Nagle, jak nóż w plecy
siedziałem w barze
znowu ten sam bar
znowu ta sama łysa lampa nad głową
pijąc piąte piwo z tym smakiem żalu
którego nie uczą w szkołach.
i wtedy weszła.
nie jak anioł.
nie jak katastrofa.
po prostu – weszła, jakby wiedziała,
że świat to szmata,
ale i tak warto spróbować.
nie miała w sobie nic z hollywood,
żadnych fałszywych rzęs,
żadnych uśmiechów dla napiwków.
miała oczy jak niedopałki po burzy
i głos, który mógłby obudzić trupa.
i nagle wszystko –
ten smród, ten dym, to życie
wyglądało jak coś,
co można znieść.
nie powiedziałem nic.
zapiłem każde słowo, które chciało uciec.
bo zakochanie –
to nie romantyzm.
to hazard.
a ja już tyle razy przegrałem,
że pomyślałem:
czemu nie jeszcze raz.
Komentarze (3)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania