Naiwna 1
To wszystko jest takie dziwne. Świat zmienia się z dnia na dzień, ale czemu w moich oczach ten dzień trwa zaledwie 5 minut? Nie nadążam z niego korzystać. Chwile w których powinnam piszczeć z radośći obdarowuje jednynie skromnym uśmiechem. Nie potrafię być szczęśliwa, ani nieszczęśliwa. Jestem obojętna praktycznie na wszysko. Dlaczego? Dowiecie się z moich opowieści o tym jak życie rujnowało mi powoli psychikę i staczało emocjonalnie na samo dno.
Jako dziecko, byłam też inna. Widziałam więcej, byłam poważna, ale gdy spoglądałam w niektóre rzecz, z pozoru zwyczajne, wydawały mi się cudowne. Miałam dużo przyjaciół, a raczej osób które mnie lubiły, ale to dlatego że wolałam samotność. Gdy byłam już nieco starsza poznałam koleżankę. Darłam z nią koty jak nie mało, teraz jest to moja najlepsza przyjaciółka. Towarzyszyła mi przez cały czas, ale gdy dotarłam do tego najtrudniejszego (o którym będzie mowa) etapu życia uświadomiłam sobie, że gdyby nie ona, już dawno by mnie nie było.
To było dwa lata temu, moja potrzeba samotności nie doskwierała tak bardzo, byłam szczęśliwą, pogodną, towarzyską dziewczyną. Moja babcia, która zastępowała mi praktycznie mamę (całymi dniami pracującą) zaczęła chorować, źle się czuła nie jadła. Tak było długi okres czasu. Ja chodziłam zwyczajnie do szkoły, zbliżał się koniec roku. Zobaczyłam moich znajomych, wyśmiewających się z płaczącego chłopaka (który także był moim znajomym). Ja nie byłam taka, zapytałam go:
- Co się stało?
-Nic...- odparł, wycierając łzy, czerwony na twarzy od płaczu.
-Przecież widzę
-Moja babcia jest w szpitalu, ma raka mózgu i ma teraz ważną operację, boję się że może umrzeć...
-Wszystko będzie dobrze...- odpowiedziałam, wtedy jeszcze nie wiedziałam jak bardzo głupią rzecz powiedziałam, jak bardzo się myliłam.
Dni mijały, mama postanowiła że teraz będę całe praktycznie dnie spędzać u babci. Mimo iż kochałam babcię, jako zbuntowana nastolatka nie chciałam się zgodzić i ciągle kończyło się to krzykiem. Byłam tak zaślepiona sobą i swoimi potrzebami że nie widziałam że z babcią jest coraz gorzej. Przeprowadziliśmy się z naszego domu do domu babci, co prawda w tamtym mieszkaliśmy zaledwie trzy lata, a resztę mojego dzieciństwa spędziłam w domu do którego właśnie miałam wrócić. W naszym starym pokoiku w którym mieszkałam razem z mamą trwały remonty, ponieważ po naszej wyprowadzce babcia urządziła sobie tam spirzarenkę. Po dwóch dniach już wczystko stało na swoim miejscu, rozglądałam się po pustym domu który opuszczałam, wychodząc wodziłam palcami po ścianie, patrzyłam w okna, i próbowałam sobie uświadomić co się właśnie działo. Czy było aż tak źle? Tak... Po kilku tygodniach zabrali babcię do szpitala. Dopiero wracając, przebywając z nią na codzień uświadomiłam sobie że prawdopodobnie zbliża się koniec, nie chciałam dopuścić do siebie tych myśli, za karzdym razem gdy rozmowa schodziła na ten temat krzyczałam że trzeba mieć nadzieję, i że będziemy walczyć. Gdy babcia już pojechała do szpitala, ja wyjechałam do kuzynki Oliwi na wieś. Mama nie chciała bym patrzyła jak moja druga mama umiera. Na wsi, przy moim przybranym rodzeństwu (był jeszcze jej brat, Kamil) trochę się uspokoiłam. Tutaj forma opowiadania zmienia się na punkt widzenia nastolatki. Do Oliwi przyszedł chłopak Mikołaj. Lubiłam gościa, ale jeszcze bardziej lubiłam go drażnić. Niestety z wzajemnością, było dosyć wcześnie, po Mikołaja przyszedł starszy brat, mimo że łączyły nas nie jednokrotne spotkania w dzieciństwie nie pamiętałam go, ani on mnie. Pamiętałam tylko kiedy widzieliśmy się ostatni raz, na polu, za stodołą. Nie odzywaliśmy się wtedy, tylko patrzyliśmy na siebie. Wtedy coś poczułam, to było jakby zauroczenie, ale przez te kilka lat zanikło... Wracając do tematu. Gdy przyszedł po niego brat, ja jako małolata o kochliwym usbosobienu oczywiście zainteresowałam się nowym obiektem. Kiedy miałyśmy z Oliwią chwilę wytchnienia, usiadłyśmy na schodach, obok stodoły. Patrzyłam na jej kuca, przez wybitą szybkę było widać naprawdę dużo. Temat zszedł na tamtego oto chłopaka.
-Ej, a ten brat Mikołaja... - powiedziałam trochę skrępowana, gdyż chłopak wyglądał naprawde zacnie.
-No? - widocznie ją zaciekawiło moje zainteresowanie nim.
-No... No powiedz coś o nim a nie "no"! - bardziej nas to rozśmieszyło, niż brzmiało jako wyrzuty.
-No on ma na imię Damian -"nawet imię ma ładne"-pomyślałam i wsłuchałam się dalej - ... chyba jest w twoim wieku, pięknie rysuje i lubi piłkę nożną. - pomyślałabym że przeciętniak, gdyby nie to że ma coś wspólnego z rysowaniem. Przez resztę jej monologu byłam w swoich zamyśleniach, zaczynało mi się coś układać... Chłopak na polu...Te dziwne motylki... W moich oczach zatańczyły iskierki szczęścia. Oliwia to zauważyła.
-Hahahaha on ci się podoba! - oczywiście, nie mogło się obyć bez głupiego komentarza.
-Ta jasne, a ja jestem wróżką i czekam aż on do mnie przyjdzie, ożeni się ze mną i polecimy na jednorożcu do krainy wróżek- powiedziałam udając zażenowaną, lecz w głębi nie mogłam się powstrzywać od śmiechu.
Postanowiłyśmy przejechać się rowerami, byłyśmy już przy furtce ale coś ścisło mnie za żołądek i zaczełam się śmiać i Oliwia zrozumiawszy że ów śmiech oznacza że to jednak prawda również się roześmiała.
Komentarze (1)
,, 5 minut?" - piszemy słownie: pięć minut?
,,ale gdy spoglądałam w niektóre rzecz" - rzeczy
,,To było dwa lata temu, moja potrzeba samotności nie doskwierała tak bardzo (zrobiłabym tu kropkę, zamiast przecinka) byłam szczęśliwą, pogodną, towarzyską dziewczyną."
,,zaczęła chorować, źle się czuła (przecinek) nie jadła"
,,- (spacja) Nic... (spacja) - odparł, wycierając łzy, czerwony na twarzy od płaczu." - dialogi piszemy: myślnik, spacja, litera, a Ty nie napisałaś tych spacji nigdzie.
,,Dni mijały, mama postanowiła że teraz będę całe praktycznie dnie" napisałabym to w ten sposób: Dni mijały. Mama postanowiła, że teraz będę praktycznie całe dnie (...)
Przed słowami: że, którymi, które, którzy, iż stawiamy przecinki.
W tekście znalazło się dużo powtórzeń.
,,za karzdym" - każdym
,,Tutaj forma opowiadania zmienia się na punkt widzenia nastolatki." - to zdanie kompletnie nie jest potrzebne, wymazałabym to.
,, Niestety z wzajemnością, było dosyć wcześnie, po Mikołaja przyszedł starszy brat, mimo że łączyły nas nie jednokrotne spotkania w dzieciństwie nie pamiętałam go, ani on mnie." - bardzo długie zdanie, zamień niektóre przecinki na kropkę.
Jako, że to jest Twoje pierwsze opowiadanie tutaj dam 3. Jakoś ten rozdział nie kleił się z sobą, jest kilka błędów, powtórzenia i za długie zdania. Edytuj. ; )
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania