Nie ma końca

Trzask pękającej, suchej gałęzi wydarł z letargu Netkana. Czuł przeraźliwy ból głowy, jakby ktoś wciąż i wciąż dłubał w niej tępym śrubokrętem. Nic nie pamiętał, co gorsza nie wiedział, gdzie się znajduje. Z trudnością łapał kolejne hausty powietrza, starając się zachować przytomność. W głowie wciąż mu huczało, a on mimo wszystko starał się przypomnieć, kim jest.

– Cholera – wychrypiał i zamilkł zaskoczony. To nie był jego głos!

Leżał na ziemi i w końcu ten fakt dotarł do niego. Z trudem otworzył oczy i zobaczył nad sobą korony drzew, a nad nimi mnóstwo malutkich punkcików. Patrzył zachwycony, zapominając o nieciekawym położeniu, w jakim się znalazł. Kojący szum drzew oraz delikatny powiew wiatru wyciszył jego strach, a on w końcu mógł zastanowić się, co się stało.

Ostrożnie obrócił się na lewy bok i przysiadł. Poczuł się nieco lepiej, jednak wciąż kręciło mu się w głowie. Powoli wzrok przystosował się do mroku panującego wokół, a oddech stał się miarowy i spokojny. Uspokojony chciał wstać, gdy nieoczekiwanie zobaczył w oddali strumień światła przecinający ciemność. Przerażony, powoli wycofał się do znajdującego się tuż za nim drzewa. Tam mogli go nie dostrzec.

 

– On musi gdzieś być. Musimy go znaleźć. – Usłyszał basowy głos, a przez jego ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Znał tego człowieka!

– Nigdzie go nie ma! – Krzyk drugiego z poszukiwaczy nie robił wrażenia na Netkanie. To nie on był zagrożeniem, tak przynajmniej myślał. – Może zabezpieczymy teren i poszukamy go rano?

– Pojebało cię! Musimy go mieć i to natychmiast. I tak może być za późno!

– Jak chcesz – odpowiedział ten drugi.

 

Głosy oddalały się, zabierając za sobą niebezpieczeństwo. Tylko, czy na długo? Netkan powoli wstał i poczuł się nadspodziewanie dobrze. Ból głowy minął, a pamięć powoli powracała. Był żołnierzem. Uświadomienie sobie tego, uruchomiło uśpione wspomnienia. Przed oczami pojawiały mu się kolejne obrazy, a on nie czuł nic. Nie robili na nim wrażenia zmasakrowani towarzysze, czy też zakrwawione, zmaltretowane przez niego ciała kobiet. Niemal z ulgą przypomniał sobie, jak gwałcił niezbyt urodziwą kobietę i z jakim spokojem zastrzelił jej płaczącego z bezradności kilkuletniego syna.

– Uczeń przerósł mistrza. – Kolejne obraz wyłowił znany mu basowy głos. To był Artur!

Przez głowę Netkana przemykały kolejne drastyczne wspomnienia, które on przyjmował ze stoickim spokojem. Wiedział kim jest, a pojawiające się obrazy przypominały mu wizytę w kinie. Brakowało jedynie reklam. Na jego twarz wypłynął uśmiech, a w oczach ponownie pojawił się blask.

– Czyli tak to wygląda – powiedział nieco metalicznie i się zaśmiał. – A Artur niestety się spóźnił. Niestety?

 

Miał cel, a właściwie dwa i chciał jak najszybciej załatwić sprawę. Ciemność stała się jego sprzymierzeńcem. Z przylepionym uśmiechem do twarzy, podążał w kierunku wcześniej słyszanych głosów. Musiał się powstrzymać, by nie zawołać Artura po imieniu. Był jednak za daleko i nie mógł ryzykować zbyt wczesnego spotkania. Wyostrzone zmysły wskazywały właściwy kierunek, a on biegł, czując że z mrokiem stanowi jedność.

– Cholera, gdzie on jest? – Dochodzący z oddali głos Artura, świadczył o tym, iż ciało Netkana działało bez zarzutu.

– Tu jestem! – krzyknął i zaśmiał się w duchu. Teraz nie musiał się już kryć. – Poczekaj, zaraz będę przy tobie – dodał i błyskawicznie znalazł się przy Arturze.

– Boże – jęknął dawny kompan.

– Od razu tak wielkie słowa. Zresztą, to chyba ty jesteś dla mnie bogiem, a przynajmniej masz spory udział w moim nowym ja. – Netkan uśmiechał się do Artura, ten zaś drżał przerażony. – A tak, byłbym zapomniał – kontynuował przemowę. – Nie jesteś sam i możemy razem zastanowić się, co zrobić z twoim kompanem.

– Uciekaj! – wrzasnął Artur, czym jedynie rozbawił Netkana.

 

– A więc chcesz, żeby się uratował? Niezbyt to do ciebie pasuje, ale czemu nie. Wiesz, że zawsze cię szanowałem, więc niech sobie ucieka.

– Jesteś potworem – wyszeptał Artur, patrząc w jarzące się niebieskie oczy.

– Potworem, a nie doskonałą maszyną do zabijania? Maszyną, prawda?

– Tak, maszyną – zgodził się. – Chciałem cię uratować, naprawdę – dodał bezradnie.

– No to się udało. Sprawny jak nigdy i te dodatki. W oczach noktowizor, wzmocnione mięśnie, a i niemal wyglądam jak człowiek. Tylko nieco brakuje mi dawnych wspomnień. Wiesz chyba, o co chodzi?

– Wiem. – Jego wzrok uciekł na bok, a sylwetka skurczyła się.

– Jedyny na świecie. Najlepszy. Taki cudak! – wysyczał Netkan.

– Nie, to nie tak. Dla mnie byłeś najlepszym żołnierzem.

– Bo przecież nie przyjacielem – dopowiedział Netkan. – A teraz jestem najlepszy, to musisz przyznać.

– Wszystkich wymordowałeś! Wszystkich! – krzyknął Artur.

– To chyba dobrze? W Iraku klepnąłbyś mnie po plecach i pogratulowałbyś dobrze wykonanego zadania. Pamiętasz, co robiliśmy?

– Niestety.

– Dopiero ruszało cię, jak czułeś trupi odór. No i tych much nie znosiłeś. A wcześniej? Czy ktokolwiek wybłagał u ciebie życie? – Artur patrzył w ziemię i nie odzywał się. – Nawet dla dzieci nie mieliśmy litości. Ty mnie tego nauczyłeś, bo przecież te dzieciaczki kiedyś będą dorosłe i się zemszczą. Mówiłeś tak?

 

Artur kiwnął głową.

– Widzisz – Netkan zawiesił głos. – Widziałem piekło, a ty mnie z niego wyciągnąłeś i wrzuciłeś ponownie.

– Uratowałem cię – cicho zaoponował Artur.

– Właśnie – zaśmiał się Netkan. – Teraz i ja cię uratuję.

– Piotrze, nie rób tego – Artur podniósł wzrok na dawnego przyjaciela.

– Piotrze? – Pytanie zawisło między nimi. – Nie znam człowieka – dodał zimno. – Podobno pozostawienie mi dawnego imienia mogłoby narobić niepotrzebnego bałaganu. Rozdwojenie jaźni, czy coś takiego. Nie było tak?

– Nie – zaprzeczył. – Wiesz, że nie o to chodziło.

– Cóż i stało się. Musisz przyznać, że sprawnie mi poszło z twoim oddziałem.

– Naszym oddziałem – zaoponował Artur. – Naszym.

– Zwał jak zwał – zaśmiał się Netkan. – Tylko ten problem z przegrzewaniem się. Wiedziałeś o tym?

– Nie – odparł.

– A o tym, że rozpoznaję, czy ktoś kłamie, pewnie wiedziałeś? – Artur patrzył bezradnie na mówiącego kolegę. – Wiesz, że muszę cię nieco zmniejszyć? – Netkan badawczo spojrzał na Artura, ten jednak wciąż milczał. – Zostawię korpus, będzie łatwiej nieść.

 

– Zabij mnie – wyszeptał Artur.

– Gdyby to było takie łatwe, to pewnie bym to zrobił, ale ty byłeś moim najlepszym przyjacielem. To ty nauczyłeś mnie cieszyć się z każdego kolejnego trupa, a teraz co? Mam zabijać dla własnej satysfakcji? Przecież to chore.

– Ty jesteś chory – powiedział cicho. – Jesteś pierdolonym psychopatą! – wrzasnął Artur.

–Dwaj pierdoleni psychopaci, kontra świat. Będzie naprawdę dobrze.

– Po prostu mnie zabij.

– W kółko to samo. – Netkan uśmiechnął się krzywo. – Umówmy się tak. Teraz zajmę się twoimi nogami, a później zobaczymy, co dalej. Może być? – Oczekiwał na odpowiedź, jednak tym razem Artur milczał. – Ach ci ludzie – westchnął. – Wiesz, te lasery to chyba się teraz przydadzą.

Netkan zmierzył wzrokiem Artura i jednym sprawnym ruchem odciął mu nogi. Korpus Artura zsunął się z ud i wylądował na ziemi, a on wrzeszczał z bólu.

– Proszę państwa, nastąpiło miękkie lądowanie i odłączenie korpusu od reszty ciała. – Netkan wczuł się w rolę komentatora sportowego i szybko wyrzucał z siebie kolejne słowa. – Trwa oczekiwanie na kolejne cięcie. Lewa, czy prawa? Chwila napięcia i... – Netkan odciął prawą rękę dawnego przyjaciela. – Jest! – krzyknął.

 

Artur zwijał się z bólu, nie mogąc wyrzucić z siebie żadnego słowa. Netkan zaś z satysfakcją obserwował cierpienie przyjaciela. Podobno kiedyś był inny. Podobno. Teraz wystarczyło odciąć lewą rękę, zabezpieczyć rany, wrzucić korpus do worka i przenieść do laboratorium.

– Już niedługo Arturze – mówił Netkan. – Będziesz zadowolony. Nawet bardzo. A później...

Netkana przeszył go ból, który w szybkim tempie zaczął się wzmagać. Połączenia nerwowe przekazywały go do każdej komórki ciała, a on nic nie umiał zrobić. Upadł na ziemię, co niewiele zmieniło w jego podłożeniu. Katorga była nie do opisania, neurony paliły ciało, a on nie umiał nad tym zapanować. Mrok, który był jego przyjacielem, wdzierał się i rozdzierał każdą komórkę jego ciała. Cierpiał, jednak nie prosił o litość. Nie znał tego słowa.

– To jest broń magnetyczna. – Z oddali doszedł do niego głos. – Rozumiesz, nie mogliśmy być bezbronni.

Nie rozumiał słów, tylko walczył o wymykające się istnienie. Był gotowy na wszystko, byle tylko trwać. Cierpienie bezwzględnie odbierało mu świadomość i zrzucało w ciemność, z której nie było wyjścia. W końcu ból minął, a wraz z nim odszedł Netkan.

Łukasz podbiegł do okaleczonego przyjaciela i sprawnie powstrzymał krwotok z uciętych kończyn.

– Wytrzymaj – mówił do niego. – Uratujemy cię, tylko wytrzymaj! Musisz mi uwierzyć, wszystko będzie dobrze. Musisz żyć!

Artur jak zza mgły słyszał chaotyczne zapewnienia kolegi i pragnął tylko jednego – śmierci.

 

...

 

– Widzisz, udało się – Radosny głos Łukasza doszedł do świadomości Netkana 2.0. – Rozumiesz mnie?

– Jasne że tak – Na twarzy Netkana 2.0 pojawił się szeroki uśmiech. – Wiesz może, kim był Artur?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (18)

  • Garść 2 miesiące temu
    Dobrze, że nie kawa na ławę, że trzeba uważnie się pochylić nad akapitami i linijkami, przyznam, trochę trwało, zanim poukładał mi się status bohaterów. Najpierw lekki nerw, że nie wiem, kim jest towarzysz Artura, później podążanie za tzw. myślą przewodnią było we mnie zbyt wolne :D
    Mroczno tu, bo gęsto od zła, które w sobie nie widzi cienia winy.
    Pomysł trochę oparty na RoboCopie. Okaleczony człowiek zamieniony w doskonałą maszynę do zabijania.
    U Ciebie dodatkowo twórca Netkana, zostaje nową jego wersją po okaleczeniu przez swoje dziecko-cyborga.
    I cały proces się powtarza. Pewnie taki sam los spotka Łukasza. Wymowny wątek.

    Ceną rozwoju technologicznego jest stępienie wrażliwości człowieka? "Wyczyny" Netkana1,0 w Iraku, czy wymordowanie własnego oddziału zdają się potwierdzać, a nawet dopuszczają tezę, że w ogóle zostaniemy zastąpieni przez SI, najpierw wykorzystaną do zabijania wrogów ich twórców, a w drugim rzucie w ogóle wobec każdego człowieka.
    Czyli szykujemy sobie sami zgubę.
    To dość powszechny pogląd sf, rzadko androidy w tym gatunku są pożyteczne dla wszystkich.
    Dobre, ciekawe opowiadanie, Kemlik.
    I cieszę się, że nikt przede mną nie skomentował xD

    Przyczepię się do nadreprezentacji "wciąż" w 1. akapicie oraz tego, co zmyliło w tym fragmencie:

    "– Już niedługo Arturze – mówił Netkan. – Będziesz zadowolony. Nawet bardzo. A później...
    Netkana przeszył go ból, który w szybkim tempie zaczął się wzmagać".

    Bo wiesz, pojawił się chwilowy problem kogo przeszył ból, Netkana czy Artura.
    Czego nie będzie końca? Cierpienia z powodu obecności i dominacji zła.

    Pozdrawiam.
    I pięć gwiazdek oczywiście.
  • Józef Kemilk 2 miesiące temu
    A już myślałem, że nikt się nie pojawi.
    Te opko próbowałem pisać w ten sposób, by pokazywać myśli tylko jednego bohatera, czyli Netkana, a resztę poznawać na zasadzie ich reakcji, słów itp. Podobno w taki sposób łatwiej osiągnąć zainteresowanie czytelnika. Pewnie będę do tego systemu wracał, bo w ten sposób wszyscy postrzegamy świat.
    Jak piszesz, że "wciąż" jest za dużo, to pewnie tak jest. Zazwyczaj staram się unikać powtórzeń, ale czasami coś tam się przemknie.
    Co do technologii to w tradycyjnej wojnie już nas wypycha i wojny będą prowadzone na zasadzie albo inteligentnych androidów, albo graczy, którzy będą sterowali robotami. Technologia będzie szła do przodu i tego nie zatrzymamy - niestety. My ludzie będziemy za to uczestniczyli w tzn wojnach hybrydowych, co zresztą już się dzieje.
    Ciekawe czasy idą, a ludzi dużo, co gorsza wielu uważa że zbyt dużo. To trzeba nas skłócać, a jako że jesteśmy skłonni do kłótni, co widać między innymi na tym portalu, to przyszłość będzie (nie)ciekawa.
    Pozdrawiam
  • Garść 2 miesiące temu
    Narrator wszystkowiedzący trochę psuje ten zamiar. Gdyby cała akcja była prowadzona "z umysłu" Natkana byłoby wyraziściej. Wzrósłby również poziom realizmu (mimo że to sf :)

    Na każde czasy narzekano, "O tempora, o mores!" - choćby, nihil novi.
    To kolejny sprawdzian naszej ludzkiej natury.
    Wartości humanitarne powinny być na pierwszym miejscu w polityce, a nie żaden egoistyczny, jednostkowy, grupowy, narodowy interes.
  • Józef Kemilk 2 miesiące temu
    Garść właśnie narrator miał tylko dostęp do głowy Netkana. Jak odbierasz inaczej, to nie wyszło. Jak to się mówi pierwsze koty za płoty.
  • Garść 2 miesiące temu
    Józef Kemilk, chodzi mi o prowadzenie narracji jedynie z punktu widzenia bohatera, czyli: bohater=narrator.
  • Garść 2 miesiące temu
    To trudniejsze, ale, daje owo uprawdopodobnienie fabuły.
  • Józef Kemilk 2 miesiące temu
    Garść A to nie jest narracja pierwszoosobowa?
  • Garść 2 miesiące temu
    Józef Kemilk, nie. Ktoś, narrator wszystkowiedzący relacjonuje myśli i zachowania Netkana, a nie on sam, w swojej osobie.
  • Garść 2 miesiące temu
    Dobra, a teraz meczysko, więc spadam z Opowi :D
  • Józef Kemilk 2 miesiące temu
    Garść dzięki
  • Tjeri 2 miesiące temu
    Czytałam wczoraj, ale nie zostawiłam komentu, bo nie za bardzo potrafiłam zidentyfikować genezę dyskomfortu, tudzież lekkiej irytacji, jaka towarzyszyła mi podczas czytania. Wciąż nie uchwyciłam sedna, ale napiszę choć cząstkowo. Nie są to wielkie "zarzuty", raczej drobne uwagi.
    Mam wrażenie, że pomysł jest lepszy niż wykonanie. Gdzieniegdzie (przy niektórych dialogach na przykład ale nie tylko) za dużo dopowiedzeń, epitetów - opisujących ludzi, styl głosu itp. Gdy dodamy do nich zaimki, których miejscami jest nadmiar, powstają fragmenty nieco męczące.
    Jak widzisz, nie są to poważne minusy tekstu, raczej szczegóły, które łatwo wygładzić. Gdy uchwycę myśl, która mi wciąż ucieka, dopiszę się jeszcze ;).
    Masz manierę (zauważyłam i w innych Twoich tekstach) stawiania nadmiarowych przecinków.

    Tematyka nienowa, choć zawsze można temat musnąć z innej strony. Fajne to swoiste zapętlenie. Można odebrać jako metaforę sięgającą głębiej niż sama fabuła.
  • Józef Kemilk 2 miesiące temu
    Dzięki za komentarz. Po prostu próbuję różnych metod, bo jak się nie spróbuje to wpadnie się w jeden tor, z którego trudno wyjść. Co do przecinków, to mam z nimi diabelny problem, staram się, korzystam ze strony ortograf, która nieco pomaga, czytam jak stosować interpunkcję, może kiedyś i tutaj dam radę.
    pozdrawiam
  • Tjeri 2 miesiące temu
    Józef Kemilk
    Widać, że zwracasz uwagę na interpunkcję, stąd przedobrzenia gdzieniegdzie. Poczytaj o rozdzielaniu przecinkami przydawek równorzędnych i nierównorzędnych, bo tu na pewno nadprodukujesz :).
  • Józef Kemilk 2 miesiące temu
    Tjeri ok, dzięki
  • Dekaos Dondi 2 miesiące temu
    Józefie Kemilku↔Przeczytałem i nie żałuję. Nawet dzisiaj drugi razy.
    Chociaż może faktycznie, narracja w pierwszej osobie i czasie teraźniejszym, byłaby lepsza?
    Ale pewności nie mam.
    To już do Ciebie zależy, jak to rozegrać.
    Gdyby początek był np: taki↔Trzask pękającej, suchej gałęzi wydarł mnie z letargu. Czuję przeraźliwy ból głowy jakby ktoś wciąż i wciąż dłubał we mnie, tępym śrubokrętem. Wiem, że mówią na mnie Natkan, ale poza tym nic nie pamiętam...itd...
    Większość tekstów tak piszę, bo w ten sposób o wiele łatwiej... gdyż łatwiej wczuć się w rolę... i przejrzyściej bardziej.
    No ale... każdy ma swoje "sposoby"
    Zakończenie tekstu→na Tak!!
    Pozdrawiam:)↔%
  • Józef Kemilk 2 miesiące temu
    Dzięki za komentarz. Lubię po prostu poeksperymentować. Tak na marginesie wydaje mi się, że ty masz duże szanse na wybicie. Niektóre twoje teksty są naprawdę rewelacyjne, no i dosyć szerokie metody wyrazu stosujesz.
    Pozdrawiam
  • Marek Adam Grabowski 2 miesiące temu
    Sorry, że dopiero teraz komentuję. Opowiadanie ciekawe. Pozdrawiam 5
  • Józef Kemilk 2 miesiące temu
    Miło Cię gościć.
    Dzięki za koment.
    Pozdrawiam

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania