Na żywioł (drabble)
Nie chciałam dotykać farb, sztalugi schowałam głęboko, płótna z zaczętymi pejzażami wylądowały na strychu. Gdybym mogła wyrzuciłabym klucz.
Nie wchodzę, nie wpuszczam powietrza, zresztą od kiedy zamieszkała tam śmierć, nikt żywy nie jest potrzebny.
Z rozbawieniem malowałaś mój portret. Siedziałam poruszona własnym obrazem. Wreszcie nie tymi, które były wszędzie, ale dosłownie moim. Jedyne świadectwo, że mnie też widziałaś.
Perfekcyjnie odtworzyłaś dumę, blask w oczach, ważność chwili. Nie czułam zmęczenia, jedynie euforię, dopóki nie wyszeptałaś, że mogę już odejść, dokończysz później, a później wzięłaś tatę za rękę i wyszliście z głośnym śmiechem.
Zostałam z babcią.
Po latach pięknie zapłonął niedokończony akt...
Komentarze (35)
Myślałam, że nie napiszesz...
Ale jeżeli dasz zamiennik będzie lepiej. Na przykład,
Siedziałam rozedrgana własnym obrazem.
Odkąd to przeczytałam, nie umiem skomentować.
Może, że świat dziecka wraca i wraca...?
I że jak to dobrze, że miłość babć głaszcze ten dziecięcy świat? 10
Pozdrawiam
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania