Napad
Pod grubym materiałem.
Pod cienką tkaniną.
Pod skórą delikatną.
Pulsuje czerwonokrwisty narząd.
Do pracy nakazuje, do pracy.
Tłoczy, tłoczy czerwoną benzynę
do płuc które są w szalonej pracy.
Ręka przeciera krople pierwsze z czoła.
Głos jego srogi i gwałtowny.
Wokół ma posłuch.
Wszyscy leżą na podłodze.
Jedna osoba tylko stoi naprzeciw niego.
Napełnia jego torbę —
ręce się jej trzęsą.
Przed nią puste oko
z czarnej lufy na jej ciało patrzy.
Kreśli linie, sensualnie
napiął się mięsień w ciele.
Jeszcze pani numer poproszę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania