Poprzednie częściNasze czasy

NASZE LEKTURY

Coraz mniej ludzi pochłania pasja zagłębiania się w treść artykułów. Pisane są polszczyzną umowną, nieskładną, monotonną i szablonową. Pełną językowych baboli oraz braków zachowania dyscypliny jedności czasu i miejsca, a pokonanie i przebrnięcie przez wszystkie komunikacyjne i koniugacyjne nieporozumienia, graniczy z wyczynem.

 

Szwankuje odmiana słów. Korekta nie istnieje. Odmiana liczebników hasa po umyśle autora w zatrważającym tempie.

Czytelnik zapoznaje się z tytułem tekstu zapowiadającym to, co powinno znaleźć się w środku publikacji, lecz zamiast spodziewanej rewelacji, lektura zawiera same przypuszczenia. Co w sumie daje efekt w postaci zmarnowania czasu.

 

Moda nakazuje, że artykuły mają być teraz krótkie, szybkie, niemęczliwe. Przydługie, najeżone brakami gramatycznej i stylistycznej ogłady, są dla dzisiejszego czytelnika z lekka nieodpowiadające dzisiejszości. Nie ma w tym nic dziwnego, bo moda ta jest uzasadniona koniecznością: świat się spieszy.

 

Odbiorca literatury dysponuje większym wyborem tego, co warte lektury. Różnorodność interesujących tekstów do przeczytania, wymusza na autorze pisanie zwięzłe. Ponieważ adresat jest przywalony zwałami gazet, a ich atrakcyjna rozmaitość zaczyna go osaczać, nużyć, i – w rezultacie – irytować.

*

Czytamy coraz mniej; obok gazet mamy kino, teatr, telewizję, kolorowe pisma lansujące brukową tandetę. Mamy też pisma fachowe, wyspecjalizowane w jakiejś hermetycznej branży, ukierunkowane na poruszanie zagadnień interesujących grono profesjonalistów.

 

Media nas atakują, kuszą ofertami, reklamami, popularnymi programami. Wszystkie publikatory namawiają nas na uczestnictwo w swoich przedsięwzięciach. Gazety zwiększają zawartość, mnożą artykuły. Wszystko to trzeba przeczytać, obejrzeć, choćby na chybcika, choćby po to, by wiedzieć z grubsza, gdzie i co komu piszczy w trawie.

I na tym polega problem: czasu mamy ograniczoną ilość, a tekstów do przeczytania - mnóstwo. Dlatego, by zapoznać się z jak największą ich liczbą, wybieramy krótkie, zwarte, zrozumiałe od razu. Długie, zawiłe, mało klarowne, wymagające namysłu, a niekiedy powtórnego przeczytania i zastanowienia się, odrzucamy. Odrzucamy, bo wymusza to na nas pojemność naszej psychiki.

 

Oddalamy od siebie, wypieramy z siebie i jest to nasz ratunkowy sposób na przetrwanie w świecie atakujących nas, lawinowo powstających możliwości dokonywania wyboru, gdy zaś do faktów tych dodamy, że musimy zajmować się prozą życia, czyli zarabianiem na chleb, że oprócz czytania i pisania, musimy znaleźć czas na życie towarzyskie, na miłość i przyjaźń, rodzinę i znajomych, lub na wędrówki w nieznane, łatwiej przyjdzie nam zrozumieć, dlaczego wolimy teksty mini.

Średnia ocena: 3.7  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania