Narcissus
Zakochany w sobie nie widział świata
na trzeźwo czy to podczas picia trunku
i chociaż miał już nawet swoje lata
on niezmiennie trwał dumny z wizerunku
A w starym domu wisiały zwierciadła
bo duchem on taki piękny i młody
choć i baba jaga by nie odgadła
ile zostało z prawdziwej urody
Klepiąc po plecach ściskali mu dłonie
łzy ocierał wciąż niby ze wzruszenia
na czarno malował wciąż siwe skronie
aby już zawsze źródłem być natchnienia
Prawdziwe z niego było bowiem bóstwo
raczej nawet próżności złoty cielec
a włosów coraz mniej i myśli mnóstwo
a nuż się jeszcze trafi a widelec
Tak się nadymał jak paw na podwórku
i na koniec cały już napuszony
aż pękł któregoś dnia balon na sznurku
leżał odtąd w próżni w nicość wpatrzony
Bo nic nie widział poza samym sobą
co tyle rzeczy w życiu przeinaczył
z prawdą o sobie walczył jak z chorobą
choć świata wszak ni razu nie zobaczył
Komentarze (5)
Bardzo kulturalne słownictwo.
(hmm...uklęknąć, czy powstać...)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania