Nie ma już Scarlett *1*
Toń. Toń i nie oddychaj. Toń. Niech woda wypełni twoje płuca, całe wnętrzności. W twojej głowie będzie rozbrzmiewać melodia ulubionej piosenki… tej ostatnio słyszanej. Gdybym tonęła w tej chwili, umierałabym, słuchając No Surprises.
To byłaby dobra śmierć.
— Scarlett, wyłącz to natychmiast!
Nikt by nie widział, jak pochłania mnie otchłań. A ja, radośnie, pokazując środkowy palec, dotknęłabym głębi. I kto by mi pomógł? Może moja matka. Po chwili zawahania.
— Scarlett, za chwilę ma przyjechać Johnny, nie rób w domu szopy! — kolejna próba utrzymania wszystkiego w ryzach.
Drzwi lekko się uchyliły, ale póki miałam zamknięte oczy, a moje ciało spoczywało nieelegancko na łóżku, mogłam udawać, że nieproszony gość został po drugiej stronie.
A potem pogrzeb. O ile odnaleźliby moje zwłoki.
— Na litość boską, dziecko drogie, czy ty mnie słyszysz? Ścisz to albo najlepiej wyłącz, bo przez twój kretyński bunt nigdy nie podpiszemy tej umowy.
Wciąganie w to Boga było zuchwałe. Rozbawiło mnie to, bo co właściwie mógłby teraz zrobić?
Nie wspominając już o tym, że mój „kretyński bunt” to coś, co nie powinno nigdy zostać wypowiedziane na głos. Zauważyła swój błąd po krótkiej chwili. Usta, które kiedyś się uśmiechały, teraz zaciskała w cienką linię, odgradzając się nią od świata i od tego, co przysparzało jej zmartwień.
— Grzecznie zajmuję się sobą, więc w czym problem? — mój głos był zachrypnięty.
Od kilku tygodni praktykowałam milczenie, w różnym natężeniu. Wczoraj pokusiłam się jedynie o zamówienie czarnej kawy z trzema kostkami cukru na stacji benzynowej, trzy przecznice stąd. Dziś nie powiedziałam jeszcze nic. To swego rodzaju debiut.
— Nie za bardzo mogę ci przeszkadzać, nawet stąd nie wychodząc.
Stała jeszcze w progu mojego pokoju. Jej prawa noga, jakby niezależna od reszty ciała, wystukiwała rytm piosenki — a przynajmniej tak mi się zdawało. Patrzyła na mnie z wyrzutem.
— Czemu to utrudniasz? Robię to dla ciebie.
Miała ładny głos. Mój ulubiony. Często zastanawiałam się, dlaczego ktoś, kto ma tak piękny głos, nie robi z nim nic więcej. Wolała pracę księgowej, ewentualnie sekretarki. Nawet nie wiedziałam czym zajmuje się moja matka.
Usiadła na skraju łóżka, rzucając stertę papierów gdzieś obok, na brudną, przepoconą pościel. Przywykłam już do jej zapachu, a raczej odoru. Ona niekoniecznie. Skrzywiła się, jak to robiła dość często, gdy coś nie przypadło jej do gustu.
— Scarlett, odpowiedz.
Zaczynała się wściekać, a doktor Martin mówił, że to niepotrzebne i może tylko pogorszyć naszą sytuację.
Jakby nie była już wystarczająco fatalna.
— Ale co mam ci powiedzieć?
Rachel złapała się za głowę. Wyprowadziłam ją z równowagi. Jeden zero dla mnie.
Na suficie wisiały dwa plakaty. Jeden przedstawiał Madonnę z teledysku Hung Up, a drugi — wodospad na Islandii. Kiedyś oglądałam z moją przyjaciółką Lisą program na Discovery o Islandii. Obie wtedy zapragnęłyśmy tam zamieszkać, w tej dzikiej, zielono-lodowcowej przestrzeni. Ale to przeszłość.
Westchnęła.
Ostatni czas jej nie oszczędzał. Pod oczami miała sińce, na włosach kilkumiesięczne odrosty. Przestała robić paznokcie — tylko je przycinała. Nie mówiąc już o zabiegach na twarz, z których kiedyś korzystała, moim zdaniem, nadprogramowo.
— Wyjdź — szepnęłam.
Usłyszała.
— Scarlett… Dobrze, ale…
Nie robiły już na mnie wrażenia jej wykrzywione w podkowę usta, niepewne uśmiechy ani kartony chusteczek rozstawione w każdym pokoju, jakby przynęta, coś na co mam się złapać.
— Wyjdź — powtórzyłam i uniosłam rękę, wskazując drzwi.
Ramię zdrętwiało w dziwny sposób, jakby było wręcz nadwyrężone, a nie wyłączone z użytku.
Wyszła bez słowa, zamykając za sobą drzwi trochę zbyt głośno.
Komoda się zachwiała.
Piosenka się zmieniła.
Nie lubiłam tej opcji miksowania utworów. Wprowadzała niepotrzebny chaos, podobnie jak źle skręcone meble.
Zamknęłam oczy, czego od kilku tygodni nie znosiłam. Każde zasypianie stało się czymś lekko przerażającym. Robiłam to na siłę.
Potem budziłam się równo co czterdzieści osiem minut.
Po tygodniu odkryłam tę zależność.
Czterdzieści osiem minut.
Czterdzieści osiem.
Minut.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania