nadmiar
nie mam już komu tego oddać
tych poranków
które przychodzą za wcześnie
ciała
które budzi się mimo wszystko
rąk
które nadal pamiętają dotyk
mam za dużo światła w oczach
za dużo głodu w brzuchu
czasem śmieję się bez powodu
i jest to prawie nieprzyzwoite
po tylu rzeczach
w nocy coś we mnie rośnie
jakiś bez wypuszcza liście
pod skórą pęcznieje lato
nie jestem odrodzona
nie zaczynam od początku
jestem pełna
aż za bardzo
jak dom po czyjejś śmierci
w którym ktoś zapomniał zgasić światło
otwieram okna
wpuszczam deszcz
mam jeszcze ciało
głos
i ten głupi niepotrzebny zachwyt
że dzień znowu przyjdzie
rano
znowu rosną mi ręce
Komentarze (8)
Najgorsze jest to, że ja już jestem w tym wieku, że co do wersa wiem o czym piszesz...
a piszesz ostatnio rewelacyjnie... każdy wiersz, to perełka! 10!
Co zrobisz, jak nic nie zrobisz... ;) dziękuję za komentarz.
Grosza, co zrobisz, jak nic nie zrobisz... ;) dziękuję za komentarz.
Grisza*
Grafomanka, może Cię zaskoczę, ale tęsknię za Twoimi propozycjami korekt ;) Dziękuję!
Dusza_boli, to musisz skiepścić wiersz... xD
Uwielbiam zakończenie, ten wers mieści w sobie wszystko o czym jest wiersz...
Tak sobie czytam już kolejny raz i się zachwycam jak każde słowo buduje brak przez przesyt.
Pięknie. Boli, ale pięknie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania