Nagle, jak nóż w plecy

siedziałem w barze

znowu ten sam bar

znowu ta sama łysa lampa nad głową

pijąc piąte piwo z tym smakiem żalu

którego nie uczą w szkołach.

i wtedy weszła.

nie jak anioł.

nie jak katastrofa.

po prostu – weszła, jakby wiedziała,

że świat to szmata,

ale i tak warto spróbować.

nie miała w sobie nic z hollywood,

żadnych fałszywych rzęs,

żadnych uśmiechów dla napiwków.

miała oczy jak niedopałki po burzy

i głos, który mógłby obudzić trupa.

i nagle wszystko –

ten smród, ten dym, to życie

wyglądało jak coś,

co można znieść.

nie powiedziałem nic.

zapiłem każde słowo, które chciało uciec.

bo zakochanie –

to nie romantyzm.

to hazard.

a ja już tyle razy przegrałem,

że pomyślałem:

czemu nie jeszcze raz.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (3)

  • Grafomanka 8 miesięcy temu
    Końcówka... i masz mnie! 6
  • P.Mgieł 8 miesięcy temu
    Dzięki, tak coś czułem, że Cię tu sprowadzę 😀
  • aksolotl 8 miesięcy temu
    fajne.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania