"Naprzeciwko"
Mieszkaliśmy naprzeciwko siebie,
drzwi w drzwi,
jak dwa sekrety ukryte w tej samej ścianie.
Twoje światło pod drzwiami
paliło się dłużej niż powinno.
Moje też.
Spotykaliśmy się nocami,
kiedy korytarz tonął w żółtym świetle i zapachu nocnych papierosów,
a ściany były jedynymi świadkami tego,
czego nie potrafilibyśmy nazwać w dzień.
Czasem o świcie,
z kawą w dłoniach i ciszą między nami ciężką jak wina.
Twoje włosy w nieładzie.
Moje serce w chaosie.
To było złe.
Tak miękko, tak pięknie złe.
Ty miałeś ją.
Ja miałam kogoś, kto wierzył, że jestem bezpieczna.
A jednak między nami było napięcie,
które pulsowało jak żyła pod cienką skórą.
Chciałam zniknąć pierwsza.
Wyprowadzić się bez słowa,
zostawić Cię z pustką naprzeciwko
i poczuciem, że coś straciłeś.
Ale to Ty zniknąłeś.
Twoje drzwi pewnego dnia były już obce.
Ciemne. Zamknięte.
Jakbyś wymazał nas gumką do ścierania.
Wróciłeś do niej.
Do światła dziennego.
Do zdjęć, w których wszystko wygląda czysto.
A ja zostałam z niedokończeniem.
I przez chwilę myślałam, że tęsknię za Tobą.
Za Twoim głosem.
Za Twoim kluczem przekręcanym o trzeciej nad ranem.
Ale prawda jest gorsza.
Nie tęsknię za Tobą.
Tęsknię za sobą z tamtych nocy.
Za tym, jak drżałam, gdy ryzykowałam wszystko.
Za tym, jak czułam się żywa, kiedy świat mógł się zawalić.
To nie Ty mnie uzależniłeś.
To ogień.
Teraz stoję naprzeciwko obcych drzwi
i wiem coś, czego nie chcę przyznać na głos.
Gdybyś zapukał dziś w nocy,
żółte światło znów byłoby piękne.
A ja znów pomyliłabym katastrofę z przeznaczeniem.
Może nie jestem ofiarą tej historii.
Może jestem kimś,
kto zakochuje się w płomieniach
i nazywa je gwiazdami.
Komentarze (2)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania