nie było kolorowo
znowu mnie bolisz i znowu codziennie.
gładzę. nie pomaga.
uciekam. gonisz.
jestem raną – lustrem.
w nim ty.
przechodzę. przechodzisz.
w obrazy.
zawsze czarno-białe.
znowu mnie bolisz i znowu codziennie.
gładzę. nie pomaga.
uciekam. gonisz.
jestem raną – lustrem.
w nim ty.
przechodzę. przechodzisz.
w obrazy.
zawsze czarno-białe.
Komentarze (19)
Nie wiem czemu, ale ten wers z raną- lustrem siedzi długo. Rozwijasz się 5.
Kiedyś lubiłam minimalizm, okruchy poetyckie, później mi przeszło i szukałam czegoś innego... ale, jak widać, warto czasami wracać...
Dziękuję, NinjaC, za komentarz
Grafomanka, minimalizm dalej Ci służy. Pzdr.
NinjaC, również pozdrawiam
Grafomanka minimalizm jest the best
Absens, kiedyś Ci się znudzi, wtedy poszukasz innych form... to naturalna kolej rzeczy
Nooo... potrafisz skondensowane emocje...
*skondensować
Grisza, potrafię, ale ostatnio wolałam czerpać ze słów...
Myślę, że w krótkiej formie łatwiej coś, kogoś opisać, bo dłuższa wyciąga z nas, to czego wcale nie chcieliśmy napisać.
Ładnie wyszło
Właśnie łatwiej, a ja lubię trochę trudniej i niekoniecznie tak, żeby brzmiało jednoznacznie...
Dziękuję, Asteria, za ''ładnie wyszło''
W twoim wykonaniu minimalizm brzmi dobrze. Jest logiczny. W innych jest bezład, chaos dlatego nie lubię u innych czytać tych krótkich form.
Naprawdę 😂
Bezład, chaos... on jest potrzebny, kiedy ludzie sami nie wiedzą, o czym piszą, a czymś chcą zaskoczyć... xD
Dziękuję, Sokrates, za komentarz
Jak już większość zwiększyła większość cukru w cukrze, powiem tak: nie smakują mi takie klimaty. Ale forma? Też jakaś z lat sześćdziesiątych :)
A temat? Oklepanych i wałkowany przez większość poetek, które coś tam wciąż skrobią o emocjach chwilami to jest psychoatryk. Ja też czasami jestem w tym kółku różańcowym. :)
Oklepany, psychoatryk*
Odpowiem tak... napisz na moim poziomie, co nie powinno być trudne, bo żaden to wysiłek poczytać coś z lat sześćdziesiątych i skrobnąć na wzór... dla przykładu Herbert
''Kołatka
Są tacy którzy w głowie
hodują ogrody
a włosy ich są ścieżkami
do miast słonecznych i białych
łatwo im pisać
zamykają oczy
a już z czoła spływają
ławice obrazów
moja wyobraźnia
to kawałek deski
a za cały instrument
mam drewniany patyk
uderzam w deskę
a ona mi odpowiada
tak – tak
nie – nie
innym zielony dzwon drzewa
niebieski dzwon wody
ja mam kołatkę
od niestrzeżonych ogrodów
uderzam w deskę
a ona podpowiada
suchy poemat moralisty
tak – tak
nie – nie''
Dawaj, Marzenka, pobawimy się, niech coś się dzieje...
Ok
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania