Nie liczę dni, tylko noce
patrzyłam przez palce
popołudniowe promienie przeświecały
prześwietliły przez otwarte usta
wyciekły
słowa świetliste
poprzerywane palcami
to nie trwało długo
zaszło słońce
palce trafiły na pluszowe ciało
do tulenia do snu
zanurzyłam w nim palce
skąd krew krew skąd krew
kajdanki
puste ściany celi
-to było pani dziecko
-nie - mówię - nie możliwe, ja nie miałam
-a siebie?
Komentarze (10)
A tatuś, gdzie tatuś dziecka? Przecież trzeba go powiesić za jaja! ?
Nie rozumiem Twojej interpretacji, ale to nic. Pozdrawiam
maybelater
Kajdanki dla matki, a tatusia nie karzemy, dlaczemu?
Szpilka jakiego tatusia? Czy mówi Ci coś słowo metafora?
maybelater
Mamy kajdanki, krew, dziecko, to wszystko metafory? A gdzie treść wiersza? Skoro jest dziecko, to skądś się wzięło, czy może przez partenogenezę powstało?
Zapytałam, gdzie tatuś dziecka, bo w wierszu jest dziecko, krew i kajdanki, za trudne zadałam pytanie, to przepraszam bardzo, cofam pytanie.
Może czytając z dołu do góry jest odpowiedź, trudno mi odpowiedzieć na Twoje pytanie na treść, bo nie wiem nawet jaki obraz tworzą Ci te słowa.
Peelka zabiła w sobie dziecko i teraz twarde życie i szara codzienność, a nawet nie szara lecz mroczna.
Dziecięca naiwność, wiara i bezinteresowna miłość, to skarby.
Można dalej snuć, ale to chyba nie jest konieczne...
A może to historia dziewczynki w konserwatywnym kraju arabskim, która myśląc, że dłubie w misiu się rozdziewicza. Można bardzo dziwne rzeczy wysnuć, więc masz rację, że czasami nie ma konieczności kończyć myśli. Oczywiście moja wypowiedź jest żartobliwa i nie staram się zanegować Twojego spojrzenia, za które dziękuję.
maybelater dla mnie im wiecej intrepretacji tym lepszy wiersz, bo trafił do ludzi o różnej wrażliwości... Kiedy jedna, wtedy poprawiam wiersz.
Straszne rzeczy się tu dzieją...
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania