Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Naśladowcy Jezusa
Moja nauczycielka z historii powiedziała mi i kolegom z klasy o ascetach. Według nauczycielki asceci byli osobami, które w imię religii zadręczali się oraz cierpieli. Unikali przyjemności i w imieniu Boga stosowali kary cielesne. Nie bali się nędzy czy bólu. Ponadto za bardzo zamartwiali się i z godnością cierpieli. Według mnie, co zabrzmi kontrowersyjnie, ascetów można było nazwać „religijnymi masochistami”.
Kto zadaje sobie cierpienie pod płaszczykiem choro rozumianej religii? Dlaczego ludzie w ramach Kościoła jako wspólnoty wiernych dopuszczają możliwość odwzorowania cierpienia jakie zostało zadane Jezusowi Chrystusowi choć z drugiej strony Kościół katolicki nie pochwala stanowczo tej tradycji? Wreszcie z jakich pobudek istnieją naśladowcy Jezusa. Mam tu na myśli ludzi, którzy na Filipinach są przybijani do krzyży podobnie jak kiedyś Jezus.
Drastyczne rekonstrukcje drogi krzyżowej Jezusa wzbudzają nie tylko w Kościele kontrowersje oraz zainteresowanie. Wspomniane wydarzenia mają miejsce w Wielki Piątek i odbywają się w okolicach San Pedro Cutud. Czy warto cierpieć dla wiary? Ochotnicy muszą nieść ciężkie krzyże i są do nich przybijani za pomocą gwoździ. Podobno niektórzy uczestnicy tego kontrowersyjnego spektaklu chcą przeżyć to samo co przeżył Jezus Chrystus. Pragną poczuć jego cierpienie. Można nazwać ich naśladowcami Jezusa. Dodatkowo ludzie biczują się za pomocą bambusowych biczów.
Czy to jest normalne? Czy warto znosić ból i niewygodę w imię wiary? Czy tytułowych naśladowców Jezusa można nazwać podobnie jak ascetów zwrotem „religijny masochiści”? Czy ci pokutnicy mogą mieć zaburzenia psychiczne albo są sadomasochistami? Na te wszystkie postawione przeze mnie pytania czytelnik musi odpowiedzieć sobie samemu, bo wszystkie pytania są subiektywne.
Jestem pobożny, ale nie rozumiem dlaczego ktoś ponosi świadomie mękę jak Jezus. Według mnie to jest chore. Po prostu kolejna kontrowersyjna atrakcja turystyczna dla nienormalnych turystów pragnących ostrych wrażeń. Nie widzę różnicy między ascetami, a ludźmi gotowymi przybić się do krzyża, by cierpieć jak Chrystus.
W naszej wierze są jakieś granice, których nie wolno przekraczać. Natomiast naśladowcy Jezusa świadomie je przekroczyli, bo według mnie żaden ból, cierpienie czy agonia nie może być elementem naszej wiary, która opiera się na promocji dobra.
Czy Jezus chciałby żeby ktoś dobrowolnie cierpiał jak on przybity do krzyża? Wątpię!
Komentarze (6)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania