Narkoman
Chodź! w pustkę i naćpaj się ze mną
Bracie, uwierz, mi już wszytko jedno
Utońmy w tym haju, na wieczność
Chcę poczuć naraz niebo i piekło
Utopijne poligony w oczach zamiast prawdy
Tworzące zawiłe ciągi permanentnej hańby
Przegrałem, płonę żywcem bez oznak walki
W bezruchu, niemy, jak porcelanowe lalki
Jak kwiaty słońca poszukuje kolejnej działki
Me doznania gasną szybciej niż zapałki!
Ciągle chcę więcej by wrócić do początku
Jednak nie mogę dopłynąć do tego przylądku
Jestem teraz jak płótno wypłowiały z uczuć
Zbyt słaby by z ust wydobyć słowo “ratunku”
Przez anhedonię trzymany jak pies na sznurku
Narkoman, przedstawiciel niższego gatunku
Komentarze (1)
forma naiwna ale wiersz poruszający szczerością, prawdą (jeśli to cokolwiek teraz znaczy), i tak jest że przeciwności spotykają się w swoich ekstremach - we mnie spotkały się wzruszając mnie. dzięki!
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania