Nadgryzione Jabłka // część I
Pomimo upływu tylu lat wciąż pamiętała jej pożegnalny uśmiech. Jej ciepły dotyk, wesołe spojrzenie. Powiew wiatru, który rozwiewał jej jedwabne włosy, trzymane splecione niezgrabnie w warkocze.
W blasku upadającego słońca połyskiwały brązowe piegi skalane żółtą farbą. Nieustannie pozostawiała ślady własnej sztuki wśród swojego otoczenia. Od zawsze kochała malować.
Wyglądała niczym anioł, emanując boskimi promieniami, ze złotą aureolą wokół głowy. Niczym zbawiciel wyciągnęła skoro ręce, pochwytując ulatujące życie bliskiej jej osoby.
Ręka drugiej dziewczyny, uśliczniona akwarelą, zawzięcie chwytała jej własną dłoń. Zwisała z urwiska, kończącego się w głębokim morzu. Jej ciało drżało, po twarzy sunęły ciche łzy, a oczy opanował strach i zmęczenie. Kości zgrzytały, palce drętwiały, skóra stawała się podrażniona.
Rzekła wtedy doń, zaciskawszy dłoń:
“Prochem jesteś i w proch się obrócisz. Twój umysł mrze, niemniej ciało nie ulegnie rozkładowi, dopóki nie dopuścisz węża bliżej swego serca. Ujrzymy się znów, gdy odnajdziesz mnie na krańcu świata. Stawiss się wśród piękna natury – powrócisz. Odzyskasz to, co straciłaś.”
Ciało mówiącej dziewczyny zaczęło pękać. Żarzące się kawałki odrywały się niczym papier. Popiół wirował w powietrzu, a drobinki dziewczyny razem z nim. Znikała część po części, aż pozostała jedynie dłoń.
Opuszki palców przemieściły się względem siebie, wychudzona dłoń zsunęła się w dół. Ciało ocalałej dziewczyny runęło w kierunku mrocznej otchłani, z której powrócić nie było sposobu. Wiatr wzbierał się zawzięcie; gwiazda zanikała za dalekim horyzontem. Zdziczałe fale gorliwie uderzały w skały, nęcąc do rzucenia się w ich objęcia. Grzbiet klifu rozmazywał się prędko, a ona czuła głęboki, dziki strach.
Uderzyła w taflę. Mrok opanował ją doszczętnie, odbierając jej zdolność klarownego postrzegania rzeczywistości. Mowa, słuch, wzrok i czucie już na zawsze skorumpowane pod wpływem głębin.
Prądy akwenu niosły ją przez wody szerokie i zimne. Nie wiedziała, ile czasu przepuściła mimowolnie przez kościste palce. Sekundy, tygodnie, miesiące, lata mieszały się w bezgraniczny chaos, gnieżdżący się w głowie utrapionej dziewczyny.
Jej przedramię broczyło krwią, ale oczy pokryte gęstą mgłą nie mogły obaczyć ciągnącego się po wodzie śladu szkarłatnego. Dusiła się, lecz spotykała owe uczucie jako przyjemne, uśmiercające w delikatny, cichy sposób.
Pragnęła pozostać tam na zawsze, tonąc w czeluściach mętnej wody. Kajdany obowiązków dorosłego świata oswobodziły jej nadgarstki, pozwalając iluzyjnej wolności opleść ją, chroniąc przed wszelkim dobrem i wszelkim złem.
Dryfując tak, napotykała dusze cierpiące, jęczące pod wodą w strachu albo desperacji. Ich oczy ukazywały rozpacz i pragnienie końcowe: ujrzeć promień słońca po raz ostatni. Ich jęki, ich głosy, dudnienie setek serc spłoszyły dzikie stworzenia tańcujące wśród myśli dziewczyny. Pojęła znów rzeczywistość.
Wody szarpały ubraniem, materiał rwał się pod naciskiem. Prądy chwytały ją niedelikatnie, porywając do tańca. Szkielety stworzeń pływały wokół niej, jak i martwe rośliny, przedmioty, wspomnienia ukochane. Dojrzała prawdziwą twarz strumienia. Okazał się być podły, brutalny, acz odurzający w swój naturalny sposób.
Całe jej ciało zadrżało. Płuca, w stanie deprywacji tlenu, począły buntować się przeciw wodzie, powoli je napełniającej. Dziewczyna wiedziała o potrzebie natychmiastowego wydostania się.
Bańki powietrza, wirujące w otchłani razem z nią, szeptały miłe słówka, zachęcające do dalszego pobytu. Zapewniały gładkim tonem, że wkrótce wszystko pozostanie jedynie wspomnieniem, a wszelkie trudy, z jakimi musiałaby się zmierzyć, pozostałyby tylko nieopowiedzianą historią.
Łatwiej byłoby zapomnieć, utonąć wśród wód. Zatracić się w błogości, jaką przynosi niewiedza i ignorancja. Niewidzialne ręce ciągnęły ją głębiej i głębiej, na samo dno. Panika wzburzała się w środku dziewczyny, gdyż pomimo starań nie potrafiła uwolnić się z uchwytu.
Pomyślała o osobie na wzgórzu; jej znajomym dotyku, wspólnych wspomnieniach. Każdy element jej persony wyryty w jej pamięci, w końcu nie znalazłby się moment, w którym by jej nie znała. Odnosiła jednak rażące wrażenie, iż zapominała o czymś kluczowym. O czymś, co indywidualizowało każde stworzenie, nadawało mu sens. Coś, co należało wyłącznie do niego.
Twarda lina ściskająca jej gardło przywróciła dziewczynę do tamtej teraźniejszości. Szorstkie włókna zaciskały się na jej krtani. Musiała się wydostać, inaczej pomrze razem ze stworami w głębinach.
Szamotała się, próbując uwolnić się z ciasno oplatających ją lin. Szarpała za materiał, jednak prędko objęła, że nie potrafi wydostać się w pojedynkę. Potrzebowała pomocy.
Właśnie wtedy złota, iskrząca się dłoń przebiła się przez czarną taflę wody, rozjaśniając wnętrze akwenu. Potężne palce owinęły się wokół jej talii. Powoli, lecz stabilnie, wynurzała się z pomocą anielskiej ręki, a ucisk liny zanikał. Nocne niebo za taflą wydawało się coraz bliżej.
Po niekończącym się rejsie, nareszcie wynurzyła się na powierzchnię. Zapach aerii uderzył jej nozdrza niemal momentalnie, przywracając klarowność umysłu.
Dziewczyna bachnęła o podłoże składające się jedynie ze stłuczonych butelek. Ręce, rzuciwszy nią w odłamki czarnego szkła, rozmyły się wraz z wiatrem gwałtownym. Ostre krawędzie przebiły skórę, jednak jej twarz nie wyrażała żadnych emocji ani bólu.
Srebrny księżyc zarzucał na dziewczynę swe promienie, kiedy ona wylegiwała się na brzegu rzeki. Krwawe niebo pełne chmur i frunące przez przestworza sępy wydawały się ją obserwować, podążając wzrokiem za każdym jej najdrobniejszym ruchem.
Rzekę obrastały drzewa kolczaste, krzewy i kwiaty trujące. Między florą migały setki czerwonych oczu potworów, czyhających w ciemnościach. Dziewczyna nie mogła powstrzymać głębokiego strachu i rosnącej paniki.
Otaczający ją świat emanował aurą grozy i niebezpieczeństwa. Było to przeciwieństwem jej dawnego życia na łące wśród kwiatów urodziwych i motyli o tęczowych skrzydłach.
Chwyciła do ręki jeden z większych odłamów szkła w pobliżu i podniosła się z ziemi. Między drzewami w oddali lśnił niebłahy neon przestawiający strzałkę. Odnajdując w owym fenomenie ratunek, dziewczyna ruszyła tropem kolorowych znaków
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania