Na trakcie do uśpienia
Z kurzu nogawki, rąbki ulicy,
świt jak latawiec dogania ptaki.
Mijamy szyby z lukrowym oddechem,
na mgle osiada arsenał przystanków.
Jeszcze kilka skrzyżowań cieni,
dzielnic wpuszczonych w studnie,
i znajdziemy naczynie z soczystą granicą.
_____________________________
////////////////////////////////////////////////////
VVVVVVVVVVVVVVVVVVVV
Komentarze (17)
Morze tak być :,-)
Bycmorze
;)
Zaskoczek. Inna forma niż zwykle u Ciebie.
Ciekawe :)
No, poczynając od tytułu, tak jak moi poprzednicy, niewiele z tego wiersza zrozumiałem. Tym razem nie zostawiłeś żadnego wyraźnego tropu.
W sensie co autor miał na myśli, albo co autor chciał nam przez to powiedzieć, i dlaczego.
Być może za bardzo oniryczne.
Neurotyk może;)
Fajne, podoba mi się ten wiersz. Trochę trudno dogryźć się do środka, ale pozostawia dobre wrażenie.
Chociaż wrażenie.
Neurotyk, ciekawy tekst, inspirujący i pobudzający wyobraźnię. 5, pozdrawiam :-)
Dziękuję za pozytywny odbiór;)
Całość podoba mi się, fajny klimat. Nieco senny, interpretacyjnie bardzo swobodny. Ja wyobraziłam sobie podróż przez zimową krainę - aż do wiosny. Nie, nie sądzę, by to właśnie widział autor pisząc :), ale mnie tekst tak się wyświetlił. Rażą mnie dwie frazy - "arsenał przystanków" i "naczynie z soczystą granicą".
Tjeri, ciekawa wizja – tak samo autentyczna, jak autora.
Ostatni zgrzyt ("naczynie z soczystą granicą") – tak, okropny dla wyobraźni.
Dziękuję za opinię :)
Super forma?
Czyżby powrót do kraju?
Powrót :) Dziękuję
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania