Najlepsze urodziny ever

W kuchni urządzonej w stylu skandynawskim każdy mebel oraz sprzęt AGD idealnie współgrał i błyszczał. Beatrycze z dumą podczas rozmowy z przyjaciółką spostrzegła ukrywany podziw na twarzy rozmówczyni. Czuła motylki w brzuchu na myśl, że ocean pieniędzy przelany projektantowi wnętrz nie poszedł na marne. Pani domu podała herbatę w porcelanowej zastawie z ręcznie malowanymi ornamentami.

— … nie mam już pojęcia co robić. — wzdychała Jowita, sięgając po kolejne ciasteczko.

Grad okruszków. Siorbanie Beatrycze. Nagle Jowita ugryzła się w język, gdy nad ich głowami rozległ się huk, który rozkołysał żyrandol zwisający z sufitu. Po czym nastąpiły kolejne pokrewne dźwięki produkowane przez synów przyjaciółek. Brzmiały jakby z prowizorycznej bazooki zestrzelili śmigłowiec zbudowany z klocków Lego.

— Najważniejsze jest dobro dziecka. Tkwiąc w związku z tym sfrustrowanym chujem wcale mu nie pomożesz. Twój syn musi mieć bezpieczną przestrzeń. W żadnym wypadku ten kutas…

— Boże, ciszej — przerwała stanowczo Jowita. — Nie chcę byś go tak nazywała, bo może Jędruś usłyszeć. Zresztą nie mam pewności, że zdradził mnie z tą małolatą od ubezpieczeń. — powiedziała kładąc nacisk na „nie mam pewności”.

Gospodyni w odpowiedzi uśmiechnęła się pobłażliwie. Pomyślała, że Jowita rzeczywiście do tej konkretnej kobiety może nie mieć pewności, ale czy do stada dziwek wcześniej również?

Rzuciła okiem za okno, aby zachwycić się posadzonymi w równych odstępach roślinami. Przewód z endorfiną przeciął Beatrycze niespodziany widok bezdomnego za płotem. Ubrany w kapelusz kowbojski prosił przechodniów o drobne. Wszyscy mijali menela bez reakcji. Beatrycze postanowiła w wolnej chwili wypuści Bulteriera za ogrodzenie, aby pognił śmierdziela.

— Jak waszą separację przechodzi Jędrek? — zapytała Beatrycze. Z trudem powstrzymywała się od natychmiastowego poszczucia bezdomnego psem.

— Jest bardzo dzielny, w ogóle gdy byliśmy u moich rodziców oznajmił, że będzie w dorosłości właścicielem zoo. Więc kupiłam małą działkę za miastem, kucyka, alpakę, jakieś jaszczurki w terrarium do trzymania tam w domku letniskowym. Spory wydatek, ale zbiegł się z urodzinami Jędrka, a uśmiech na jego twarzy… cóż bezcenny. — mówiła dumna z siebie Jowita.

Beatrycze stała od stołu biorąc z barku wino, jej przyjaciółka odmówiła. Sama musiała zapić smak pierwszego razu czucia się gorszą od Jowity. Zawsze we wszystkim ją prześcigała; lepszy mąż, wyższe stanowisko w pracy lub wakacje w dalszym zakątku globu. Mimo, że czuła kwas zazdrości podrażniający jej migdałki, dalej zachowywała spokojny uśmiech na twarzy. Z góry domu zbiegł syn Beatrycze Adam.

Ośmiolatek był blady, u pasa spodni nosił zabawkowy pistolet, atrapę noża myśliwskiego i granatu. W dłoni trzymał pada od Xboxa. poszarpana koszulka świadczyła, że podczas gry w Fife dla zwiększenia imersji odtwarzali starcia kibiców. Adam węszył za łakociami po kuchni.

— Kim byś chciał zostać synku w przyszłości? — zapytała Beatrycze chłopca, który nie mógł otworzyć chipsów, więc wściekły przedziurawił paczkę tasakiem.

Adam przewrócił ciemnymi niczym płuca palacza oczami i piskliwym dziecięcym głosem odpowiedział.

— Chciałbym być jak Ted Bundy.

— Oryginalnie — uznała matka zadowolona z syna.

W kuchni pojawił się Jędrek zlany potem, który kulał na lewą nogę. Minął rówieśnika najszerszym z możliwych łuków. Szepnął coś do ucha Jowity, która dostała rumieńców i uznała po ty, że czas na nich. Na odchodne, gdy goście wychodzili w podejrzanym pośpiechu Beatrycze wręczyła im zaproszenie na urodziny Adama.

Minęły dwa tygodnie do urodzin syna Beatrycze, niestety nie mógł być na nich obecny ojciec chłopca, ponieważ był w delegacji w Hiszpanii. Dlatego matka Adama rzuciła sama sobie wyzwanie urządzenia najlepszych urodzin w historii świata. Na co z jej zdolnościami organizacyjnymi były szanse jak na zdarcie skóry z dinozaura pęsetą.

Motywem przewodnim miał być gotyk. Okazał się to strzał w mały palec u stopy, bo goście przyszli nie przebrani. Za to byli wystrojeni w prestiżowe marki. Zamówione ozdoby razem z woskową figurą hrabi Draculi nie dotarły na czas. W ostatnim momencie Beatrycze ozdobiła salon czarnymi balonami. Tort w kształcie katedry Notre-Dame, przypominał na żywo budowlę moment po ugaszeniu płomieni. Żołądek Beatrycze był ściśnięty imadłem. Adam chodził z markotną miną. Liczyła, że ogromny prezent, który stał na środku salonu osłodzi mu zakalec jaki wyszedł z przyjęcia. Paczka miał dwa na dwa metry, była owinięta wstążką. Goście okrążali bryłę snując domysły, co może skrywać. Choć głównie wtykali nos w ekran telefonu. Obrażeni na czas za to, że leniwie biegnie.

Wpierw jednak Adam rozpakowywał od niechcenia upominki od przybyłych. Wśród nich był tablet, elektroniczna deskorolka, ale nic nie budziło w Adamie cienia ekscytacji. Każdy fant rzucał w kąt, po zdarciu papieru ozdobnego. Wreszcie przyszedł czas na prezent od matki. Stała ona w progu pokoju za tłumem gości. Niepewność, czy aby na pewno Adam będzie szczęśliwy z prezentu, łagodziła winem.

Jubilat leniwie rozwiązał wstążkę, ścianki opadły. Zebranych twarze wykrzywił smród zastygniętego jak żywica potu zmieszanego z brudem. Na środku salonu do krzesełka był przywiązany bezdomny z kowbojskim kapeluszem na głowie. Na rondlu jego nakrycia leżała ręczna piła.

Adam błyskawicznie połączył kropki, w przeciwieństwie do zaproszonych. Dla pewności spojrzał jeszcze w stronę matki, która skinęła głową. Serce kobiety się odmroziło.

Mężczyzna się wiercił. Przekrwione gałki proszące o uwolnienie wlepiał w gości. Nie był w stanie dłużej się komukolwiek przyglądać. Blask biżuterii oślepiał bezdomnego. Adam ściągnął piłę z kapeluszu menela. Odkleił mu taśmę z ust.

— Dziękuję bardzo... dziękuję — skomlał w interwałach. — Nic złego nie zrobiłem, potrzebowałem groszy na jedzenie. Nie jestem jak inni chlejusem ja, ja tylko byłem głodny. Firma mi zbankrutowała, bo wspólnik prał brudne pieniądze zostałem bez złotówki. Wpadłem w długi. Nie mogłem się podnieść. — rozpłakał się gorzko — Wszyscy mamy takie same żołądki, potrzebowałem na chleb. Nie będę żebrał w tej okolicy przysięgam.

Niektórych nawet słowa bezdomnego zainteresowały, ale nie było im dane poznać całej historii jaką w sobie nosił. Adam przytknął bezbronnemu mężczyźnie stal do grdyki. Tłum dopingował go jak wcześniej przy gaszeniu świeczek.

Po dziesięciu minutach odmierzonych wytryskami krwi chłopiec dokonał dzieła. Na koniec uniósł głowę oderwaną od tułowia wysoko w górę. Adamowi towarzyszył wtedy uśmiech. Będący jak najczystszy destylat szczęścia z górskich źródeł. Podobny może być wyłącznie zaklęty w chwilach puszczania z rodzicami kaczek podczas rodzinnego spaceru.

Po wszystkim zelektryzowanych gości zaproszono na kolacje. Byli poruszeni pomysłowością gospodyni. Pierwszy raz od dawna poczuli żywe emocje, już planowali identyczny performance. Adamowi Beatrycze przed jedzeniem nakazała wziąć kąpiel. Malec był po uszy w posoce. Nim poszedł do łazienki, uściskał matkę z piłą w rączce. Kobieta wtuliła synka w siebie, ich serca zaczęły bić w jednym rytmie.

— Najlepsze urodziny ever — stwierdził dobitnie Adam.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 8

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (14)

  • Cicho_sza 2 tygodnie temu
    O matko! Ale makabryczny prezent. Niestety dzisiejsze społeczeństwo coraz trudniej zadowolić. Wszyscy rządni są ekstremalnych emocji.
    Fajne opowiadanie. W trakcie czytania wyłapałam kilka literówek, ale bez większego wpływu na całość.
    Pozdrawiam
  • Vincent Vega 2 tygodnie temu
    Dziękuję bardzo za przeczytanie i postaram się postaram się poprawić błędy.
  • madmike 2 tygodnie temu
    Gratuluję wyobraźni:) Przesada opisu pustych a bogatych na miejscu. 5/5
  • Vincent Vega 2 tygodnie temu
    Dziękuję za przeczytanie:)
  • Dekaos Dondi 2 tygodnie temu
    Vincent Vega↔Pic w tym tekście polega na kontraście, pomiędzy "wytworną" częścią, a zakończeniem.
    Tym bardziej, gdy wyobraźnia działa. Dobry tekst.
    Me sugestie jeno:
    — Najważniejsze jest dobro dziecka. Tkwiąc w związku...
    ...w przeciwieństwie do zaproszonych.
    20 x Beatrycze. Chyba niepotrzebnie, aż tyle:))
    Pozdrawiam:)↔%
  • Vincent Vega 2 tygodnie temu
    Dziękuję, sugestie trafne:)
  • Piotrek P. 1988 2 tygodnie temu
    Zabójcza parodia w formie thrillera komediowego, pełnego mrocznego humoru.
    🎃 🎃 🎃 🎃 🎃, pozdrawiam 🎃
  • Vincent Vega ponad tydzień temu
    Dziękuję bardzo, pozdrawiam również.
  • Bożena Joanna 2 tygodnie temu
    Parodia matczynej troski o dziecko i rozrywki godne czasów kanibalizmu. Satyra na trend we współczesnym wychowaniu: wszystko dozwolone.
  • Vincent Vega ponad tydzień temu
    Dziękuję bardzo, trafne odczytanie. Pozdrawiam serdecznie.
  • Pan Buczybór ponad tydzień temu
    "w pacy" - w pracy
    "kwas zazdrości podrażnia" - podrażniający
    "zabawkowi pistolet" - zabawkowy
    "uznała po ty" - tym
    "rzuciła sam sobie" - sama
    "budowle" - budowlę
    "Po dziecięciu" - dziesięciu
    I oprócz tego szwankuje jeszcze interpunkcja.

    Całkiem niezłe. Snobistyczny świat nowobogackiego snobizmu i makabra w stylu "chleba i igrzysk". Jedyny duży mankament to stan techniczny tekstu, ale to się da naprawić.
  • Vincent Vega ponad tydzień temu
    DDziękuję bardzo, wszystko zostanie poprawione. Pozdrawiam serdecznie.
  • Baba Szora 6 dni temu
    Dosadne, przerysowane, w punkt. Świat już dawno oszalał, a Ty to pięknie ubrałeś w słowa. 5
  • Vincent Vega 6 dni temu
    Dziękuję bardzo za przeczytanie i pozdrawiam serdecznie.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania