Nadzieja

Usiadł na zielonej trawce. Ucieszył się, że może to zrobić. Nie przy każdym przystanku autobusowym w jego mieście można było znaleźć skrawek zieleni. Usiadł i czekał na środek transportu. Na zegarek nie patrzył nerwowo tylko dlatego, że go nie miał. O godzinę też nie miał się kogo zapytać – żadnej żywej, ludzkiej istoty w pobliżu nie było.

 

– Trudno – pomyślał, mrużąc oczy od świecącego, ziejącego upałem, słońca – autobus przyjedzie wtedy, kiedy przyjedzie. Ani nie później, ani nie wcześniej.

Pomyślał też, że może w końcu zaopatrzyłby się w jakiś telefon i nie zgubił go tak szybko, jak gubił wszystkie poprzednie.

 

Do przystanku zbliżała się postać. Im bliżej była, tym bardziej rozpoznawał w niej kobiece kształty.

– W końcu jakieś atrakcje – rzekł do rudej kobitki, gdy ta weszła w zasięg jego głosu. Na jej widok błysnęło mu oko. Ocenił ją w duchu na trzydzieści pięć lat.

Uśmiechnęła się, łapiąc w lot komplement. A w głębi duszy ucieszyła się, że facet jej ułatwia robotę. Rzuciła błękitnym okiem na niego, potem tym samym okiem rzuciła na ręczny zegarek umiejscowiony na jej lewej dłoni. Wczytała się w rozkład jazdy wiszący na przystankowym słupie.

– Za siedem minut będzie – poinformowała, zakładając przeciwsłoneczne okulary – czeka pan na autobus?

– Czyli – pomyślał – mam siedem minut, żeby tą uroczą damę uwieść. – Tak, tak, czekam – odpowiedział na głos.

Usiadła obok niego. Poczuł zapach jej perfum, jej bliskość i wzmagający się upał, który i tak już był mało znośny.

- Psiknij się pan pod pachę – powiedziała z uśmiechem podając mu wyciągniętą z torebki rexonę – jak tak dalej będziesz się pocił, to możesz stać się postrachem pasażerów autobusu.

Policzki jego przybrały barwę raka. Poczuł kolejną falę upału i pomyślał, że zaraz trzeba będzie straż pożarną wzywać, jak zacznie płonąć z zawstydzenia. Jednak w duchu przyznawał jej rację – czuł, że się poci.

– Trudno się nie spocić, jak się na panią patrzy – odparł będąc niepewnym, jak dama o kasztanowych włosach zareaguje na tą całkiem szczerą odpowiedź – na pani widok nawet dziadek mróz roztopiłby się jak czekolada włożona do rozpalonego, hutniczego pieca.

Odetchnął z ulgą kiedy po dłuższym zastanowieniu nad jego słowami parsknęła pełnym sympatii śmiechem. Też się roześmiał. Zapanował między nimi luz.

– Daj mi tą rexonę – powiedział zapominając, że nie przeszli jeszcze na ty.

Dała mu ją, uśmiechając się sympatycznie.

Psikając pachy pomyślał, że nie może zgubić rudowłosej tak, jak pogubił wszystkie swoje poprzednie telefony. I zły był na siebie, że nie miał przy sobie żadnego, żeby zapisać jej numer. A jeszcze bardziej był zły, że nie miał przy sobie kartki ani długopisu.

– Podoba się panu zapach rexony? – zapytała, przerywając jego rozmyślania.

– A podoba się – odpowiedział zgodnie z własnymi odczuciami.

– Jedyne dwadzieścia złotych kosztuje u mnie – rzuciła szybciutko – mam też w sztyfcie i damskie, jakby chciał pan kupić dla żony. Drugi zakup za połowę ceny.

Poczuł się nieszczęśliwy uświadamiając sobie, że obiektem jego westchnień stała się atrakcyjna akwizytorka. Kupił rexonę z nadzieją, że może coś jeszcze ugra na tej przelotnej znajomości. I ugrał , za sprawą wizytówki zostawionej mu przez atrakcyjną handlarkę zdobył nadzieję na dalszy kontakt.

 

Podjechał autobus, wsiadł w niego i pojechał w swoją stronę szczęśliwy jak nigdy. Szczęśliwy z dwóch powodów: pierwszym powodem był brak zegarka odmierzającego czas, nie miał go jak bez niego liczyć. Ta szczęśliwość wynikała z zasady. Drugim powodem był konkretny życiowy cel – kupno telefonu pozwalającego telefonować mu pod numer pozostawiony na wizytówce atrakcyjnej handlarki.

– Jest nadzieja – nucił sobie na jakąś ludową, skoczną melodię jadąc autobusem – jest nadzieja.

 

Koniec

Średnia ocena: 3.3  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • kadoka 3 tygodnie temu
    Fajne opowiadanie, takie pozytywne, miło się czyta :) życzę szczęścia bohaterowi! :D
    Miałabym tylko dwie sugestie - konieczne jest inne zaznaczenie myśli bohatera, to nie może tak iść jak dialog.
    – Czyli – pomyślał – mam siedem minut, żeby tą uroczą damę uwieść. – Tak, tak, czekam – odpowiedział na głos.
    poprawiłabym raczej na:
    "Czyli mam siedem minut, żeby tą uroczą damę uwieść" - pomyślał. – Tak, tak, czekam – odpowiedział na głos.
    lub coś podobnego :D
    I jeszcze jeśli używasz nazwy Rexona - to właśnie powinno się zapisać ją wielką literą. Ewentualnie użyć też słowa "dezodorant" itp.
    Pozdrawiam!
  • JERZY WOJTAN 3 tygodnie temu
    Dobre! Takie męskie o pożądliwości wzrokowo-zapachowej. No i ta jej "rudość" jakże podnietliwa, i niezła pointa. Brawo!

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania