Uwaga, utwór może zawierać treści przeznaczone tylko dla osób pełnoletnich!
Nie myśl,i tak zginiemy
„Ludzie nigdy się nie uspokoją, nawet po wojnie, która uniosła życie dla miliona osób. Nikt nawet nie pomyślał, żeby się zatrzymać i właśnie to zabiło nas wszystkich.”
Dzień 1
Zdecydowałem, że będę opisywał swoje dni. Nie mam z kim gadać, a pies mi nie odpowie. Chociaż można by było wyjść i z kimś porozmawiać, ale dawka promieniowania jeszcze nikomu nie dodała zdrowia. A poza tym, nawet jak promieniowanie mnie nie zabije, to zrobi to człowiek albo pył latający w powietrzu po wybuchu. Różnica jest taka, że od rąk człowieka moja śmierć byłaby dość szybka, a jeden wdech pyłu i przez następne parę dni zdychałbym w konwulsjach, plując krwią ze spalonych płuc.
Miałem szczęście, o ile można byłoby tak powiedzieć. Podczas wybuchu byłem w domu na obrzeżach miasta, a broń nuklearna nie miała takiej mocy, by spalić mnie w pierwsze parę sekund, a więc coś podarowało mi życie. Tylko ciekawe po co. Po co mi takie życie, gdzie cała moja rodzina zamieniła się w pył? Na płacz i histeryzowanie nie mam już sił ani łez.
Siedzę tutaj już 10 dni i moje zapasy zaczynają się kończyć. Nie wiem, może postaram się wyjść na ulicę i przejść się do najbliższego sklepu, ale to nie dzisiaj. Na kolację mam ostatnie resztki tuńczyka i trochę chleba, który zamienił się w coś przypominającego kamień. A właśnie! Jak mogłem zapomnieć o psie. Swoją kolację muszę podzielić z nim, przynajmniej je mało, o tyle dobrze.
„W pełnym chaosie nikt nie zadba o ciebie lepiej niż ty sam.”
Dzień 2
Chciałbym powiedzieć, że zjadłem dobre śniadanie i pełen energii pójdę szukać prowiantu, ale niestety nie. Dzisiaj obeszło się bez śniadania, nie tylko dla mnie, ale także dla mojego czworonożnego przyjaciela. Ach, bez niego to chyba bym zwariował.
Dzisiaj słyszałem jakieś krzyki w sąsiednim domu. Szczerze to pojęcia nie mam, kto tam mieszkał i jakoś mało mnie to przejmowało w normalnej codzienności. Dobra, warto się zbierać. Maski ochronne mam jeszcze z pracy na budowie. Starałem się dbać o swoje zdrowie, więc trochę mi ich zostało. A nóż został jeszcze z czasów, jak byłem harcerzem w dzieciństwie. Dobra, napiszę jak wrócę.
Ja nie mogę w to uwierzyć. Władza nas zostawiła. Podczas mojej wędrówki natknąłem się na wóz policyjny. Najpierw pomyślałem, że to dobra możliwość na znalezienie czegoś pożytecznego, ale po chwili usłyszałem jakiś dźwięk i schowałem się za najbliższym zaparkowanym autem.
Z bloku wyszło dwóch mężczyzn ubranych częściowo jak policjanci. Czemu częściowo? Bo brakowało niektórych rzeczy do ukompletowania. Na przykład jeden miał z policyjnego tylko buty, spodnie i pas z bronią, a drugiego z policjantem można było utożsamić tylko przez buty i pas.
Pierwszy, ten w spodniach, prowadził nagiego mężczyznę, który z tego, co mi się udało zobaczyć, nie miał oka. Ale z tego, co zrozumiałem, operację przeprowadzili na pewno nie lekarze i na pewno nie w szpitalu. Natomiast drugi przedstawiciel teraźniejszej władzy, trzymając za włosy, siłą wyszarpał jakąś kobietę.
A co się działo następnie, nie wyrzucę z głowy do końca życia. Najpierw siłą wsadzili kobietę do auta, a po chwili postawili mężczyznę na kolana. Jeden z nich wyjął broń i odjebał go prosto w łeb. Ten obraz dalej stoi mi przed oczami. Parę sekund temu bezoki, żywy człowiek stał na kolanach, a po chwili jego mózg rozleciał się w każdą stronę, a krew czerwonym strumieniem rozciekała się po asfalcie.
Jak już mogliście zrozumieć, jedzenia dzisiaj nie zdobyłem. Bardzo chce mi się jeść i podejrzewam, że Fredowi tak samo. Hah, dopiero teraz zaczynam rozumieć, jak to imię jest spierdolone, ale wcześniej mnie to śmieszyło. Eh, Boże, co ja pierdolę. Dobra. Jak zrozumieliście, kolacji dzisiaj nie ma, tak samo jak nie pojawi się jutro śniadanie. Spróbuję zasnąć, ale trochę jakby pieką mnie płuca. Zobaczymy, czy się uda.
„W sytuacjach skrajnych każdy twój krok może doprowadzić cię do upadku.”
Dzień 3
Coraz bardziej chce mi się jeść. Została mi ostatnia butelka wody. Z rana miałem myśli, że lepiej byłoby, gdybym się nie obudził. Choć na zewnątrz jest już dosyć ciepło, zdołałem się przeziębić.
Po zmierzeniu temperatury termometr ukazał 39 stopni. Mam w apteczce jakieś tabletki i chyba muszę po nie iść, ale ciężko jest mi się ruszyć. Płuca płoną mi jak cholera… Mam nadzieję, że to jednak zwykłe przeziębienie. Zobaczymy. Napiszę, jak wezmę leki.
Po ostatnim napisaniu minęło kilka godzin. Czuję się naprawdę słabo. Chcę przynajmniej trochę pospać, ale przez kaszel mi się to nie udaje. Ostatnio wykaszlałem krew do ręki.
„Co decyduje o losie człowieka? Niewidzialna postać czy przypadek? Ale jedno jest pewne — człowiek nie ma władzy nawet nad swoim losem.”
Dzień 4
Heh, jednak się przeliczyłem. Ropień w płucach zabija szybciej. Przez całą noc musiałem odpychać psa. Skurwiel próbował odgryźć mi palce u nóg.
Myślałem, że jestem stworzony do czegoś większego, że coś złego nawet w najgorszych sytuacjach dotknie innych, a nie mnie. A jednak. Zdechnę tutaj, a moje zwłoki powoli będą obgryzane przez mojego psa…
No cóż, bywa.
Jeśli dożyję do jutra, to napiszę.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania