nazywam rzeczy po imieniu

poznałem ludzi

bywałem gościem

jadłem

 

piłem wódkę

z oceanów

z wanny

z rynny

skąpany w alkoholu

bez parasolu

 

nieważne

każdy pił

 

lub nie pamięta

bo zabrania mu

religia

zbór

sekta

 

jednako

wszyscy kończymy o świcie

 

piłem piołun gorzkich słów

wkroczyłem ciemnościami losu

 

zatraciłem się w idei

chorego ambicjonalizmu

nadęty w emocjonalizmie

 

wracałem do domu

ciepło wyczuwałem z daleka

 

żona witała włóczęgę

smród spoconego wieprza

oczy wybałuszone

one umiały kłamać

 

ludzie fajni

kochani

 

szkoda

wielu błądzi

 

nie szukając pomocy

odnalazłem się w chorobie

dziesięć lat niewoli we własnym ciele

nie życzę nikomu

 

chwil utopionych w wieczności

 

walka nieustanna

dzień i noc

 

jest dobrze okey

 

bez Boga sprawa nie staje się błaha

 

szalej za młodu wracaj do domu

kochaj

mów prawdę

nie spowiadaj się nikomu

 

nikt ci nie podpowie

jaką wybrać drogę

Średnia ocena: 3.3  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania