Nie na sprzedaż

Zegarmistrz głowił się nad swoim następnym konceptem. Na papierze markerowym miał zaledwie tylko zarys. Tarcza granatowa z czerwoną obwolutą, srebrna bransoleta i tachymetr na pierścieniu. Próbował połączyć ze sobą funkcjonalność z estetyką, prostotą i czytelnością. Wskazówki wybrał ostre - z luminą, aby były widoczne również w nocy. Tarcza miała panel solarny, by zapewnić ładowanie w trakcie użytkowania. Sekundnik czerwony, pasujący do granatu. Myślał nad tym - jaki układ daty dobrać. Jego dzieło miało wskazywać dzień miesiąca, dzień tygodnia oraz miesiąc. Trzy okręgi czy może okienka? Czy dodać szkło powiększające? Z tyłu głowy pragnął mieć fazy księżyca. Niby zbędne, lecz to ciekawy dobór do koncepcji.

Gdy narysował następny szkic, trzy okręgi, wydał się za bardzo skomplikowany. Nie pod kątem technicznym, lecz wizualnym. Oglądając zegarek zastanawiał się - na co spojrzeć w pierwszej kolejności, co jest do czego? Panel solarny miał zbyt małą powierzchnię, aby móc wydajnie ładować baterię. Pozbył więc się systemu faz księżyca oraz dnia tygodnia. Zauważył asymetrię i nie wiedział jak ją poprawić. Kółko z lewej i po prawej? Dwa okienka obok siebie? Nagle zrobiło się pusto w innych sekcjach zegarka. Gdyby pozbył się wszystkiego - pozbyłby się funkcjonalności. Zrobił jednak po swojemu i zachował pierwotną koncepcję. Aby zapewnić dodatkowe źródło ładowania - wstawi wahnik odpowiedzialny za naciąg.

Na drewnianym stole rozsypał śrubki, sprężynki, zębatki i przystąpił do pracy. Każdy element był dobrany z chirurgiczną precyzją. Żaden z nich nie miał prawa się zużyć - przy odpowiedniej pielęgnacji. Gdy po raz pierwszy ruszył sekundnik, zegarek zrozumiał tylko jedno: ma chodzić równo. Ma nie zawieść dłoni, które go złożyły. Zupełnie jakby zaczął mieć emocje i pragnienia. Wiedział bowiem ile pracy włożył w niego jego stwórca.

W końcu trafił na wystawę. Widział jak ludzie przechodzą obok i tylko niektórzy zerkną przez szybę. Najpierw zatrzymał się chłopiec z lodami. Najpewniej szukał tego “najdroższego”. Później kobieta - która wyraźnie szukała czegoś złotego. Następnie starszy mężczyzna, który schylił się, aby obejrzeć “najprostsze” modele. Nagle z wystawy zdjął go jego stwórca. Zaczął pokazywać ludziom przebywającym w sklepie. Biznesmenowi nie podobał się tachymetr, młodzieży skomplikowanie, dziecku zbyt duży rozmiar. Ktoś nawet stwierdził, że jego kolor powinien być “o odcień ciemniejszy”.

Mijały długie dni, potem tygodnie, miesiące, a zegarek tylko wiedział, że tak długo tykał, aż odliczanie zacznie się w latach. Zegarmistrz spojrzał na swój produkt. Nie nadawał się na sprzedaż. Schował go gdzieś w głęboko w magazynie. Zegarek, choć zamknięty w pudełku, czuł wilgoć. Jak kurz powoli opada, a jego mechanizm wymaga konserwacji - bo nikt nie wystawił go na słońce, ani nawet nie nosił. Myślał nawet jak się zmienić i poprawić? To tylko kwestia czasu, przestanę mierzyć - aż w końcu zardzewieję - pomyślał.

Było ciemno, czuł pustkę i tylko zliczał czas. Sekunda po sekundzie. Gdy już myślał, że się w końcu zatrzyma - rotor zaczął pracować. Ktoś podniósł pudełko i je otworzył. To jego twórca. Wziął go w dłoń, usiadł na drewnianym taborecie, spojrzał i założył na nadgarstek. Na koniec powiedział cicho: “To dla mnie od początku byłeś idealny. Nie chcę w Tobie nic zmieniać.”

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 1

Zaloguj się, aby ocenić

    Napisz komentarz

    Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania