Poprzednie części: Nadzieja
Nadzieja
Byłam kiedyś na dnie
Nie wiesz gdzie to jest
Gdzieś w istocie mnie
Byłam stłuczonym szkłem
W kawałkach lustra duszy
Lodem co się pokruszył
Roztopił wyparował
Gdzieś mnie przede mną schował
Odcięta ostrym nożem
Od świata ciepłych spojrzeń
Zatopiona w baśniach
Urojeniach halucynacjach
Pękła we mnie tama
Rzeczywistości brama
Runęła w mym umyśle
Lecz się pozbieram myślę
I nigdy już nie wrócę
Do stanu tamtych złudzeń
Choć co dzień ze mną tu
Jakaś nieznośność bytu
Ta dziwna niewiadoma
Jestem tu nieznajoma
Dla własnego odbicia
A jednak pragnę życia
Od nowa wciąż się zbieram
Ratuje mnie nadzieja
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania