Najmodniejszy trend
Naogląda się człowiek bezkrytycznie programów telewizyjnych, w których wybitni projektanci i znawcy mody komentują dobór garderoby oraz pokazują jak prawidłowo powinno się ubierać. Okazuje się, że posiadane pieniądze często są wydawane na koszmarne drogie rzeczy, a zwykła wizyta fachowca, z pod znaku nożyczek i nici, w Second Hand, potrafi natchnąć go do przerobienia, wyrzuconych z jakieś szafy, niepotrzebnych ciuchów w wystrzałowe kreacje.
Natychmiast się dystansuję od aspiracji do przejęcia pałeczki od mistrza i nie pójdę, pod wpływem impulsu po obejrzeniu kolejnego odcinka z relacji wyjścia na ściankę, złożyć wizytę w pobliskim ciuchlandzie. Tam choćbym nie wiem, z jakim zapałem i oddaniem grzebał w stertach szmat, to nie znajdę niczego, przynajmniej dla mnie, wartościowego. Jednak inni potrafią się tam odnaleźć i wyszukać dla siebie za niewielkie pieniądze znacznie lepsze jakościowo ubrania, niż ja nabywam w sklepie ograniczony skromnym portfelem.
Moje przemyślenia i rozterki, a także świadomość o własnym antytalencie w dziedzinie mody umarłaby śmiercią naturalną oraz uległa zapomnieniu pod wpływem innych równie ciekawych telewizyjnych programów. Jednak nikogo nie trzeba przekonywać, że rozwijamy się nie tylko wewnętrznie pod wpływem patrzenia na pracę innych, szczególnie tych, którym gotowanie, pielęgnowanie ogrodu, naprawa samochodu przychodzi z dziecinną łatwością.
Prośba babci, podczas jej siedemdziesiątych czwartych urodzin, wyprawianych przy okazji świąt wielkiej nocy, żeby wyszło taniej, doprowadziła do zmian w moim życiu.
- Mareczku, mój ukochany wnusiu, wiosna nastała, niedługo szpaki przylecą i zniszczą mi na działce ponownie wszystkie owoce. Stary strach na wróble, którego dziesięć lat temu zrobił mój świętej pamięci mąż, rozpadł się w ubiegłym roku i nic już nie uchroniło nawet resztek plonów. Koniecznie trzeba zrobić nowego, mam stare ubrania po dziadku, szkoda było mi je wcześniej wyrzucać, teraz, chociaż troszeczkę przypominać mi będą Bogdana.
- Przyjdziesz na działkę do babci i zrobisz? – zapytała.
- Niech mama się nie martwi, jak będzie trzeba zmuszę nieroba, żeby na chwilę odszedł od telewizora – powiedziała mama, a ojciec jej jeszcze przytakiwał.
Niewypowiedziana groźba wyrażona grymasem na skraju furii mamy, zmusiła mnie pod koniec maja do wstania z telewizyjnego fotela, po tym jak babcia w rozmowie telefonicznej mamie na jej pytanie o truskawki odpowiedziała.
- W tym roku też truskawek nie będzie, szpaki wszystkie zdziobały, nawet te, które dopiero zaczęły się czerwienieć.
Zawitałem na działce babci, nie po to żeby wykonać za nią dotychczasową ulubioną jej pracę, polegającą na plewieniu, tylko w celu wykonania stracha na wróble, chociaż sensu w tym żadnego nie widziałem, ponieważ zwierzęta trzeba dokarmiać i obowiązek ten należy do tych, co mają dla nich żarcie. Babcia ucieszyła się na mój widok i wręczyła mi wielką stertę ubrań po dziadku, z których miałem wykonać kukłę.
- Babciu nie potrzeba żadnej stracha, ptaki się najedzą i odlecą w poszukiwaniu smaczniejszych kąsków – powiedziałem z nadzieją w głosie, że uda mi się od pracy wywinąć.
- One nigdzie nie odlecą nie mają gdzie, ludzie wycięli aleje drzew owocowych, które rosły wzdłuż, nie tylko polnych, dróg. Ogródki owocowo warzywne zostały przerobione na rekreacyjne, a sady są pozakrywane siatkami – odpowiedziała.
Szkielet składający się z dwóch patyków na kształt krzyża poszedł mi najbardziej sprawnie. Problem zaczął się przy naciąganiu odzieży na kije. Konstrukcja tak długo się rozpadała, dopóki nie wykonałem jej solidnie. Zajęło mi to cztery godziny ciężkiej pracy, by podczas przytwierdzania kukły do drzewa czereśniowego z powoli dojrzewającymi owocami, zostać przez przelatującego szpaka znieważony.
Ptaszysko nie dość, że nażarło się babcinych truskawek, na które po zakończeniu pracy miałem ochotę, to jeszcze przelatując nade mną, wydaliło przynajmniej dwie przetrawione wprost na moją głowę. Gdybym wtedy dorwał skurczybyka, wyrwałbym wszystkie pióra z jego ogona, taki byłem wściekły.
Kiedy pozbywałem się śmierdzącej mazi z włosów na głowie miałem okazje obserwować jak szpaki nic nie robiąc sobie ze stracha dobierają się do czereśni, ledwo zaróżowionych. Widocznie ubrania dziadka w barwach brązu i szarości nie są żadną przeszkodą w konsumpcji. Dlatego pomyślałem o czymś kolorowym wyróżniającym się z otoczenia w tym celu musiałem się wybrać do pobliskiego second handu po zaopatrzenie. Babcia była sponsorem, a środek tygodnia sprzyjał zakupom. Ze względu na niskie ceny, planowałem zaoszczędzić z otrzymanych na ten cel stu złotych, dziewięćdziesiąt.
Byłem jedynym klientem płci męskiej i nie miałem szans na konkurowanie w wybieraniu barwnych kostiumów z przynajmniej pięćdziesięcioma paniami, które zawzięcie przerzucały towar. Wszelka moja próba uchwycenia jakieś kiecki kończyła się wyszarpnięciem jej z moich dłoni. Początkowo dziwiłem się jak to jest możliwe, że wisi czy leży coś i nikt tego nie chce, lecz wystarczy zainteresować się jakąś szmatą, a natychmiast pojawia się pani, która ją wcześniej odłożyła. Walkę o piękne stroje przegrywałem i zostawały tylko przypominające garderobę dziadka. Dlatego byłem zmuszony do porzucenia w sklepie roli dżentelmena i najbardziej zachłannej kobiecie podprowadziłem jedną reklamówkę kolorowych szmatek. Szybciutko przy kasie opłaciłem należność i ze zdobyczą pomknąłem na działki, zanim ona zauważy kradzież i mi oczy ze złości za ten czyn wydrapie.
Kreacji było kilka i chcąc usprawiedliwić sprzeniewierzenie znacznej części pieniędzy babci, wykonałem kilka strachów. Było ich tyle, że babcinych drzew zabrakło, dlatego z konieczności umieszczałem po kilka. Kiedy ukończyłem pracę mogłem się przekonać o stworzeniu prawdziwej rewii mody na ogródkach działkowych, nie gorszej od tej w wykonaniu profesjonalistów. Wystarczył lekki powiew, by sukienki tańczyły na wietrze, mieniąc się różnymi kolorami. Wielkie stado szpaków zareagowało natychmiast podrywając się do lotu, by po kilku okrążeniach pomknąć na północ.
Zbyt dobrze wykonana praca kosztowała mnie później jeszcze więcej wysiłku, gdyż, jako najmłodszy w rodzinie musiałem wszystkie owoce zrywać i po cholerę mi to było. Szpaki do końca lata nie wróciły na swoje dotychczasowe żerowisko, widocznie gdzieś znalazły spokojniejsze miejsce.
Niestety moja przygoda działkowa polegająca na zbieraniu płodów i odganianiu ptaków, nie skończyła się, z winy amatorów czyjeś własności. Pierwszy incydent był raczej śmieszny musiało do niego dojść późną nocą, ponieważ rano babcia znalazła kompletną dolną część ubrania męskiego w formie gniazda pozostawionego centralnie na grządce ogórków. Biedny chłopina przyszedł nocą jak zwykle na przestrzeni ostatnich lat po warzywa jak do siebie, a tutaj czekała na niego niespodzianka. Księżyc musiał zaświecić pełnym blaskiem wtedy, gdy wiatr się zerwał. Strachy na wróble zatrzepotały i facet się ze strachu zesrał się w gacie, zostawił krępujące ruchy gniazdo w panice uciekając. Prawda wyszła na jaw dopiero po drugim przypadku, a mianowicie znalezienia przy pomidorach zwłok amatora przecieru pomidorowego. Ten wyzionął ducha ze strachu, padł na serce.
Widocznie ścianka, czy rewia mody nie każdemu wychodzi na zdrowie, przekonało się tym wiele sław wychodzących w kreacjach zaprojektowanych do oceny, by później po krytyce cierpieć z nerwów na rozstrój żołądka.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania