nadmiar

nie mam już komu tego oddać

 

tych poranków

które przychodzą za wcześnie

 

ciała

które budzi się mimo wszystko

 

rąk

które nadal pamiętają dotyk

 

mam za dużo światła w oczach

za dużo głodu w brzuchu

 

czasem śmieję się bez powodu

i jest to prawie nieprzyzwoite

po tylu rzeczach

 

w nocy coś we mnie rośnie

 

jakiś bez wypuszcza liście

pod skórą pęcznieje lato

 

nie jestem odrodzona

nie zaczynam od początku

 

jestem pełna

aż za bardzo

 

jak dom po czyjejś śmierci

w którym ktoś zapomniał zgasić światło

 

otwieram okna

wpuszczam deszcz

 

mam jeszcze ciało

głos

 

i ten głupi niepotrzebny zachwyt

że dzień znowu przyjdzie

 

rano

 

znowu rosną mi ręce

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (8)

  • Grisza 3 godz. temu

    Najgorsze jest to, że ja już jestem w tym wieku, że co do wersa wiem o czym piszesz...

  • Grafomanka 3 godz. temu

    a piszesz ostatnio rewelacyjnie... każdy wiersz, to perełka! 10!

  • Dusza_boli 2 godz. temu

    Co zrobisz, jak nic nie zrobisz... ;) dziękuję za komentarz.

  • Dusza_boli 2 godz. temu

    Grosza, co zrobisz, jak nic nie zrobisz... ;) dziękuję za komentarz.

  • Dusza_boli 2 godz. temu

    Grisza*

  • Dusza_boli 2 godz. temu

    Grafomanka, może Cię zaskoczę, ale tęsknię za Twoimi propozycjami korekt ;) Dziękuję!

  • Grafomanka 2 godz. temu

    Dusza_boli, to musisz skiepścić wiersz... xD

  • Roma

    Uwielbiam zakończenie, ten wers mieści w sobie wszystko o czym jest wiersz...

    Tak sobie czytam już kolejny raz i się zachwycam jak każde słowo buduje brak przez przesyt.
    Pięknie. Boli, ale pięknie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania