Napad

Pod grubym materiałem.

Pod cienką tkaniną.

Pod skórą delikatną.

Pulsuje czerwonokrwisty narząd.

Do pracy nakazuje, do pracy.

Tłoczy, tłoczy czerwoną benzynę

do płuc które są w szalonej pracy.

Ręka przeciera krople pierwsze z czoła.

Głos jego srogi i gwałtowny.

Wokół ma posłuch.

Wszyscy leżą na podłodze.

Jedna osoba tylko stoi naprzeciw niego.

Napełnia jego torbę —

ręce się jej trzęsą.

Przed nią puste oko

z czarnej lufy na jej ciało patrzy.

Kreśli linie, sensualnie

napiął się mięsień w ciele.

Jeszcze pani numer poproszę.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania