Nad starowierszem, albo rzecz o królikach
Kiedy uduszę obławy, a wilki milczkiem czmychną
z kontekstu, wytłuszczę się, obłowię w lisie
futra. Odstąpię drogo-kamienie, przecenię własną
skórę, zostawiwszy omyk (taki myk, który
na czasie / czyta się). W gazecie ogłoszą drukiem,
że na antypodach klęska urodzaju królików.
Zadrżą nad starowierszem. Zagadam do kamienia,
puknę w czoło - nurt zawróci, a ja - do siebie. Tratwa
związana mową poniesie. Uproszczę patetyczne
strofy do króliczych skoków, do rzuconych kaczek,
do psiej pogody, do diabła. I - do zobaczenia tam, gdzie
bilet wilczy, wilczki, wilcy. A jam - nikt i wszystko -
spłynie.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania