Niby dziecko
Gdy piersi matki; mlekiem obrzmiałe
myślą jedyną są dla dziecka
w niepoczytalności jego bytu,
to nie jest zbawień planeta.
Tak małe dziecko i takie piętno,
że nawet patyczki; mu się na krzyż
podczas zabawy - stolarza sedno
dopasowania drewien zabawki.
Mnie też kiedyś zgwałcono
lejąc na głowę wodę soloną,
nie był to Jan, a szkoda, bo morze
mogłoby się rozstąpić - szkoda.
Nie chcę patrzeć w oblicze Boga
- to ciągły epigramat.
Wolę już piekło; tam przynajmniej
nie będzie nudno ze skazańcami.
***
”niech pani spróbuje seksu"
- pewnie by chciała, lecz nikt
by nie chciał z nią - ot zgroza cała.
***
- Dotknąłeś mojego serca. - Tak mi wtedy powiedziała.
- Ej... nie pierdol, ja tylko mocno pchałem.
Są takie sprawy do których należy...
jednak natura jest przymierzem.
Komentarze (12)
Wiersz spoko, nawet mi się podoba. Nie rozumiem tych wstawek po gwiazdkach. To cos w rodaju haiku? Pytanie szczere bez żadnej ironi. Pozdrawiam
To są trzy zupełnie odrębne rzeczy - taki spontan i teges. Pozdrawiam ;)
Freya ok bo szukałem powiązania i nie mogłem odkryć. Moim zdaniem ten dodatek wprowadza zamieszanie i odwraca uwagę od głównego wiersza. Oczywiście Ty masz swój pomysł. Pozdrawiam:)
To pierwsze to promienieje byczoscia. Mnie sie widzi zwlaszcza druga strofa. Te dwa kolejne, to takie tez mi czasem wyciekaja z mozgu, tak o. Ale to pierwsze to mowie, napromieniowane byczoscia.
Szoj gemacht. Pzdr :)
Freda, dla mnie git w całości :)
Freya *
Dzięki; ówczesny tzn. nie tradycjonalny. Pzdr.
Tu toże podleciałam...
No, powiem ci, żeś mnie do zastanowienia skłoniła... zatrzymałam się tu i ówdzie.
Bardzo mi się widzi twe pisanie...
Podlecę dalej, bo mnie zaciekawiło...
Zaniedbałem Cię w podziękowaniu :)
głupie
Zgadzam się absolutnie :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania