Najjaśniejszy Pan przyjechał/ Najjaśniejszy Pan nie przyjechał
„ Najjaśniejszy Pan przyjechał…Najjaśniejszy Pan nie przyjechał”
Nikt nie wiedział, jak do tego doszło, że pociąg wiozący Najjaśniejszego Pana zwolnił już w odległości około kilometra od stacji, a następnie zatrzymał się przy jedynym peronie…Był to oczywiście peron pierwszy.
Po chwili ze środkowej salonki wysiadło 10 żołnierzy gwardii, a następnie minister von W, a za nimi jowialny, nieco przygarbiony starszy pan….Tym starszym panem okazał się sam cesarz…
Gwardziści weszli do budynku stacji i uformowali szpaler wzdłuż ścian korytarza prowadzącego do hali dworcowej. W tym miejscu był też bufet, a w nim pomimo wczesnej godziny (niektóre źródła podają, że była to godzina 5.00 rano, inne twierdzą, że raczej 7.00) było kilku Bośniaków lub Serbów, jakiś czeski kupiec i jeszcze ktoś, o kim do dzisiaj nic nie wiadomo…
W tym okresie dochodziło do wielu zamachów na panujących, całkiem niedawno w sąsiednim mocarstwie zastrzelono premiera, dlatego gwardziści robili wszystko, żeby zapewnić bezpieczeństwo cesarzowi, który wszedł do tego budynku incognito…No prawie incognito…
Dwaj Serbowie, którzy czekali na swój pociąg jadący jeszcze dalej na południe przez kolejne lata spierali się, czy widzieli Najjaśniejszego Pana, czy też jakiegoś generała z bokobrodami…(?)
Nigdy nie udało się wyjaśnić celu krótkiego postoju w tym prowincjonalnym miasteczku, do którego ważni ludzie ze stolicy już od wielu lat nie przyjeżdżali. Kiedyś miał się tutaj zatrzymać sam cesarz Napoleon I w drodze na Wiedeń; później stoczył bitwę pod Wagram.
Pod Wagram Napoleon odniósł wielkie zwycięstwo…Ale te wszystkie sprawy rozgrywały się daleko od tego spokojnego, wręcz martwego miasteczka. Na jego obrzeżach przetrwała stara kuźnia, w której był kiedyś zajazd. To w tym zajeździe, jak mówiono, Napoleon zatrzymał się na kilka godzin. Zjadł skromny obiad i skosztował tutejszej nalewki.
Do dziś nie ustalono, dlaczego Najjaśniejszy Pan wezwał do swojego przedziału hrabiego von W, kiedy zbliżali się do tego miasteczka, i wydał rozkaz zatrzymania pociągu na stacji, której nazwy chyba nawet nie znał… Z drugiej strony, czy cesarz naprawdę wezwał hrabiego von W. do swojego przedziału? Czy rzeczywiście polecił mu zatrzymać pociąg? Taką wersję przedstawił w kronice dworskiej tylko jeden człowiek: minister von W.
Tak więc cesarz wysiadł z wagonu, na peronie przeczytał dwujęzyczne ogłoszenie urzędowe (po niemiecku i węgiersku), wszedł do hali dworca, na chwilę gdzieś zniknął, wyszedł przed budynek stacji…Popatrzył na placyk przed dworcem. Po chwili odezwał się do ministra von W.: ruszamy w dalszą drogę”.
Dokąd jechał cesarz? Tego też nie udało się ustalić. Wiadomo tylko, że był na polowaniu w Karpatach, gdzie spotkał się z cesarzem Niemiec i kilkoma kuzynami…
Kiedy pociąg ruszył, Najjaśniejszy Pan wezwał do siebie ministra von W., a ten przypomniał starzejącemu się władcy nazwę miasteczka, w którym spędzili około dziesięciu minut, opowiedział mu kilka ciekawostek historycznych o tych stronach. Minister prowadził jednak coś w rodzaju kroniki czasów panowania cesarza, a ponieważ ten zasiadał na tronie już prawie 60 lat, sama kronika miała kilka tysięcy stron…
Wiemy z historii, że hrabia von W. był wzorowym urzędnikiem i doskonałym adiutantem Najjaśniejszego Pana, dlatego uznał, że jego obowiązkiem jest pewne ubarwienie początkowo krótkiego i suchego rozdziału poświęconego pobytowi władcy na tej stacji położonej niedaleko granicy z nieobliczalnym południowo -zachodnim sąsiadem.
Tak więc opisał ten pobyt w sposób patetyczny i dosyć pretensjonalny…
Po kilku miesiącach na ścianie budynku stacji pojawiła się tablica pamiątkowa, a po upływie roku konny pomnik Najjaśniejszego Pana…Chociaż wiadomo było, że cesarz ostatnio dosiadł konia podczas wielkiej rewolucji, która ponad pół wieku temu prawie doprowadziła do rozpadu jego państwa.
Mijały lata; w międzyczasie wybuchła wielka wojna, a dwa lata przed jej zakończeniem zmarł Najjaśniejszy Pan. W ostatnim dniu wojny rozpadło się samo cesarstwo. Tylko pomnik na placyku przed budynkiem dworca wszystko przetrwał i stał nienaruszony…chociaż pokryty patyną…
Zmieniały się rządy i ustroje, a pomnik cesarza nadal stał przed starym dworcem.
W połowie lat 60. XX wieku w odległości 2 km od starego zbudowano wreszcie nowy dworzec. Dotychczasowy budynek dworca pełnił teraz rolę wielkiego magazynu pocztowego. A poza tym miasteczko bardzo się rozbudowało, jakby nabrało nowej energii. Teraz już było średniej wielkości miastem, w którym od 10 lat działała Wyższa Szkoła Artystyczno-Pedagogiczna. Ta uczelnia była zresztą oczkiem w głowie i powodem do dumy miejscowych władz…
Pomnik cesarza nikomu nie przeszkadzał, zresztą w miasteczku nikt już nie pamiętał czasów jego panowania. Historia lub tzw. cywilizacja nabierała coraz to większego przyśpieszenia. Młode pokolenie bezpowrotnie wpadło w labirynt Internetu. Tak nadeszły zupełnie inne czasy, to był już XXI wiek.
Tymczasem Najjaśniejszy Pan (wprawdzie na pomniku) nadal spokojnie stał przed budynkiem dawnego dworca i patrzył cierpliwie, jakby pobłażliwie, a może trochę melancholijnym wzrokiem na pobliski ratusz i barokowy kościół. Z jego czasów prawie nic nie przetrwało…, może z wyjątkiem kształtu czapek noszonych przez dróżników i listonoszy…
Wszystko byłoby po staremu, bez większych zmian, gdyby nie sensacyjna wiadomość: za kilka dni do miasteczka przyjedzie mieszkająca w Szwajcarii prapraprawnuczka Najjaśniejszego Pana, trochę malarka, trochę raperka, youtuberka itd. Przyjedzie ze swoim trzecim mężem, kanadyjskim raperem pochodzenia irańskiego, niejakim Kurushem Z.
Dostojnych gości oprowadzał po miasteczku dyrektor archiwum powiatowego, jedyny mieszkający tutaj Polak, pan. B.
Arcyksiężniczka okazała się niezwykle bezpośrednią i spontaniczną 30-latką, może trochę zbyt ekstrawertyczną …
Pan B. pokazał im stary tramwaj z czasów cesarza stojący w uliczce niedaleko rynku, w którym od kilku lat działał klub muzyczny. Wieczorami grywano tam trochę jazzu, ale przede wszystkim rap i hip hop. Spróbowali młodego wina, w restauracji pana K. zjedli pikantną zupę rybną, z której dumni byli miejscowi kucharze.
Wreszcie zatrzymali się przed budynkiem starego dworca, gdzie stał konny pomnik Najjaśniejszego Pana.
„ Pozwolą Państwo, że teraz opowiem najciekawszą historię, po chwili milczenia odezwał się pan B. To było najważniejsze wydarzenie podczas wizyty Pani prapradziadka w naszym mieście. Dwa tygodnie przed wizytą Najjaśniejszego Pana nasze miasto spustoszył straszliwy pożar, a zaraz po nim wystąpiła z brzegów Cisa. Najjaśniejszy Pan na wieść o tym zmienił swoje plany, skrócił spotkanie z carem i czym prędzej przybył do nas! Kiedy zatrzymał się przed ratuszem, wypowiedział pamiętne słowa: „ To miasto odbudujemy, a wtedy będzie jeszcze piękniejsze”
Super- powiedział kanadyjski raper
Super- powtórzyła księżniczka i podniosła kciuk do góry
Niestety, bardzo się spieszyli, gdyż kanadyjski raper miał za dwa dni koncert w Kopenhadze. Bardzo serdecznie podziękowali panu B. i wyruszyli w dalszą drogę.
Księżniczka jeszcze tego samego dnia podzieliła się tymi ciekawostkami ze swoim „przyjaciółmi” na Facebooku, napisała: „ Nie wiem, czy wszystko dobrze zapamiętałam, ale wygląda na to, że prapradziadek uratował miasto S przed pożarem i powodzią, a kiedy przyjechał, opadł poziom wody w Cisie….Tyle na ten temat, dalej rozpisała się o kosmetykach i French manicure.
Pan B., który mieszkał w S. od 35 lat, wybrał się na dłuższy spacer, doszedł do starego dworca i zatrzymał się przed konnym pomnikiem cesarza. Najjaśniejszy Pan wyglądał tak jak tego dnia, kiedy tu przyjechał, tzn. tak jak Panu B. opowiadał jeden z najstarszych mieszkańców tego miasta. Patrzył melancholijnym wzrokiem w dal, tak jak wtedy, kiedy wciąż powtarzał pytanie „ ale gdzie ja właściwie jestem? Co to za mieścina? Dlaczego nie jedziemy dalej?”
PS.
Nie wykluczamy, że Najjaśniejszy Pan w ogóle nie odwiedził miasta S. Przecież za czasów cesarskich była to prowincjonalna, nikomu nieznana mieścina. Ponad 100-letni starzec, Imre L., który zmarł przed jedenastoma laty, też nic nie widział…. Ale to on wszystkim opowiadał z tyloma szczegółami tę historię…
Wiedeńscy historycy dokładnie przeanalizowali kronikę napisaną przez hrabiego von W. Ale nie potrafili odpowiedzieć na pytanie, czy takie wydarzenie w ogóle miało miejsce…
„Obawiam się, że nikt nic nie widział"- pomyślał Pan B. i wolnym krokiem ruszył w stronę swojego domu, który znajdował się na dalekim przedmieściu…
-----------------------
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania