Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!

Nie jedźcie w Bieszczady

Od dłuższego czasu marzyłem, żeby odpocząć od zgiełku miasta. Czułem się na granicy załamania. Zmęczony psychicznie, wyprany z emocji, trawiony frustracją i ulicznym smogiem. Miałem urlop, więc nadarzyła mi się niebywała okazja, żeby wyrwać się tego kotła piekielnego. Zabrałem ze sobą plecak, jednoosobowy namiot, parę innych rzeczy i byłem gotowy.

 

Postanowiłem dojechać na miejsce pociągiem. Podróż przebiegła spokojnie. Po wyjściu z pociągu ustawiłem GPS w telefonie, który miał mnie zaprowadzić do najbliższego lasu. Zacząłem iść dziarskim krokiem do celu. Coś sprawiało jednak, że czułem się bardzo nieswojo. Miałem wrażenie, że jestem obserwowany. Rozejrzałem się na boki. Parę metrów za mną szedł ktoś ubrany w biały strój niedźwiedzia. Takiego niedźwiedzia, którego zawsze można spotkać na Krupówkach. Strój był niesamowicie brudny i przepocony. Z daleka czułem intensywny, odstraszający zapach. Stanąłem w miejscu, udając że robię coś co wygląda jakby miało w tym momencie sens i rozejrzałem się dookoła. On też się zatrzymał i też udawał, że robi coś co ma sens. Teraz nie miałem wątpliwości, że czegoś ode mnie chcę. Nim zdążyłem pozbierać myśli, NAGLE, mężczyzna w stroju niedźwiedzia podszedł do mnie i spytał czy chcę kupić jakąś pamiątkę z gór. Po zadaniu pytania wyjął z torby, wielki foliowy worek, wypchany plastikowymi breloczkami, pocztówkami, fidget spinnerami i innymi cudownościami. Spojrzałem na cały ten worek potwornego kiczu i odpowiedziałem z uśmiecham - „Dziękuję”. Nastała chwila milczenia, już miałem odchodzić, ale wtedy osoba znajdującą się w stroju niedźwiedzia przemówiła jeszcze raz i zapytała czy byłbym zainteresowany czymś ekstra. Opowiedziałem na to „Ale czym dokładnie?”. On odparł na to „chodź ze mną to ci pokażę”. Ja na to: „Nie możesz po prostu mi powiedzieć?”. On na to: „Nie”. „W takim razie nigdzie nie idę. Przepraszam, ale się spieszę” – powiedziałem. Odwróciłem się i ruszyłem przed siebie dziarskim krokiem. Mężczyzna w stroju niedźwiedzia jeszcze przez chwilę za mną szedł i coś mówił, ale nie zrozumiałem ani słowa.

 

Przez następne kilkanaście minut szedłem rozmyślałem na tą absurdalną sytuacją. O co chodziło temu człowiekowi? Czy właśnie przegapiłem okazję swojego życia? Myśl, że mężczyzna w stroju niedźwiedzia mógł zaprowadzić mnie do miejsca ukrycia złotego pociągu, bursztynowej komnaty albo świętego Grala, ukrytego pod warstwą leśnego runa, nie dawała mi spokoju. Choć raczej to mało prawdopodobne. Minąłem ostatnie pojedyncze domy i zaczynałem wkraczać w coraz dziksze bieszczadzkie rejony. Miałem bardzo dobry nastrój, rozkoszowałem się każdym aspektem cudownej natury: śpiewem ptaków, szumem liści, przyjemnymi promykami słońca przebijającymi się przez korony drzew i co najważniejsze - czystym powietrzem. Czułem, że się regeneruję, że budzę się na nowo do życia. Chodziłem po lesie, wyciszałem się, rozmyślałem. Kiedy zaczęło robić się nieco później zacząłem rozkładać swój namiot. Oczywiście wcześniej przenalizowałem wszystkie lokalizacje i wybrałem tą, która w największym stopniu wykluczała pojawienie się w tym miejscu innej istoty ludzkiej. Producent napisał, że namiot można rozłożyć w parę minut, mi zajęło to pół godziny. No ale nie jestem doświadczonym surwiwalistą, dodatkowo na swoje usprawiedliwienie mogę dodać, ze wypiłem wcześniej dwa piwa. Po rozłożeniu namiotu, rozwinąłem karimatę, śpiwór i wszedłem do środka. Byłem dość zakłopotany, bo w jednoosobowym namiocie nie było miejsca na mój plecak. Ostatecznie położyłem go na siebie. Mogłem dać go nieco bardziej w rób, ale i tak czułem, że jest na mnie. Nie chciałem za to dawać go na zewnątrz, bo po pierwsze - mógł zamokną w razie deszczu, a po drugie - ktoś mógł go ukraść (na przykład jakiś lis).

 

Kiedy tak leżałem w namiocie czułem lekki niepokój. Jestem sam, w ciemnym lesie, w miejscu którego nie znam. Nie wierze w żadne duchy i chochliki, ale co jeśli zacznie dobierać się do mnie jakiś niedźwiedź. Podobno w tym regionie ich nie ma, ale przecież niedźwiedzie lubią wędrować, więc mógł zawędrować aż tutaj. Myśl o niedźwiedziu zniknęła bezpowrotnie w momencie, w którym usłyszałem dźwięk silnika samochodu. Ogarnęło mnie niesamowite przerażenie. Wybrałem najbardziej dzikie miejsce w tej części lasu i pewnie tą cześć lasu wybierają też wszyscy okoliczni gangsterzy, jak chcą kogoś wysłać do krainy wiecznych łowów. Wywloką teraz kogoś z samochodu, każdą mu kopać sobie grób, zastrzelą go, a w momencie, w którym będą odjeżdżali zobaczą mój namiot. Mogłem spać teraz spokojnie w swoim łóżku i czytać książkę do poduszki, a zamiast tego moje życie wisi na włosku przez chęć duchowego oczyszczenie. Przecież równie dobrze mogłem iść do parku. Dźwięk silnika stawał się coraz bardziej intensywnie. Miałem wrażenie, że zaraz mnie rozjadą, ale nie chciałem pokazywać, że tutaj jestem. Samochód zatrzymał się paręnaście metrów ode mnie i otworzył się drzwi. Usłyszałem głos kobiety i się uspokoiłem. Nie żadne groźne warczenie, czy skomlenie, ale głos kobiety. Niezbyt przyjemny w odbiorze, taki który należał do kobiety z niższych sfer, obcującej regularnie z patologią. Ale to nic. Jednak kobieta. Chyba przeżyje. Kobieta zaczęła modulować głos, nadając (w swoim mniemaniu) kuszącej barwy i wnet pojąłem, że to prostytutka (raczej niezbyt droga). Mężczyzna zaśmiał się tubalnym głosem. Nie wiedziałem jak wyglądał, ale wyobraziłem sobie, ze to jakiś ogolony na łysko grubas, ubrany w skórzaną kurtkę. Pewnie pracuję fizycznie i nie ma nic wspólnego z półświatkiem, ale pozuję na gangstera, bo dwa razy obejrzał całą „Rodzinę Soprano”. Nie słyszałem wszystkie co mówili, a jedynie pojedyncze słowa „spokojnie kowboju…”, „bla bla bla”, „ooo”, „oh, ale masz dużego”. Tak, każda prostytutka tak mówi, tylko po to, żeby podbudować twoje ego. Gdybyś miał dziesięciocentymetrowego pewnie też by tak powiedziała. Coś się tam działo, jakieś pojękiwanie, krzyki i inne udawanie. Skończyli. „Ej widzisz to?” – powiedziała dziwka. „Co” – powiedział klient. „Coś tam jest” – dziwka. „He, poczekaj, mam latarkę w samochodzie”. Na te słowa odczekałem trzy sekundy i najbardziej zgrabnie jak potrafiłem wyczołgałem się z namiotu tylnym wejście, przykucnąłem tam w śpiworze. Kurwa, co ja robię! Jestem w lesie dopiero parę godzin, a już zdziczałem jak zwierzę. No, ale nic, przecież w tym namiocie mam tylko karimatę. Nawet jeśli go otworzą, to zobaczą, że mam tam tylko karimat. I to jeszcze starą karimatę. Po co dziwce stara karimat? „To co może jeszcze jakiś numerek ekstra?” – schab, „Ale wiesz misiu, że to będzie ekstra kosztowało?”- dziwka. Niewiasta z jegomościem wczołgali się do mojego namiotu i przez następne półgodziny, z zegarkiem w ręku, oddawali się nierządowi. W końcu stwierdziłem, że nie potrzebuję tego namiotu i w ogóle Bieszczady mi się nie podobają, wziąłem plecak i poszedłem na pociąg powrotny.

Średnia ocena: 4.3  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (6)

  • Artbook 7 miesięcy temu
    Ach tam zaraz nie jedźcie, trafiłeś na serię niefortunnych zdarzeń i tyle ?
    Plan dobry i pomysł na reset ciekawy. Nie ma co się zrażać.
    Bieszczady to "polska dżungla" i warto tam wracać...
    Bardzo fajny i trzymający w napięciu tekst!
    Wrzucaj więcej, potrzeba inspiracji na opowi ?
    Pozdrawiam!
  • Loren_Visser 7 miesięcy temu
    Dzięki! ;)
  • Tjeri 7 miesięcy temu
    Historia się broni. Styl pisania gorzej, ale źle nie jest. Za to błędy...
    Zaczęłam wypisywać, lecz jest ich tyle, że zrezygnowałam. A już nagminne "ę" na końcu czasowników w trzeciej osobie – załamujące. Strugnij korektę...
  • Loren_Visser 7 miesięcy temu
    Wiem, też jestem załamany tym "ę"
  • Zaciekawiony 7 miesięcy temu
    "niebywałą okazja" - niebywała

    "ktoś ubrana" - ubrany

    "udają że" - udając

    "ode mnie chcę" - chce

    "fidget spinnermi" - spinnerami

    "odpowiedziałem z uśmiecham, że „Dziękuję”" - albo cytujesz wypowiedź i wtedy bez tego że (odpowiedziałem z uśmiechem "Dziękuję") albo streszczasz jej sens i wtedy bez cudzysłowu (odpowiedziałem z uśmiechem, że dziękuję)

    "osoba znajdującą" - znajdująca

    "przemówiła jeszcze raz i zapytała[,] czy" - brakujący przecinek

    "chodź ze mną to ci pokarzę" - zamierza go pokarać? Bo jeśli chce mu pokazać, to "pokażę".

    i tak dalej i tak dalej...
  • Loren_Visser 7 miesięcy temu
    Dzięki wielkie za komentarz. Mógłbym patrzeć na to opowiadanie godzinami, a mój mózg i tak nie wychwyciłby żadnego błędu.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania