Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

NAMIOT ECHA BOLEŚCI. (mroczne opowiadanie mystery)

NAMIOT ECHA BOLEŚCI.

(mroczne opowiadanie mystery)

 

Z Dedykacją dla Użytkowniczki Opowi.pl : o nicku: ~ Lumi , której niecodzienna Osobowość, przenika zrozumienie.

 

PRZYPISEK AUTORA

 

Zwracając się bezpośrednio, do Pani ~ Lumi: utrzymuję w mocy, uprzednie Poinformowanie Pani: z mojej strony, iż:

 

- Utwór Niniejszy: Dedykowany Pani " imiennie ": proszę, aby nie był przez Panią rozumiany inaczej, jak Fikcją Literacką: w całości:/ i-lub/: części: zwłaszcza tytułem " brania do Siebie ": treści naruszających, np. Pani przekonania Religijne, Godność Osobistą: i tym podobne aspekty: w pełnym rozwinięciu: zwłaszcza wobec niewidniejących: jak i powyżej wskazanych: co widnieje: jakkolwiek: w jakikolwiek sposób.

 

• Zgodnie Z Sumarycznym Tytułem Powyższym: Zapraszam Panią do Lektury. :

 

PROLOG

 

Eksplozje pocisków, ścieliły niebo oskarżycielskim gradem kuliście opływającego krwią ołowiu, mieszanego z uderzającym impetem chmur, wzbijanego nimi pola bitwy: niczym wrzask potępionych dusz wszelkich poległych, goryczą śmierci rzucaną na błotniste dna okopów. Wielu szeptało naprzemiennie z łkaniem modlitw, iż sam Diabeł nie pozwala im odejść, zrzucając rozerwane odłamkami ciała z powrotem. Nie tylko ich samych, jak i cięte krzyżami ran, żeliwne obla granatów, zdających się powracać, aby rozpryskliwymi kałużami szkarłatu, nieść wieczny odpoczynek... milczeniem. Służył tutaj od wiosny, zwykłwszy reagować jakby na własne imię, pierwszym z wybuchów szrapneli. Był szeregowym: bitym bykowcem przez ojca, chybiwszy pradawnie spadkowym sztucerem, królika: skrytego nieopodal pnia, korzennego kresem Ojcowizny. Wówczas także nie chciał umierać, jak obecnie: gdy szwabską nienawiść zrepetował odciągiem dźwigni, w lufę wspartą o truchło w bratnim kroju munduru. Czekał na królika, który własnym życiem, nieśmie zaprzeczyć. Musi tylko przestać serią obrotowych luf kartaczownicy, chylić główki za gruboblasznym dzielnikiem poległych... Jak teraz.

 

Ciemnopurpurowe naręcze wielkokalibrowych średnic, zamilkło ich bezwiedną spiralnością, przytakiwaną sekwencyjnie metalicznym postukiwaniem, gdy hełmiasta punktowość, wyłoniła się zza pancernego ekranu, w kierunku skrzynki z taśmami amunicji.

 

Opierając kolbę sztucera o wątłe ramię, oczekiwał skupieniem, które naciśnięciem spustu, umieściło stożkowe przeznaczenie poniżej rantu hełmu, bezpośrednio między szwabskimi oczodołami. Odetchnąwszy, zawahał się zaledwie sekundę, przed zsunięciem kamaszy w błotniście karmazynową breję.

 

Nie dane mu było zaczerpnąć kolejnego oddechu, objawione niewiadomą pluskliwego jebnięcia, broczącego impetem jego klatkę piersiową, gdy następne z nich, purpurowo białą czeluścią, ogarnęło jego umysł, dobiegłymi echem Zaświatów, trwożliwymi krzykami nawołań Sanitariusza...

 

I.

 

Jazgot linii frontu, nie cierpiał samotności. Trwający przerywanie, posiadał doczesność wiedzioną chórem litanii, której kanon, trwał nawet wówczas, gdy mrok poniósł ostatni z wystrzałów, pozwalając mu zagościć w piekle, jak doczesne, jednak: na tyle daleko, by dane mu było odejść bezpowrotnie. Jeżeli chcesz zwać to kaplicą: jest ona osowiałą mrokiem, zestrzępioną postacią: szpilowaną kolebliwie, jakby w życiu utrzymując białotlelną purpurę greckiego krzyża, którego równoramienność, zdawała się mówić: przeplotem zbolale agonalnego jęku, wrzasku i wszelkiego zawodzenia cierpieniem: niesionym ciszą, by zostać wykpionym szwabskimi obelgami. Wiedziona tonem patynującego mosiądzu blaskiem naftowych spojrzeń, nikłych płomyków lamp: usiłowała trzymać się myśli, nie pozwolenia im zgasnąć, jakby były niemniej kresnym, życiem witych cierpieniem żołnierzy. Przestała zwracać uwagę, czy nawraca dłońmi organy wewnętrzne, usiłuje odróżnić szczypcami odłamki i kule od zgruchotanych nimi kości, lub zwyczajnie: pozbawia części człowieczeństwa, zwisającego cieknącymi krwią strzępami. Musieli przeżyć: nic więcej. Zwłaszcza, iż najczęściej: zwali ją Aniołem... i przestała już opłakiwać świadomość notoryczności bycia tego wyznania, ostatnim w ich życiach. Smukłe, delikatne dłonie Filharmonistki, lepkie do łokci krzepliwością rozmazanej krwi, uniemożliwiały jej poprawienie upiętego na tyle głowy, przewiązaniem wydry jednej z koszul: ciemnopiaszczystej barwy, prostego koku. Dla otuchy odetchnęła jedynie głęboko, kryjąc pod powiekami, przekrwiony zmęczeniem, jasnografitowy wzrok swych ogromnych oczu, gdy pchnięta jakby kopnięciem diabelskiego kopyta, ruszyła ku zbytym wtargnięciem niespodziewanie, połom. Szeregowiec, kurczowo ściskający pocięty razami niesionymi eksplozją, sztucer: wsparty na barkach przez kogokolwiek, nie będącego na tyle blisko, by impet wybuchu, dotknąwszy nieszczęśnika, pozbawił nóg... ich wszystkich. Wyciągała właśnie ku nim dłoń, majaczącym wzrokiem agonii, odganianą krzykiem zwy kościaną, gdy nim postawiwszy krok tym podjęty, świat upadł: rozwiewając jej świadomość razami ostrości pociskowych odłamków...

 

II.

 

Przywołując w pamięci ostatnie ze wspomnień swojej prababci, poparte słowami mamy: utkwiła smutny wzrok w śródłącznych nierównościach. Gdzie stał ten namiot?.. Jeżeli nie w tamtym miejscu, które śmierć... przesiąkła zasięgiem pola widzenia. Przysiadwszy pod martwą razem błyskawicy gruszą, zamyślała, dlaczego bezwątpiewne ślady rykoszetów, tkwią tak niewysoko jej korzeni: jak nie wszędzie indziej, niczym opatrzność, wiodąca każdą z kul obok... Rozmyślała: słuchając szumliwie łącznego szeptu, tulonego chrapliwym drwieniem martwych gałęzi, ponad jej głową... nie mając świadomości, iż pękająca zwyschlina pogiętych wiekowością konarów: naśmiewa się z jej życia, sporadycznie trzaskliwymi chichrnięciami...

 

EPILOG

 

Obecnie?.. Można już tylko o tym przeczytać: mając imienną świadomość Dedykacji...

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (10)

  • Mona Demona godzinę temu

    Gęste, mroczne i bardzo obrazowe. Najbardziej podoba mi się to, że na końcu zostaje już nie sama wojna, ale pamięć miejsca. Namiotu nie ma, a echo zostało. Mocne.

  • Paris_Catacombes godzinę temu

    Mona Demona : i tu jest właśnie Szarik w okopie, ponieważ pies pogrzebany: napawa Go chęcią walki. Reasumując: jak Sama Czytasz: nie miałem intencji, jakzwykłego: " spllf!.. ", ponieważ: odwołując się Grozą: wobec Wrażliwej, Uczuciowej, Żywej Romantyzmem: Kobiecej Osobowości, postanowiłem takowo zobrazować Ją Samą. 😌 Przy czym: nawet dla mnie... jest to precyzyjnie mechaniką Umysłu: iście... dekapitacyjna, okoliczność: zwłaszcza w tym przypadku: gdy nie chcąc ująć przerażonego tyłka młodziutkiej Twenty'słitcizi: muszę zrozumieć Kobietę: i to... bez Urazy: na tyle wiekową kalendarnie, aby... nie wierzyć ideą " grozy ": tytułem, rozumiesz: " obmacywania ".. 🧐

  • Mona Demona

    Paris_Catacombes Hmm, rozumiem, choć pachnie mi to grą pozycji i kontrolowaniem interpretacji.

  • Paris_Catacombes

    Mona Demona : dlatego, skoro Ty Osobiście nie masz świadomości Osobowości Podlegającej Powyższej Dedykacji: autorem powyższego Utworu: jestem ja.

  • Mona Demona

    Paris_Catacombes Chyba się nie zrozumieliśmy 🙂 Nie mówiłam o mojej interpretacji utworu, tylko o tym, jak opisujesz swoją relację z tą dwudziestolatką. To właśnie pachnie mi grą pozycji i kontrolą.

  • Mona Demona

    Chcesz ustawić się wysoko, zastanawiam się skąd to się bierze. Oczywiście, w ramach researchu.

  • Paris_Catacombes

    Mona Demona : nie zaśmiecaj zatem dziennikarską dociekliwością piwnic mojej Twórczości.

  • Mona Demona

    Respectfully of course.

  • Mona Demona

    Paris_Catacombes W sumie nie muszę, mam już wszystko czego potrzebuję 🙂

  • Paris_Catacombes

    Mona Demona : i uszanowujesz mnie: jak sama powyżej uznałaś: wbrew temu, co Ci powyżej napisałem.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania