Nędzne serce
Gdy pęka struna pęka wszystko co pęknąć może, pękam ja, pękają sny... Koszmar goni koszmar,,, obłuda ściga obłudę...
Wszak czyż to nie moje berło niesie ten grajek, ten kloszard zapluty..?
Ileż minut upłynie w klepsydrze nieskończoności??? Zanim światło żab plugawych zaśnie, na drążku wspina się jedna z nich i mówi " po trupach do celu" a ja na to " nie tędy droga maleńka" i w mig pęka kolejna już struna po niej enta setna i następna a gdy pęknie ostatnia wszystko w trynigach zgaśnie, zgaśnie światło, zgaśnie mrok cały, absolut zaśnie, i już nie obudzi bo nikt nie zniesie tyle bólu... Chomik pazerny kąpie ja swe w lustrzanym odbiciu z tafli jeziora... Słonego od cukru jeziora rzekł bym bajora bo to w sumie staw zwykły taka sadzawka...
Wielokropków ostatnio więcej... Czeluść piekieł się budzi... Budzi się śniąca bestia ... Na granicach rozkoszy w galerii próżności,,, jakieś trzy metry nad niebem... Skończ już bo nie mogę tego słuchać powiedziała nie kto inny jak Anna, Anna ponura panna. Smukłą miała sylwetkę. Smukły las wycięty na ziemi niczyjej. Milknie w obliczach pożądnego chaosu. Chaos pęka często jak struny. A pożądek tkwi tu jak dzięcioł w drzewie, ale drzew już u nas nie ma, wszystkie wyciołem w pień. Pień mroku nieczysty. Plhliwe serce na skrajnej nawie. Ja nie żartuje nie ma we mnie powagi. Ksztyny rozsądku. Czy prostoty myśli. Każdy biegnie przed siebie o ile ma nogi. W sercu kurz zmywa osad z kubków po porannej żylastej rosie. Ladacznice skąpią swego ciała mędrcom tego świata bo wolą głupków i giermków niż rycerzy czy kuglarzy. Przebrzydłe rosy rysy na jej oschłej krtani, ściskają serce w jego zalążku jak chciwy aksamit. Płutno świetliste neonową jaskrawą cieczą sterczy na granicach głosu. Chrypliwego głosu ponurego karła. Czeladnika syren. Z othłani morskich toni. Skończyło się miejsce w więzieniu miernot tego świata zwanego DsFasd. Ork jedynak Jozue zwany srogim zepsuł ten świat zaraz po tym gdy zgnił albo przed. Mniejsza o to. Serce też mi skąpi mi zdrowia, w pysze swej trwoni czas przedwiecznych glonojadów. No a na trwodze świat mój podpiera marna tyczka. Rubaszna tyka. Tyle we mnie miłości co w sprzedawcach. Kupcach. Tyle popytu co podaży. Wiem o społeczeństwie o ich różnych praktykach które są tu i tam i ówdzie Tabu. Fabuła jest taka, tabula rasa vide cul fide bim sala bim .... Koszałki opałki, i dziewczynka z zapałkami. Srebrne oczko mruga i mówi mi do mnie " czy boisz się ciemności?" A ja na to " owszem wszak przecież jestem głupcem najwyższym kapłanem na tych terenach" " jam ja wyznacznik swego cierpienia bólu kresu początek gehenn męki tubylców" krąż mi światło nad ciemnością opieraj swą pomarszczoną dłonią, nim zasnę obudź i zaśpiewaj kołysankę wcześniej lub potem aaa kotki dwa szaro bure obydwa... Bim sala bim kobra makabra srutu tutu.. śrut śruta śruby... Czarno to widzę choć tu tylko biel sama od zarania od końca odo pastkliwa do hymnu mego wstań albo usiądź nim ja sam się na milenium powieszę albo chociaż położę? Nic mi po tym. Wszystko na nic. Nic na wszystko. Coś na coś. Ktoś vs ktokolwiek. Gdzieniegdzie. Gdzie szum bożego wiatru posępną pieśń niesie nad urwiskiem nad zboczem góry świętego Hieronima. Tam gdzie wierzba w śliwki obradza czyli u Kulfona i Moniki. Na baśniach i bajkach mój świat stoi i już wcale ni trohę nie boi. Choć lęka się niechcianych kilogramów ale tylko troszeczkę? Czyżby mówi Anna. I znika topiąc w rosole. Kurzego gówna jest tu w brut bo to świat jest kur. Kura kurze kure pogania, i szasta pieniędzmi z lewa na prawo. Kur los kur życie tu to jak jak i tam jedynie się liczy. Ktoś powie ten to bara dużo zioła a ja odpowiem już napierdalam biały towar, skrystalizowaną hałę. Karykatura szefa jestem. Ojciec własnych niechcianych dzieci. Dzieci_śmieci. Śmieciiwe tanie żarcie, kaczy żer. Rombek tajemnic w każdym mym słowie wyrazem po wyrazie jasno ujażmiam w słowotoku swym hełpliwym jak sfora czegośtam gdzieśtam. Na straży ogrodu mego posępny posąg, totem niemiły lukrem mnie chroni. Lukrowane guziczki zdobią me szaty dla plugawych dziwek z syfilisem na calutkiej całej krtani. Jestem stały w swych uczuciach. Hmm.. czym są emocje? Zapytał czy ja zapytałem. Pałka zapałka dwa kije. Kto się nie schowa ten kryje. Lichwy tu pełno , lico mej twarzy ukrywa. W kieszeniach z których tony drobnych się sypie. Na różanych łąkach gdzieś w piekle lub niebie. A ja. Jam jest po środku ni z dołu ni z góry piszę poezją, przemawiam prozą na szczycie gór pluszowych misiów i zozoli tych żywych choć martwych na wierzchu jak i w środku tym całym. O cal od mchuw zwiędłych w dolinie krzemu na skraju jutra szczękami, pieje , haucze i miaucze i szczękami jak bonie_dydy jak Bonnie i Claas jak stiven hołking. Złowrogi jestem jak parch ponury. Nie tęsknię nie trwonię czasu. Apokalipsa się zdarzy nie raz nie cztery zdarzyła. Ja nie jestem pies hakelbery ni czart ni demon ni anioł. Jam ja,, wesz, pluskwa ckliwa. Obdarzam nieszczeńsciem radością jaram do rozpuku śmiechem własne kurwy upajam na statku miłości w ciemnej oceanu toni. Wichr namiętności nieczyste zachcianki zdradzam jawnie na szalce zbudowanej z koszmarów twych.

Komentarze (3)
Zjevy
Huju zjedz se tą jedynkémę kurwiu
Jemu to pała na czoło by się przydała xD
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania