic złego. To nie twoja wina. Stałaś się ofiarą zmowy i przemocy.

— A ta przemoc może teraz bezkarnie odjechać autobusem? — Popatrzyła mu w oczy z wyrzutem.

— To był wypadek. — Uspokajał ją Mateusz.

— Wypadkowi nie można zapobiec — mówiła przez łzy — a to był koszmarny gwałt za przyzwoleniem wszystkich uczestników wycieczki, twoim również.

Oskarżała go, a on nie potrafił znaleźć niczego na swoją obronę. Wiele by dał, żeby na inną kobietę padł wybór.

— Zapomnisz o tym. Niedługo będziemy w hotelu. Weźmiesz kąpiel, umyjesz się…

— Tego nie da się zmyć — przerwała mu, bo nie mogła go już dłużej słuchać.

Mateusz rozmyślał chwilę nad tą trudną sytuacją, aż twarz mu się rozpogodziła, jakby znalazł doskonałe wyjście dla nich obojga.

— Traktuj to jako wakacyjną przygodę. Straciłaś dla kogoś głowę, poflirtowałaś troszeczkę, ale ja już ci przebaczyłem — zapewnił ją wesoło.

A ona nie mogła pojąć, czemu to powiedział.

— Szkoda tylko, że nie wzięłaś tych pieniędzy… — dodał po chwili zupełnie innym tonem.

— Nie wzięłam, nie chcę również tego — to mówiąc z palca ściągnęła pierścionek.

 

Późnym popołudniem zajechali na miejsce, lecz zanim się to stało, po drodze, w stronę Oli kobiety odwracały głowy, rzucały jej pogardliwe spojrzenia, szeptały między sobą:

— Szmata.

— Bezwstydna latawica.

— Niechby jej tam zrobił bachora, to będzie miała nauczkę na całe życie.

 

❋ Na niedostępnym urwisku, tam twoje oczy, jesteś jedyną,

na którą patrzę. Jesteś tą, którą na szyi noszę w łańcuchach.

Średnia ocena: 4.1  Głosów: 11

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (46)

  • Patriota miesiąc temu
    To będzie nietypowy komentarz, bo jeszcze przed przeczytaniem utworu.
    Przeczytałem kategorię. "O życiu"
    Dlatego aż się boję rozpocząć lekturą, spodziewając się jakiejś dydaktycznej dykteryjki z morałem. Ale trudno, raz kozie śmierć, skuszę się, zaczynam lekturę.
  • Patriota miesiąc temu
    Ech, Narratorze, mimo że sprawnie napisane, a właściwie tym gorzej że sprawnie napisane, jednak zastałem to czego się spodziewałem. Ponieważ lekkomyślnie postawiłem z góry pięć, na piękne oczy, pozostańmy już przy tej ocenie. Myślę, że za komentarz się nie obrazisz.

    Pozdrawiam.
  • Narrator miesiąc temu
    Patriota
    Ja myślę, że komentarze są ważniejsze niż publikacje. Tym bardziej dziękuję za przeczytanie.
  • laura123 miesiąc temu
    Porażający tekst. Przeczytałam i nie mieści mi się w głowie. Co to za ludzie, co za kraj? Zero szacunku dla kobiet, a tu feministki chcą ich przyjmować...

    Nie mogę rozgryźć zakończenia. Odnosi się do zniewolenia, tak?
  • Narrator miesiąc temu
    laura123
    Tyle napisałem o romantycznej miłości, aż mi przyszła chęć na coś krwistego. Zakończenie jest właśnie takie jak odbierasz. Dziękuję za przeczytanie i komentarze.
  • laura123 miesiąc temu
    Narratorze, tak naprawdę, to w tym dzikim kraju, takie coś jak najbardziej może się zdarzyć... a Ty naszą mentalność opisales znakomicie.
    Nie wierzę, ze ktoś stanąłby w obronie kobiety, gdybyśmy mieli ich tutaj, może kibole, bo w nich jeszcze gorąca krew i honor. Reszta by uciekła, szybko
    A kobiety jeszcze by znalazły winę w ofierze...

    My jednoczymy się dopiero wtedy, gdy nóż na gardle. Polska rzeczywistość.
  • SwanSong miesiąc temu
    laura123
    W kibolach honor? HAHAHA! To żeś pojechała :-D
  • Patriota miesiąc temu
    Tak, Lauro, w Sztokoholmie jedynie kibol stanął w obronie napastowanej przez beżowych gości Merkel kobiety.
  • laura123 miesiąc temu
    Patriota, no przecież nie stanie w obronie kobiety intelektualny wymoczek z żelem we włosach, bo mu się fryzurka rozpadnie. Zresztą jak mógłby stanąć w obronie kobiety, kiedy i on kobieta...
  • laura123 miesiąc temu
    Zostawiam 6
  • laura123 miesiąc temu
    Tyle ludzi w autokarze, tylu "mężczyzn"... i pozwolili na coś takiego... nie potrafili jednemu bydlakowi się przeciwstawić. Zgroza!
  • Akwadar miesiąc temu
    Już chyba kiedyś napisałem Ci, że potrafisz opowiadać, masz dar, którego wielu pożąda. W przypadku tego opowiadania nie jest inaczej. Wybacz, że nie będę roztrząsał fabuły ( prosty ze mnie człek), więc powiem tylko - jest ok, tzn. wiarygodnie i uczciwie.
    Jest kilka rzeczy do poprawienia - szyk, interpunkcja.
    Przyjmuję historyjkę.
  • Narrator miesiąc temu
    Akwadar
    Lepiej o tym gadać niż pisać, ale od trzech miesięcy muszę żyć w izolacji i mogę rozmawiać jedynie z kotem, bo żona zna te historie już na pamięć.

    Dziękuję za rzut oka i zwrócenie uwagi na błędy.
  • Tjeri miesiąc temu
    Napisane świetnie. Szczególnie do momentu, gdy nie wiadomo o co chodzi. Zręcznie coraz bardziej zwiększasz napięcie. Ciekawość aż do rumieńców! :D. Co do treści... Nie będę się wymądrzać – nie jestem znawcą tamtejszych zwyczajów i nie wiem czy taka rzecz mogła się zdarzyć. Natomiast "myśli" i motywacja pasażerów wydaje mi się całkowicie niewiarygodna i psychologicznie nieuzasadniona. I nie chodzi mi o to, że ludzie nie byliby zdolni do takiego przyzwolenia (bo byliby), ale nie tak szybko i nie z takich błahych powodów. Bo rozumiem, że w zagrożeniu, przedłużającym się stresie i nacisku ze strony agresora mogłoby być różnie. Reakcja narzeczonego też jakoś mało wiarygodna. Jeśli coś takiego stało się faktycznie – coś inaczej musiało dziać się w głowach tych ludzi. W taką wersję nie uwierzę. Za słabo umotywowana.

    Za to bardzo w punkt wydaje mi się być reakcja pasażerów "po wszystkim". Pogarda dla dziewczyny, potępienie – tak, to wygląda bardzo autentycznie. I mam wrażenie, że dla napisania tej końcówki powstało to opowiadanie.
  • Narrator miesiąc temu
    Tjeri
    Masz rację, historia mało wiarygodna, pisana na siłę, ale nie chciałem, żeby to było sprawozdanie z wokandy sądowej. Dziękuję za konstruktywny komentarz.
  • Tjeri miesiąc temu
    Narratorze, spojrzałam raczej dość jednowymiarowo. Przyzwyczaiłeś do drobiazgowego przenoszenia na papier, że nie dostrzegłam pewnej umowności. Mea culpa.
  • Tjeri miesiąc temu
    *i nie dostrzegłam
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    Napisane jak zwykle na wysokim poziomie, i długo utrzymujesz napięcie. A później... Dla mnie historia nie jest wiarygodna. Wiem, że tłum może reagować nieco dziwnie, ale nie tak. Nie było żadnej osoby, która po prostu kierowałaby autobusem? Zresztą żądanie było dosyć dziwne i w normalnych warunkach dostałby facet po mordzie. Wiem, byli w innym kraju, ale mimo wszystko prędzej spodziewałbym się linczu na kierowcy, niż tego zakończenia. Dodatkowo 4100 lirów, to około 1850 zł, żaden facet by nie mówił, by przyjęła pieniądze za gwałt. Nie mówiąc o tym, że to są grosze. No i reakcja dziewczyny, też co najmniej dziwna, po prostu poszła. Wystarczyłoby by się postawiła. Raczej pasażerowie nie trzymali by jej, gdy kierowca gwałcił.
    Może nie znam świata, nie wiem, a może żyję w innym świecie. Polska to jednak fajny kraj:)
    Pozdrawiam
  • Narrator miesiąc temu
    Józef Kemilk
    Historia jest niewiarygodna ponieważ wydarzyła się naprawdę kilkanaście lat temu w Grecji. Pisano o tym wypadku w gazetach. Nie znałem tylko detali i złagodziłem nieco końcówkę, bo tę dziewczynę chcieli zostawić samą na drodze. Syndrom Jagny.

    Dziękuję za ciekawy komentarz i również pozdrawiam :)
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    Narrator Tak to już jest, że najtrudniej uwierzyć w rzeczywiste zdarzenia. Smutne to
  • SwanSong miesiąc temu
    Popieram komentarz Kemilka. Żądasz za dużego zawieszenia niewiary. Masz ładny styl i widzę, że próbujesz wykorzystywać elementy psychologi tłumu, jednak wybiegasz za daleko. Wydarzenia i decyzje służą u Ciebie raczej doprowadzeniu fabuły do określonych założeń, zamiast z niej samoistnie wynikać. Porządny tekst, ale bardziej nadaje się do kategorii >>horror<<.
  • Nadleśniczy Nuncescu miesiąc temu
    Na przystankach mdleją ludzie - mało kto reaguje.
    Na poboczach leżą potrącone psy- mało kto reaguje.
    Za ścianą krzyk bitego dziecka - mało kto reaguje.
    W necie pod doniesieniami o tragedii komentarze pełne treści co ja bym takiemu nie zrobił.
    Nic byś nie zrobił.
    I będąc w tym autobusie zachowałbyś się, jak nim podróżujący.
    I zanim zaprotestujesz, że na pewno nie - odpowiedz sobie na pytanie ile razy pomogłeś.
  • Józef Kemilk miesiąc temu
    Raz reanimowałem, dwa razy dzwoniłem pod 112. W moim przypadku jeżeli nikt inny nie umiałby kierować, to sam usiadłbym za kierownicą i pojechałbym. Może nie najlepiej by mi szło, ale jednak. Raczej akcja nie działa się na wąskich drogach górskich. Ewentualnie poszedłbym piechotą (godzina autobusem, to co najwyżej 6 godzin piechotą). Raczej nie szedłbym na starcie z kierowcą, chyba że w obronie własnej.
  • Narrator miesiąc temu
    Nadleśniczy Nuncescu
    Dla kawałka chleba i dachu nad głową człowiek gotów jest się upadlać całe życie.
  • Garść miesiąc temu
    Bardzo interesujący tekst. Próba sił: jednostka a większość. Dwóch jednostek, bo narzeczony pasuje.
    Kto rządzi?
    Kierowca i pasażerowie.
    Dziewczyna kontra uczestnicy wycieczki. Ona przegrywa.
    Pojebany świat, w którym istotne jest zdeterminowanie i as przetargowy, czyli wygoda większości.
    Brutalne prawo, które wciska się wszędzie. Do polityki na przykład wręcz powszechnie.
    Decyzyjna jednostka urabiająca szantażem morale reszty.
    Mało takich przykładów w historii i teraźniejszości?
    Na kopy. Każde prześladowanie mniejszości wpisuje się w ten mechanizm.
    Cel: wygoda. Żarełko, baseny, sreny... cholera, jaki podły gatunek!

    Dziewczyna, jedyna pozytywna postać, nie ma nic. Traci nawet zdeterminowanie narzeczonego, bo siedzenie w luku bagażowym wygodne nie jest.
    Czy warto poświęcać się dla innych?
    Nie.
    Zawsze zwycięży egoizm stadny, a jednostkowy, jeśli do swojego zdeterminowania dołączy się interes grupy.

    I jeszcze... słowa tej piosenki.
    Bardzo są ważne.
    ❋ Na niedostępnym urwisku, tam twoje oczy, jesteś jedyną,
    na którą patrzę. Jesteś tą, którą na szyi noszę w łańcuchach.

    Wydaje mi się, że nieistotne, stąd mało wiarygodne, są okoliczności "zniewolenia" kobiety.
    Ktoś ją bardzo czymś skrzywdził, i dlatego zawsze będzie pamiętał. Kochał.
    5!
  • Narrator miesiąc temu
    Garść
    Bardzo ciekawa interpretacja... W gromadzie rzeczywiście ludzie postępują inaczej, odpowiedzialność się rozpuszcza niczym trucizna w poświęconej wodzie.

    Może powinienem pisać w pierwszej osobie z perspektywy jednego z uczestników wycieczki, wtedy lepiej byłoby to widać, ale i tak wychwyciłeś/wychwyciłaś (ustaw proszę płeć w swoim profilu, żebym nie musiał się zwracać trybem dwojako nijakim).
  • Garść miesiąc temu
    Narrator, masz rację, ilu nazistów postawiono ukarano w Norymberdze? Promil?
    A miliony na Adolfa głosowały.

    W kwestii płci... :D
    Nie gniewaj się proszę, zdecyduj, mi to obojętne.
    Pozdrawiam serdecznie.
  • Narrator miesiąc temu
    Garść
    Mnie nie jest obojętne, ponieważ zostałem wychowany w kulturze, gdzie do mężczyzny i kobiety wypada się zwracać inaczej. Oczywiście w kwestii pisania i komentarzy nie ma to dla mnie najmniejszego znaczenia. Ale skoro chcesz to ukrywać, nie będę nalegał.
  • Trzy Cztery miesiąc temu
    Trochę trudno mi pisać, bo właśnie jadę autobusem do pracy, ale postaram się. Po pierwsze - wobec słowa łańcuchy ( w piosence), trzeba też wspomnieć o wolności. Wolność jest w człowieku w środku. Łańcuchy nas nie zniewalają. Chociaż - czasem tej wolności w nas, w środku, nie ma. I wtedy nawet łańcuchy nie są potrzebne. Ale to tylko dygresja. Nasza wolność, ludzka, a może jeszcze bardziej - kobieca- mieszka ma niedostępnym uścisku. I jest przedmiotem podziwu i pożądanie "władców tego świata". Jest też częścią świata świąt kobiety i mężczyzny. Mnóstwo podmiotów, we wspólnym zbiorze. Czasem mężczyzną chce nosić na piersiach coś, co jest najcenniejsze. To portret kobiety. Lecz... Czasem nosi go w łańcuchach, jak zdobycz, i - własność. Jednak ZAWSZE jej oczy, jej dusza, czy wnętrze, jej myśl i, będą dla niego niedostępne. Czy ważna jest prawdziwosćopisanej historii? Dla mnie ważniejsze jest przedstawienie, jak ułożone są stereotypy, prawo, które jest nieprawdziwe, a wydaje się naturalne: oto chłopak wybacza dziewczynie... oto wybacza swojej zapierścionkowanej własności! A przecież powinien ja prosić o wybaczenie, że jednak pozwolił na to, co się wydarzyło. To nie był torcik, zła przygoda. To było wydarzenie, które stanie się traumą życiową. Kobieta będzie miała oczy na niedostępnym od wielu, a mężczyzna będzie nosiłem portret w łańcuchach, na własnej szyi, jak ciężar. Lecz nie wiem, czy będzie sobie zdawał sprawę, co to znaczy.
  • Trzy Cztery miesiąc temu
    Telefon poprzekrecał mi słowa. I dał.np. niedostępnym uścisku zamiast urwisku, świąt zamiast świat, podmiotów zamiast podzbiorów (we wspólnym zbiorze), torcik zamiast flircik... przepraszam!
  • Narrator miesiąc temu
    Trzy Cztery
    Tytuł zapożyczyłem z piosenki 'uçurum uçurum gözlerine baktığım sensin' https://www.youtube.com/watch?v=YLfyAheeXAs tylko nie wiedziałem, że może on być źródłem tylu dojrzałych myśli co w Twoim komentarzu.

    Miło, że się nimi podzieliłaś, są naprawdę nieocenione :)
  • Narrator miesiąc temu
    Trzy Cztery
    Jak ja ci zazdroszczę tej jazdy autobusem. Też się najeździłem. Najlepsze były uwagi współpasażerów. Rady jak mam wychowywać dzieci, gdzie kupić mieszkanie, na kogo głosować. Szkoda, że tego nie zapisywałem. Mógłbym opublikować jako cykl „Rozmowy autobusowe” :)
  • Trzy Cztery miesiąc temu
    Narrator, to mnie jest miło. Na pewno nie było łatwo rozszyfrować mój komentarz.
  • Trzy Cztery miesiąc temu
    W autobusie dzieje się, pewnie. Ja mam to szczęście, że wsiadam na stacjach końcowych i zawsze mam - zawsze to samo! - miejsce siedzące. Także sobie odpoczywam. Czytam, rozmawiam, jak jest z kim, a czasem - tylko patrzę. I tak - 45 minut...
  • Narrator miesiąc temu
    Trzy Cztery
    45 minut to rzeczywiście musi być od pętli do pętli. Pociesz się, że mnie podróż zabiera dłużej: 15 minut na piechotę do przystanku, stamtąd 10 minut autobusem do stacji, potem 35 minut do centrum miasta piętrowym pociągiem, znowu przesiadka i jeden przystanek pociągiem jadącym w kierunku lotniska, później osiem minut szybkim krokiem z kolejki do pracy. Razem z postojami od drzwi do drzwi 80-90 minut. Żadnych miejsc siedzących, za to dobre ćwiczenie na nogi. Wiele z opublikowanych tutaj opowiadań napisałem właśnie stojąc w pociągu :)
  • Trzy Cztery miesiąc temu
    Narrator, do moich 45 minut autobusem doliczyć trzeba 20 na piechotę, różnymi trasami ("każdą nową dnia porą, każdą porą roku"). Jednak razem to tylko 65 minut, o 20 mniej, niż u Ciebie. I też mam sporo tekstów "z drogi". Kiedyś o mało nie zginęłam tragicznie, podczas rozmyślania. To była zima, piąta rano, a więc grubo przed wschodem słońca. W grudniu słońce wschodzi w moim mieście około 7:40. Szłam przez nikogo nie używanym chodnikiem, jak to na przedmieściach. Patrzyłam na ślady na śniegu. Były tylko moje, wczorajsze. Dostawiałam dla zabawy, w jakiś specjalny sposób, nowe. Jedne obok drugich. To było śmieszne - odbity nosek buta w jedną, a obok - taki sam - w drugą stronę. Lecz szybko znudziło mi się. I zaczęłam myśleć nad jakimś zdaniem. Nagle śnieg pojaśniał, zabłyszczał. Z niebieskawego zrobił się złoty. Podniosłam wzrok i zobaczyłam przed sobą dwa reflektory odśnieżarki. Zeskoczyłam na bok. Za kierownicą siedział półdrzemiący mężczyzna, zakutany w czapkę, szalik i postawione, futrzane kołnierzysko. Pojazd sunął dalej, powoli, w ciszy, w swoim tempie. Ten człowiek mnie nawet nie zauważył:)
  • Narrator miesiąc temu
    Trzy Cztery
    Trzymająca w napięciu historia. Rozwiń w opowiadanie, a będziesz miała wielu czytelników :)
  • Trzy Cztery miesiąc temu
    Dopiszę jeszcze, że podczas lektury miałam skojarzenia z "Folwarkiem zwierzęcym " Orwella. Nie tylko że względu na temat zniewolenia, reguł rządzących społecznością, ale i że względu na galerię świetnie przedstawionych postaci. Kilka słów wypowiedzianych przez jakąś osobę od razu pokazywało jej charakter. Świetna lektura.
  • Narrator miesiąc temu
    Trzy Cztery
    Satyryczną nowelę 'Animal Farm' czytałem gdy była jeszcze na liście owoców zakazanych. Nigdy bym nie przypuszczał, że przypomnisz je sobie, czytając moje opowiadanie. To dla mnie prawdziwy zaszczyt :)
  • Szpilka miesiąc temu
    Przyciągnął mnie tytuł i się nie zawiodłam 👍

    Czytałam biografię Marilyn Monroe, jest tam m.in. o tym, jak ją te wpływowe, hollywoodzkie knury wykorzystywały seksualnie, ech, ten kult fallusa i macho, dobrze, że chociaż jednego knura utrącono - Weinschweina, upssss, Weinsteina, knurem go nazwał Żuławski, gdy się Weronika Rasati z nim prowadzała - największy knur Hollywoodu.

    Opowiadanie bardzo ciekawe, wciągające i poruszające ważne dylematy moralne, szkoda tylko, że faceci w tym autobusie to miękiszony, a nie faceci.

    Piątak w 👑 😊
  • Narrator miesiąc temu
    Szpilka
    Myślę, że wielu mężczyzn chciałoby być na miejscu Weinsteina, jak długo nie ponosiliby konsekwencji za popełnione czyny.

    W tym autobusie gwałcili ją wszyscy, kierowca był ledwie urzeczywistnieniem ich skrytych marzeń o zniewoleniu i dominacji. W jego postępowaniu znaleźli kompensatę za nieudane małżeństwo, marną pracę, niespełnione ambicje. Autobus kursu nie ukończył, cały czas jest w drodze.

    Dziękuję za oryginalny komentarz :)
  • Szpilka miesiąc temu
    *Rosati
  • Bajkopisarz miesiąc temu
    Bardzo pięknie opowiedziana historia. Byłoby tyle sposobów, żeby to inaczej załatwić, że wybranie takiego po prostu cieszy skrajnym absurdem. Ale jak zwykle pod warstewką humoru, dość czarnego, przemycane są prawdy o tym świecie.
    To znaczy:
    1. Każdy kto ma odrobinę władzy, nie zawaha się z niej skorzystać. Tutaj kierowca pokazał, że urządzić się potrafi, a tłuszcza nie odpuściła sobie sposobności pokazania wyróżniającej się jednostce (ponadprzeciętna uroda), że nie wolno się wyróżniać.
    2. W obliczu sytuacji, gdzie brak bezpośredniego zagrożenia, a więc i podświadomej obrony życia, nie jest łatwo wybronić godność. Cóż by stało na przeszkodzie, żeby Ola wzięła kasę, po czym w porozumieniu z Mateuszem zabiła kierowcę siedzącego poza widokiem ogółu i uciekła. Mając dużo pieniędzy jedyną niedogodnością byłoby przejście do najbliższej miejscowości. Czyż nie łatwiej sobie wyobrazić, że bardziej by o siebie walczyła, gdyby była sama przeciw bandzie Turków i miała pistolet przystawiony do głowy?
    3. Zachowanie się ludzi, który uratowali swój tyłek przez poświęcenie kogoś innego – skrajna niewdzięczność, ale tak musi być. Jedynie w ten sposób wypierają ze świadomości własną słabość i bezradność.
    4. Pani przewodniczka jest w zmowie z kierowcą, a być może jeszcze któryś z pasażerów o wszystkim wie. Cała sytuacja pasuje do gry w trzy karty / kubki, gdzie jest rozdający (kierowca) i dwóch naganiaczy, którzy udają przyjaciela gracza.
  • Narrator miesiąc temu
    Bajkopisarzu

    Każdy wariant można by obrócić w ciekawe opowiadanie.

    Wariant 1 jest bardzo życiowy. Słyszałem, że w Pakistanie kierowca nie otworzy drzwi, o ile mu się nie dopłaci do biletu, a jeśli nawet otworzy, to nie zmniejszy prędkości i trzeba wyskakiwać w biegu. Usługa dynamiczna, im więcej płacisz, tym lepszy otrzymujesz serwis, a raczej gwarancję, że nie połamiesz kości.

    Wariant 2 to dobry dreszczowiec. Ale nie rozwiązuje problemu, tylko przesuwa go w innej miejsce. Zabili kierowcę i co dalej? Oczywiście, że ich złapią, pójdą siedzieć, ich opiekunami i opiekunkami będą pewnie jeszcze gorsi „kierowcy”.

    Wariant 3 jest wyborem oczywistym. Wystarczy nic nie robić, co jest bardzo ludzkie.

    Wariant 4 to świetny pomysł. Też mi przyszedł do głowy. Gdybym pisał ponownie, być może poszedłbym w tym kierunku.

    Twój znakomity komentarz jedynie mi uświadomił, jak niemożliwym zadaniem jest napisanie choćby krótkiego opowiadania, w którym wszystko by grało jak należy. Chyba najwyższy czas zająć się czymś przyziemnym. Pozdrawiam :)
  • Vincent Vega miesiąc temu
    Bohaterem można zostać z przypadku lub z przymusy, wynikającego z okoliczności. W Twojej historii mam wrażenie, że się to na siebie nakłada. Ola była potrzebna społeczności, by przetrwać i dojechać do celu. Po czym grupa potraktowała ją jak ogryzek. W grupie człowiek zostaje sprowadzony do określonej roli, którą pod represją musi spełnić.

    Zajmująca lektura, 5 i pozdrawiam serdecznie:)
  • Narrator miesiąc temu
    Vincent Vega
    Ciekawy punkt widzenia. Deterministyczna natura świata. Co się stało, musiało się stać, bo zostało zaprogramowane miliardy lat temu. Coś z Twoich „Trybików”.

    Dziękuję za miłe słowa :)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania