Nic nie muszę...
Jestem w tej cudownej sytuacji, że nie muszę już nic. Nie mam do wykonania nic konkretnego. Nie mam żadnych planów zarówno tych dalekosiężnych, jak i na najbliższe dni. Nie gonią mnie terminy. Nikt nie wysuwa w moją stronę jakichś konkretnych oczekiwań, nie stawia mi żądań ani nie przedstawia próśb. Nic mnie nie goni, nic mnie nie ściga. Nie muszę nic nikomu udowadniać, ani przesadnie się starać. Nie muszę nikomu wchodzić do dupy, aby to, co robię się spodobało i otrzymało jakiś poklask. Nie muszę przed nikim się płaszczyć. Nie muszę serwować nikomu przesadnych komplementów nie mających nic wspólnego z rzeczywistością, a mającymi tylko zaskarbić mi przychylność. Nie muszę liczyć na żadną łaskę i nie łaskę innych, a szczególnie tych, którzy ustawili się wyżej ode mnie i wydaje im się, że rządzą wszystkimi dookoła.
Nie muszę być przesadnie czujny i uważać czy ktoś nie kopie pode mną dołków i nie oczekuje z niecierpliwością aż do któregoś wpadnę. Mogę natomiast podchodzić do wszystkiego z luzem i beztroską. Mogę nie przejmować się niczym. Mogę olać wiele rzeczy "ciepłym moczem". Mogę patrzeć z uśmiechem na tych, którzy walczą o zdobycie jakiejś uprzywilejowanej pozycji i podgryzających się nawzajem. To jest dalekie ode mnie. Ja już w tym nie uczestniczę. Osiągnąłem wewnętrzny spokój. Teraz wszystko idzie mi z górki. Bezproblemowo toczy się do przodu i nie muszę używać przesadnej siły, aby ten wózek do przodu pchać. To jest piękne.
Nic nie muszę, wszystko mogę...
Mogę, jeżeli będzie mi się chciało...
Komentarze (23)
To wymaga opuszczenia beztroski a następnie bielizny.
Albo "móc wszystko".
Dla niektórych to eksperyment, który potem wcielają w życie.
To bardzo uwalniające.
Napisałeś ów tekst, bo chciałeś. Nie musiałeś:)↔Pozdrawiam😀
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania