Narodziny Mroku - oneshot

Samotna postać stała na skraju kanionu. Nie było widać dna. Mrok i dym, pochłaniały wszystko. Ten mrok, kontrastował z pięknem jakie go otaczało. Ani chmurki na niebie, zieleń, piękne lasy i błyszcząca na biało stolica królestwa w oddali. Purpurowe oczy, bez białek, czy źrenic, zamrugały pod nasuniętym na głowę kapturem. Płaszcz zafalował na wietrze, ukazując fioletową skórę istoty spoglądającej w przepaść.

Jego serce wypełniała dziwna mieszanka uczuć. Strach przed upadkiem, smutek względem tego co leżało na dnie kanionu i zdegustowanie względem tych, którzy się do niego zbliżali.

Nie musiał się obracać. Słyszał ich wyraźnie. Każdy krok, każdy szczęk metalu o metal. Rycerze, tuzin. Zbliżali się powoli, ale bez strachu. Byli ostrożni, za co nie mógł ich winić. Minęły dwie dekady odkąd istoty z jego wyglądem pojawiły się w tej krainie. I ostatnim razem, wraz z nimi zawitały tu ogień i krew.

Zastanawiał się nad ironią losu, która go tu sprowadziła. Nad zadaniem, które zostało mu wyznaczone. Powód, dlaczego stał właśnie tu, w tej właśnie chwili, w wiadomy dla siebie celu. Byli już blisko. Słyszał jak ich dłonie zaciskały się na rękojeści mieczy i włóczni… nie zaraz… jest ich więcej. Kolejna czwórka ukrywa się w pobliskich drzewach. Profesjonaliści. Usłyszał ich dopiero kiedy dotknęli cięciw swoich łuków.

Z pewnością, gdyby był typowym przedstawicielem tej rasy, bałby się o swoje życie… ale nim nie był. Jego egzystencja nie była zagrożona. Nie mogła być zagrożona, nie ważne jaka była wola tych, którzy chcieliby to zmienić.

– Jesteście głośni – oznajmił cicho, lecz wyraźnie. Odgłos kroków się zatrzymał. – Słyszę wasze oddechy. Każde uderzenie serca. Krew płynącą przez wasze żyły – purpurowe oczy spoglądały w przepaść. – Czuję zapach waszych emocji… arogancji, pewności siebie, odwagi… głupoty – prychnął rozbawiony. – Oraz tchórzostwa. Jak inaczej nazwać szesnastu ludzi, chcących zabić zaledwie jednego przeciwnika? – Usłyszał jak łucznicy kryjący się w drzewach wstrzymali oddech i spojrzeli po sobie. – Tak… wiem, że tam się kryjecie. Ze strzałami na cięciwach – zamruczał groźnie. – Pomyśleć, że wystarczyło jedno pokolenie, by ludzkość czuła strach na widok jednego wędrowca.

Prowokacja była udana. Szybsze wciągnięcie powietrza, ruch pełen gracji i pewności siebie. Kobieta. Młoda, najpewniej liderka oddziału. Pochwycił jej zapach zanim jedna sylaba wydobyła się z jej ust.

– Nie ma wśród nas tchórzy, demonie! – Dziewczyna miała ostrzejszy ton głosu niż zakładał. – Zabijemy cię tu i teraz! Ludzkość poświęciła wszystko w imię pokonania twojego władcy! – Syk wydobywającego się z pochwy ostrza. – Zabiję cię, a twój róg będzie moim trofeum!

Uniósł oczy w górę. Faktycznie, z czoła wychodził mu pojedynczy róg. Zapomniał, że tam jest. Nadal nie przyzwyczaił się do nowej formy. Odrzucił te myśli i zachichotał.

– „Poświęciła wszystko”? – Wymruczał nie kryjąc rozbawienia. – Tak… poświęciliście wszystko – tu wskazał na dno przepaści. – W imię waszej ignorancji i fałszywej obietnicy pokoju, poświęciliście nawet Bohaterów, którzy zabili Władcę Demonów – pokręcił głową z dezaprobatą. – I to tylko dlatego, ponieważ wasi liderzy oskarżyli ich o konspirowanie przeciwko nim. Pomyśleć, że ci sami ludzie, który zaledwie dzień wcześniej, wiwatowali imiona herosów, mogą zamienić się w stado wściekłych psów – spojrzał w niebo. – Dokładnie piętnaście lat temu, zabiliście ich, właśnie tu. Bohaterkę, Czarodzieja, Paladyna i Amazonkę. Zerwaliście z nich ordery i pancerze, torturowaliście, próbując wyciągnąć zeznania zdrady, której nie popełnili. Zakuliście ich w kajdany i zaciągnęliście na skraj klifu, by przebić ich włóczniami, a ich truchła zrzuciliście do Kanionu Śmierci. Obaliliście ich pomniki i zdrapaliście ich imiona z kart historii – wyszczerzył się szeroko. – Powiedz mi… księżniczko, jakie to uczucie, zobaczyć śmierć żywych legend?

Dziewczyna cofnęła się, tracąc pewność siebie. Zarechotał.

– Tak. Wiem co tutaj uczyniliście i wiem kim jesteś. Wiem, że twój ojciec kazał zaciągnąć ich tutaj w kajdanach. Wiem, że twój brat uderzał ich batem. Wiem, że twoja matka, kazała przypalać węglami… i wiem, że patrzyłaś na to wszystko, zaledwie sześcioletnia dziewczynka… z uśmiechem. Śmiałaś się, widząc ich łzy, ich krew, słysząc ich krzyki i błagania o litość. Powiedz mi? Czy masturbujesz się do wspomnienie ich śmierci?

Księżniczka ryknęła wściekle. Magiczna moc, kryjąca się w jej krwi, wywołała falę mocy, pod którą ugięły się źdźbła traw dookoła. Jej emocje zdradzały ją. Nawet jego czarne serce, drgnęło zdegustowane tym pokazem spaczenia. Nie był dobrą osobą, to pewne, ale w przeciwieństwie do niej, był również szczery. Zaprawdę ONI mieli rację, wysyłając go z tą misją.

– MILCZ! Przeklęty demonie! Jak śmiesz mówić do nas z taką lekkością! Twoja rasa jest na granicy wyginięcia! Ludzkość zwyciężyła! Nawet zdradzieccy „bohaterowie”, którzy chcieli zniewolić nas z pomocą swoich mocy, nie zdołali nas pokonać! Na świecie w końcu panuje pokój. Ludzkość jest w końcu bezpieczna – miecz świsnął w powietrzu, płonąc złotym ogniem jej mocy. – Co Ty możesz wiedzieć? Co demon, taki jak ty, może wiedzieć o naszym cierpieniu poprzez wieki?

Nie odpowiadał przez krótką chwilę, zastanawiając się przez dłużące się sekundy. Jak miał rozmawiać z kimś takim jak ona.

– Wiem więcej niż możesz pojąć – odpowiedział w końcu. – I rozumiem lepiej, niż możesz sobie wyobrazić.

– Jak demon taki, jak ty, może pojąć człowieka?

Postać westchnęła poirytowana. Ignorancja… popełnił wiele grzechów w swoim czasie, ale nie popełnił grzechu ignorancji. Ignorancja sprowadzała śmierć na jego wrogów… i sprowadzi ten sam efekt na nią. Pozwolił by jego wola, wpłynęła na moc kryjącą się w jego wnętrzu.

– „Demon”? Nie, malutka księżniczko. Nie jestem demonem. Jestem Sędzią.

Odgłos wyciąganych mieczy i trzymanych mocno włóczni doszedł jego uszu.

– Nazywaj siebie jak chcesz. Twe imię jest nieistotne. Twój róg dowodzi, że należysz do rasy demonów.

Westchnął, wyczuwając jak nici prawdziwej potęgi i mocy, przechodzą przez jego formę, pozwalając mu kontrolować jej każdy aspekt.

– Jako Sędzia, nie mam formy. Niech kształt mojego ciała, cię nie oszuka – pochylił się lekko i odrzucił kaptur, zmieniając swój wygląd. – Nie wierz swoim oczom, albowiem nie pokażą ci prawdy.

Kroki rycerzy gotujących się do ataku znowu się zatrzymały. Nie mógł ich winić. Właśnie zobaczyli jak fioletowo skóry demon w jedną chwilę, przemienił się w łysą istotę, o całkowicie białej skórze. Jego oczy były teraz czerwone, czarne źrenice zmniejszyły się przed mocą słońca. Ostre kły dotknęły wewnętrznej strony ust. Przerażenie. Ich zapach dotarł do niego po zaledwie chwili. To ciało było znacznie lepsze w jego wykrywaniu.

– Wampir… – któryś z wojowników wyszeptał niedowierzająco.

– Niemożliwe – inny warknął, lecz jego głos łamał się pod wpływem strachu. – Spaliłoby go słońce!

Sędzia zarechotał, bardziej gardłowym głosem i obrócił się, raz jeszcze zmieniając swój kształt. Ciche przekleństwa, wezwania bogów i ostre wciąganie powietrza, zmieszały się ze sobą. Księżniczka zadrżała. Mieszanka furii i przerażenia po równi, wypełniała ją po brzegi. Wiedział to dobrze. Czy może raczej… „wiedziała”? Mimo wszystko, Sędzia stał teraz przed księżniczką, przybierając jej własną formę. Choć, nie mógł powiedzieć, żeby reakcja dziewczyny była wystarczającą rekompensatą. Chore dreszcze, przeszły po całej formie, kiedy jego umysł, nie chciał zaakceptować, siedzenia w tej obrzydliwej skorupie, będącej jedynie imitacją, tego, co wprawiało go w mdłości. Wyczuwając, że dał im już do zrozumienia, jakie były jego możliwości, powrócił do swojej pierwszej, fioletowej formy. Odetchnął.

– Od razu lepiej – oznajmił przeglądając się swoim czarnym pazurom. – Upodobnienie mojego ciała, do twojego – purpurowe oczy spojrzały na księżniczkę. – Wywołało u mnie mdłości.

Gdyby nie wiedział, jak obrzydliwa dusza znajduje się w tej pięknej powłoce, powiedziałby, że księżniczka wygląda pięknie, kiedy jest wściekła. Czuł jednak, tylko zdegustowanie. Błyszczące błękitem oczy, piękna delikatna cera, zgrabna budowa, długie złote włosy – wszystko to nie było nic warte, w kontraście do brudu, który krył się za tymi oczami.

– Jak śmiesz?! – Furia dominowała w jej głosie. – Jak śmiesz, przeklęty zmiennokształtny potworze, przybierać moją formę i mój kształt!?

Sędzia pokręcił głową, niewzruszony.

– Nie martw się, to nie tak, że było to dla mnie przyjemne doświadczenie – oznajmił zaskakując wszystkich. – Spodziewałem się ciekawszej reakcji – westchnął. – Co za strata czasu…

Grymas jaki ozdobił twarz księżniczki, wywołał niewielką satysfakcję. Nazwanie tego wyrazu twarzy „nienawistnym” nie oddałoby mu sprawiedliwości. Jej druga reakcja była niewielką dopłatą do jego zawodu. Jedną myślą powrócił do swojej fioletowej formy i uśmiechnął się krzywo. Księżniczka drżała i zgrzytała zębami.

– Właśnie dlatego trzeba was wszystkich zabić – wysyczała. – Przeklęte demony. Używacie iluzji, kłamstw i fałszu, by osiągnąć sukces! Nic dziwnego, że sprawiedliwość ludzkości, zwyciężyła!

Sędzia jęknął i wywrócił oczami. To całe spotkanie było stratą czasu i energii. Pokręcił głową, zrezygnowany.

– Nie możesz sobie wyobrazić, ile bym dał, by cię teraz zabić – uśmiechnął się. – Żeby wrzucić cię do Kanionu Śmierci. Byś rozbiła się o skały, tak jak herosi, lata temu… ale jak już powiedziałem, jestem Sędzią. Nie Katem – westchnął, obracając się w stronę przepaści. – Zobaczyłem co chciałem zobaczyć. Przepytałem wszystkich świadków i oskarżonych. Wysłuchałem obrońców i oskarżycieli – pokręcił głową. – I z nadaną mi mocą, muszę wydać wyrok – spojrzał po zbliżających się rycerzach. – A karą, za wasze zbrodnie, będzie terror, krew i cierpienie. Błagajcie swoich bogów o wybaczenie. Wzywajcie ich imiona i składajcie im dary… może usłyszą wasz szloch.

Księżniczka, przygotowała się by uderzyć na niego z całą swoją mocą.

– Puste słowa nas nie wystraszą, głupi demonie.

Sędzia zarechotał i postąpił krok naprzód.

– To nie słów, lecz czynów, powinniście się bać.

Stopa nie znalazła oporu. Grawitacja pociągnęła ciało w dół. Sędzia pozwolił się połknąć Kanionowi Śmierci.

 

***

 

Dym czarnej magii. Dookoła kości i pozostałości niezliczonych istot które skończyły tu swą egzystencję. Prawdziwie, przeklęte miejsce. Gdyby był zwyczajnym śmiertelnikiem, sama obecność śmierci, zatrzymałaby jego serce… Sędzia się jednak nie przejmował. Kroczył powoli, starając się, choć z małymi sukcesami, nie nadepnąć na żadną z kości. Było to jednak trudne zadanie. Niemalże całe podłoże, było przyozdobione ich bielą. Szukał czegoś konkretnego, a raczej: kogoś. Jeśli taki zwrot jeszcze by do tej istoty pasował. Wyczuwał jego obecność, ale jeszcze go nie widział. Dym przysłaniał wszystko.

– Czemu…?

Ciche słowa rozległy się w mroku. Sędzia zamrugał i obrócił się w kierunku głosu.

– Czemu…?

Głos powtórzył, nadal cicho, w oddali. Sędzia ruszył naprzód, wsłuchując się w powtarzane bez końca pytanie. „Czemu?” Czemu do tego wszystkiego doszło? Nie było jednej odpowiedzi i dobrze też wiedział, że nie ważne którą poda, osoba która wypowiada te słowa, nie będzie zadowolona. Głos stawał się wyraźniejszy, jednak tak jak się spodziewał, mimo wyraźnego tonu smutku, nie brzmiał naturalnie. Był sztuczny. Nieautentyczny. Przynajmniej dla tych ignorantów, którzy nie rozumieli, że nawet za fałszywym głosem, mogą kryć się prawdziwe uczucia.

– Czemu…? – Zabrzmiało wyraźniej, tuż obok.

Zatrzymał się widząc swój cel. Kościotrup. Prosty szkielet, klęczał na ziemi, spoglądając na trzy inne kościotrupy. Jego szczęka poruszała się, a fałszywy głos wydobywał się z pomocą magii, niosąc ból i cierpienie. Inne kościotrupy się nie poruszały. Były zwyczajnymi truchłami. On nie był.

– Czemu…? – Pytanie zabrzmiało raz jeszcze, pełne bólu i smutku.

Sędzia nie miał serca, milczeć.

– Czemu to zrobili? – Odezwał się cicho. – Czemu was zdradzili? – Postąpił krok naprzód. – Czemu zostaliście oskarżeni? Czemu nikt was nie uratował? Czemu świat o was zapomniał? – Zatrzymał się przy teraz milczącym szkielecie, przyjmując inną formę. Teraz, był istotą zrodzoną z mroku i cienia. Jedynie para białych ślepi, unosiła się pod kapturem. Sędzia westchnął ciężko.

– Zadawałem te same pytania Czarodzieju, kiedy wędrowałem przez świat, zastanawiając się jaki wydam wyrok, na tych, którzy odważyli się zabić naznaczonych przez bogów… – spojrzał na milczący szkielet. – I nikt nie dał mi odpowiedzi.

Czarodziej klęczał w milczeniu. Teraz zaledwie cień, osoby, którą był dawniej. Jedynie smutek, trzymał jego kości razem. Poczucie zdrady napędzało jego głos. Uniósł wzrok, a Sędzia spojrzał w parę niebieskich płomyków, które zastąpiły jego źrenice.

– Czemu Bogowie nas opuścili?

Sędzia uśmiechnął się krzywo.

– Nie opuścili. Kiedy ludzkość was zdradziła, zdradziła też Bogów. Zdrada ta była tak wielka i tak szokująca, że przez dziesięć lat, bogowie dyskutowali, jak osądzą ten świat. Lecz nie mogli dojść do porozumienia. Ani Bóg Światła i Sprawiedliwości, który strzegł Bohaterki. Ani Bóg Waleczności i Honoru, Paladyna. Ani Bogini Sprytu i Wytrzymałości, która strzegła Amazonki… i ani Bogini Wiedzy i Zrozumienia, która strzegła ciebie. Nie mogli dojść do jednolitej decyzji. Ich miłość do świata którego strzegli i ich dzieci: ludzkości, nie pozwalała im sprawiedliwie osądzić tych, którzy ośmielili się zabić Naznaczonych – tutaj ukląkł przed Czarodziejem i położył mu dłoń na ramieniu. – Właśnie dlatego sprowadzili mnie. Nie pochodzę z tego świata. Nie mam żadnych sentymentów z nim związanym. Nie wierzyłem też w bogów, więc nie miałem żadnego połączenia z nimi. Nie kochałem też ludzkości, ani też jej nie nienawidziłem. Nadali mi tytuł Sędzi i kazali osądzić ten świat. Wędrowałem po nim pięć lat i w końcu, doszedłem do wniosku, że ten świat i ludzkość jest WINNA. Nie będzie wybaczenia, względem tych, którzy tak was potraktowali.

Czarodziej uniósł na niego wzrok. Gdyby szkielety mogły płakać, łzy płynęły by po tych kościanych policzkach. Sędzia nie wiedział czemu płacze, ale nie wiedział czy chce wiedzieć. Patrzył w oczy ofiary… ofiary którą będzie musiał wykorzystać.

– Jaki jest więc wyrok? Jaka kara spadnie na ludzkość?

Sędzia uniósł się powoli.

– Wyrok, musi być sprawiedliwy. Kara również. Jestem Sędzią, nie Katem. Nie wykonam wyroku na oskarżonych – wskazał na niego palcem. – Ale ty możesz.

Czarodziej patrzył na niego zdezorientowany.

– Ja?

– Czyż nie sprawiedliwe jest, żeby ofiara wykonała wyrok na oprawcy? – Sędzia zapytał spokojnie. – Masz w sobie wielką moc, a ja dam ci wiele więcej. Dam ci tyle mocy, byś zdobył tytuł prawdziwego Nekromanty i wezwał pod swoją służbę wszystkich tych, którzy spoczęli w tym kanionie – wskazał ręką na otaczającego go kości. – Karą za ich zbrodnie, będzie: terror, krew i upadek ich marzeń. Zwycięstwo nad Władcą Ciemności, zostanie wyrwane im z rąk – spojrzał na Czarodzieja. – Ponieważ odpowiednia karą za ich zbrodnie, jest stworzenie NOWEGO Władcy Mroku.

Czarodziej rozejrzał się, następnie spojrzał po kościach swoich towarzyszy broni. Przyjaciół. Ludzi których pokochał.

– Nie powrócili na moje wezwanie – oznajmił. – Mimo, że próbowałem. Czemu, nie powrócili?

Sędzia spojrzał po pustych oczodołach dawnych herosów.

– Ponieważ zdrada, złamała ich serca. Każdy z nich był i czuł się bohaterem. Ty, pokochałeś ich, ale nigdy nikt oprócz ich ci nie zaufał – spojrzał w płonące ogniem źrenice. – Twoja siła woli, pozwoliła ci powrócić. Ich wola… nie wytrzymała zdrady.

Czarodziej milczał przez dłużące się chwile. Po czym zaczął drżeń, a następnie płonąć czarnym ogniem. Sędzia odsunął się o kilka kroków, pozwalając jego uczuciom rozpalić dno kanionu. Niebieskie źrenice płonęły z nową mocą.

– Zemsta… – wyszeptał wściekle. – Pragnę zemsty.

Sędzia uśmiechnął się spokojnie i wyciągnął nóż zza pasa.

– I ją dostaniesz – naciął dłoń i dotknął Czarodzieja. – Daję ci moc, byś mógł zemścić się na tym świecie.

Kości Czarodzieja zmieniły kolor. Teraz były czarne jak smoła, a oczy płonęły czeriwienią.

– ZEMSTA! – Ryknął, a kości całego kanionu zadrżały. – CHCĘ ZEMSTY!

 

***

 

Samotna postać stała na skraju kanionu. Nie było widać dna. Mrok i dym, pochłaniały wszystko. Ten mrok, łączył się z horrorem który go otaczał. Czarne chmury na niebie, błyskawice rozdzielające niebiosa, zgniłe lasy i błyszcząca ogniem biało stolica królestwa w oddali. Horda nieumarłych właśnie przebijała się przez zewnętrzne mury, a Wielki Nekromanta, nowy Władca Mroku, prowadził natarcie, napędzany czystą nienawiścią. Sędzia spojrzał po trzech niewielkich grobach, pod którymi spoczęła pozostała trójka bohaterów.

– Nawet kiedy was wezwał… nie odpowiedzieliście – oznajmił. – Nawet kiedy wydałem wyrok, nie odpowiedzieliście na wezwanie… – Sędzia zamyślił się przez chwilę. – Czy to ponieważ mieliście zbyt czyste, czy zbyt słabe serca, by domagać się sprawiedliwości? – Milczeli, jak to martwi mają w zwyczaju. – Nieistotne – oznajmił i odwrócił się od grobów. – Sąd został wykonany. Wola Bogów została spełniona, teraz – spojrzał w dal. – Zobaczmy jak zareaguje reszta świata.

 

I tak Sędzia rozpłynął się w powietrzu, pozwalając by poprzez sprawiedliwość – nowa era mroku zapanowała nad światem.

Aż do momentu kiedy nie pojawią się nowi Bohaterowie.

 

Miał nadzieję, że ci, będą mieli więcej szczęścia niż poprzedni.

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 6

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • Opowiadanie ciekawie i dobrze napisane; mroczne.
  • Kapelusznik rok temu
    Dzięki za przybycie
    A miałem pomysł Xd
  • Kapelusznik przy okazji polecę ci moje najnowsze. Porusza temat na których się wypowiadałeś, więc ciekawi mnie twoja opinia. Pozdrawiam
  • Pontàrú rok temu
    Bardzo dobrze napisany tekst. W momencie kiedy pisze się jednostrzała bardzo trudno jest zadbać o właściwy rozwój postaci. Tutaj było to poprowadzone idealnie. Jestem pod wrażeniem że w tak krótkim tekście udało ci się dość dobrze zarysować trzy postacie oraz historię która się za nimi kryje. Pewna piąteczka

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania