nawet nie muszę się żegnać
Zamknięty wewnątrz w nienawiści do siebie
Bucham żarem strawionym
Połykam ogniki wstydu
Łapie motyle niewinności
Wypuszczam gwiazdy w otchłań
Gdzie nie wspomnę, gdzie nie zajdę
Gdzie się zgubię, gdzie się znajdę
Puszczam zaciśniętą pięść
I kładę na kolanie
W ciszy, całkiem ciszy obłoków
Łuną kreśląc proste znaki
Gdzie nie zajrzę, gdzie nie spomnę
Gdzie nie wejdę, gdzie zapomnę
Obok mnie blask ostrego światła
Błyskawica niepamięci
Przeszłych trosk i przeszłych zmartwień
Teraz one się nie liczą
Liczą się skomlące sny
Gdzie nie patrzę, gdzie nie widzę
Gdzie nie cierpię, chociaż słyszę
I uświadamiam sobie
Iż się nienawidzę
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania