Na Wyspie Subtropikalno-Morskiej

"Na Wyspie Subtropikalno-Morskiej"

 

gatunek: sny/fantastyka/podróże/surrealizm

Wiosna 2013, pogranicze popołudnia i wieczoru. Panował tajemniczy półmrok.

 

Dwudziestokilkuletni Podróżnik Oceaniczno-Morski wyskoczył z tunelu.

 

— Pachnie morzem i palmami — stwierdził.

 

Nieopodal zauważył dwa legwany zielone. Zaczął iść przed siebie. Wkrótce uciekły one do pobliskiego lasu.

 

— Ha ha ha ha ha! — zaśmiały się legwany, przebiegające z drogi w rosnące w cieniu drzew gąszcze wysokich traw, niewielkich palm i bananowców.

 

Mężczyzna rozejrzał się dookoła. Po prawej stronie znajdowały się wzgórza porośnięte lasem śródziemnomorskim. Tymczasem po lewej mieścił się plac, gdzie stało kilka mniejszych i większych, tynkowanych budynków z dachami w odcieniach koloru czerwonego oraz pomarańczowego, posiadających okiennice zielone, beżowe lub brązowe.

 

Między drzewami przefrunęła ławica pławikoników. Kilka pomarańczowych słońc tańczyło i śpiewało. Jedno w głębi lasu, drugie tuż nad morzem, a trzecie po samym środku nieba. Daleko od lądu, nisko nad taflą wody, przeleciało osiem delfinów i dziesięć morświnów. Człowiek podszedł do jednego z mniejszych budynków i wszedł do środka, a tam była ulokowana lodziarnia. Kupił on jednego loda i wyszedł na zewnątrz. Zjadł zimny łakoć, kręcąc się powoli po placu. Otaczające spacerowicza szorstkowce, hibiskusy, figowce oraz pospornice zatańczyły legendarny, historyczny taniec sprzed kilku, albo i kilkunastu epok. Sam już nie wiedział, ilu. Wkrótce, sprzedawczyni, jego rówieśniczka, również wyszła ze sklepu, który następnie zamknęła.

 

Zatańczyła z podróżnikiem, a wówczas nad nimi przefrunęło pięć czerwono-zielonych papug i księżycowo-serowo-gąbkowa łódka morsko-powietrzna, która nuciła albo śpiewała piękną, wspaniałą, niezwykłą pieśń o szumie fal, pod którymi kilka lat wcześniej skrywały się kryle i skrzypłocze, ale już dawno pofrunęły do innego świata na odrzutowych, kosmicznych samogłowach oraz meduzach. Fale morskie ukształtowały się w niezwykłe, wodno-powietrzne miasto, zamieszkane przez świecące w ciemności ryby głębinowe, a wtedy nadpłynęły dwie wielkie dziwne ryby, jakby płaszczka i halibut, które przeobraziły się w mewę oraz pelikana.

 

Po niebie przefrunęło osiem tęczowych pegazów, ciągnąc za sobą smugi złotego pyłu, a wtedy kobieta stała się syreną i wskoczyła do pobliskiej przybrzeżnej zatoki, gdzie spotkała krewetki, małże, jeżowce, kraby i ośmiornice, które na dnie krystalicznie przezroczystego morza zbudowały z kamieni zadziwiający zamek i w nim zamieszkały. W międzyczasie, mewa i pelikan pofrunęły pod centralne słońce, gdzie zostały otoczone przez wielki chmurowy pierścień. Zamieniły się w orły lub kondory.

 

Wkrótce, do portu wpłynęły dwie kałamarnice olbrzymie. Siedziały na nich człekokształtne ichtiozaury, które wyglądały jak przerośnięte, humanoidalne traszki. Niebawem wskoczyły do wody i ukryły się w pięknych jaskiniach, oświetlanych od środka przez kosmiczne albo międzywymiarowe, bioluminescencyjne wodorosty. W zakamuflowanych jamach, ukrytych w dnie, chyba nie było lepiej, bo tam można było spotkać mureny. Syrena wróciła na ląd, a wtedy ona wraz z podróżującym człowiekiem weszli na grzbiety kałamarnic olbrzymich, które najpierw podpłynęły bardzo blisko brzegu, po czym zawiozły ich na odległe, tropikalne wyspy, zamieszkane przez legwany morskie, zadziwiające i oryginalne jaszczurki, pływające w morzu oraz żywiące się wodorostami.

 

Tymczasem po chodniku spacerowały kosmiczne, mniej lub bardziej zmutowane zwierzęta, takie jak wodno-lądowe rekiny młoty i stepujące oraz tańczące pingwiny przylądkowe, a w koronach palm relaksowały się papugi, lemury, kokosy i banany, a wszystkie one były przebrane za piratów. Zwierzęta oraz owoce wyskoczyły z koron palm wysoko w górę, zatrzymując się na tle nieba. Nad nimi przefrunął rybołów. Poleciały tak daleko, że dotarły aż do kosmosu, gdzie dosięgnęły gwiazd, które okazały się być kosmicznymi rozgwiazdami z innej, dalekiej planety, czyli istotami pozaziemskimi, właśnie zwiedzającymi kolejny z niezliczonych wszechświatów. Stworzenia, wypoczywające dawniej pośród liści palm, przeobraziły się w odległe gwiazdozbiory, które wkrótce stały się domami dla niezwykłych istot z różnych wszechświatów. Przez tło kosmosu, wyglądającego jak tajemnicze nocne niebo, przebrnął zmieniający kolory statek kosmiczny, mający kształt najpierw wężowidła, potem jeżowca, a następnie koralowca.

 

Koniec.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Paweł Banan 2 tygodnie temu
    Totalny makrokosmos:) Oj, myślę, że gdzieś tam, może nawet niedaleko stąd, takie światy istnieją.

    Pozdro:)
  • Piotrek P. 1988 2 tygodnie temu
    Dziękuję za wesoły i zaskakujący komentarz. Być może, takie światy istnieją w alternatywnej rzeczywistości, albo w innym wymiarze. Może takie miejsca są, może nie, ale ja osobiście mam cichą, lecz silną nadzieję, że jednak tak. Pozdrawiam :-)
  • Dekaos Dondi tydzień temu
    Piotrek P.1988↔Już wiem, czemu tak piszesz:)) Jesteś baaaaaaardzo dalekim potomkiem Kosmity, który wiele mógł.
    Ona właśnie stworzył te wszystkie światy, na własnej planecie i w jakiś niepojęty sposób, o którym się "filozofom universum nie śniło", "wgrał w Ciebie" i "nadal wgrywa" te wszystkie obrazy. Szczególnie w Twoje sny.
    A Ty dodatkowo dodajesz od Siebie. Nie gorzej od niego:))
    I jest jak jest:))↔A zatem tajemnica Piotrka P↔rozwiązana:XD↔🌟🚀🌟🌟🌟
  • Piotrek P. 1988 tydzień temu
    Hahaha XD! Ale kosmicznie odlotowy surrealizm! Bardzo mocno uderza w głowę ;-). Niezły temat na jedno z kolejnych opowiadań :-). Dziękuję za komentarz i ocenę, oraz pozdrawiam z błękitnej planety ;-)

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania