Nie ominie mnie kara. Hołd dupie.
Zostaw mnie nim umrę. Zostaw mnie na zawsze. Ukruć mękę, ból mój zabierz do swego nie mego grobu. Ja pan przestworzy, wróg tubylców, mizernej hołoty bęcwałów. Śmiercią jestem, krzykiem jestem , wrzaskiem twym chojnym lecz ubogim jak trwoga sieroty. Nędzne serce niosę. Uwleczone w krtań przepitą poparzoną. Śmierć to me imię. Śmierć ta to twa zgroza. Twój wróg. Twój koszmar na jawie. Na skalistej drodze do nikąd, stoję sam dumny jak paw jak sroka w gnat wpatrzony jak lis przebiegły. Jestem głodny, jestem niezdrowy. Z pyłu powstałem z bakterii i wirusów. Z człoowiekiem mam jedynie kształt wspólny. Wspólną mowę. Ja jestem zmorą, upiorem. Klaunem. Koszem na śmieci i dziwką plugastwem najohydlejszym skażoną. Jam to ja końeczyny zapach. Światów nieistniejących ściana bariera nie do zbicia nie do skruszenia nie do wypicie, nic i nikt mnie nie strawi. Ja jestem wzrok bazyliszka, w kamień zamienię jednym cierpkim jak grejpfrut spojżeniem. Ja wygrałem , ja też przegrałem, remisując zarazem, ja mogłem tak, ja tak chciałem. Bo jam święty, przeklęty, honorem shańbiony, ponad Boga samego wywyższony. Obdarty jak ciele ofiarne że skóry. Tkanki me na wierzchu. O zgrozo ja upiorem ja zmorą groźny niczym granat, niczym święta bomba. Niczym mi wszystko, wszystko i wsio mam za nic. Za drobne się kurwie za drobne wszystko co mam rozdaje. Mów mi dziwka. Mów mi belzebub. Mów mi promyk słoneczka. Jam jest słońce San sun którym żądzą Lamy. Ja Lam stanowię prawo. Prawie jak żemyk jestem, prawie jak żmija, trochę jak boa dusiciel jak hak z hakua hakuw. Jak boże dziecię jak dziewica orleańska. Jak docent jak oligarcha. Jak cud, jak nuda. Jam jest piekło Jam jest niebo. Hestem struty jestem jak mżonka biedna. Jakbpobożne życień życzenie. Jak tchnienie. Lśnie jaskrawą barwą lecz kolorów nie mam, odcień widma ode mnie bije w blasku szkarłatnych akwenów krwi martwych zwierząt. Patrząc na mnie możesz czuć jedynie współczucie. Żal za grzechy moje ci się udzieli, lecz to ty ich żałujesz. Nie ja. Nie me odbicie. Ukrywam rogi pod wysokim czołem. Ukrywam świat cały przed końcem świata Armagedonem. W lusterku z plastiku jakby z jarmarku czy innego rynku czy targowiska na przedmieściach. Galeria czubków trąci mym gniewem. Śmierdzę śarką i smołą, fiołkami pachnę gdy tylko zechce. Wszystko ja trwonię. Głównie czas twój, pieniądze twe, twe zdrowie. Zamieniam kapsle z chipsów w / na chorobę na udar mózgu na trwóg trwogę. Z troski? Z bojaźni? Jakiej może bożej? Czy niedobrze ci widzieć to jak mnie to boli? Jak zmieniam się z diabła w potwora w cieniów sforę. ??. Na sercu rana mi się nie goi i cuchnie potwornie jak mlecz jak maślaki. Jak pan buk sądzę, widzę, tworzę światy i ich końce krańce kresy. Mówią o mnie czub frajer psotnik pomyja wiadro szczyn fekaliów tchórz chardy ośla noga, pijak abstynent żul menel szwanc. Hardy jestem, jestem srogi, gniew mój potężny potężne me rogi. Ma powłoka cienia sprawia że nie jestem zwykłym stworem a bestią której sakrament to ból dzieci i starców. Ochotę mam teraz na gorzki łyk zapomnienia. Amnezja alcchaimer. Twierdzę nazywam co nieokreślone to co człowiek rozumem ludzkim objąć nie chce lub nie może. Jestem jak pingwin jak głupi jaś jak pole ogniem strawione na którym niegdyś ktoś pasł pierwszą krowę. Na zapleczu raju za piecem pana boga, czart z czarciej czeluści leży i kona? Co za stek bzdur z palca wyssany, z ssaniem kojaży mi się głównie Marta. Myślę że nie jedno pęto opierdoliła. Ale miłe było jak wsuneła swoją jamę gębową w moje prącie, prawie połkjeła moje nasienie mówiła mi że chętnie by to zrobiła i że wie że świetnie ssie, przypominała trochę kurwę Monikę ala ja jej nie obrażam. Marta po prostu lubi mieć w buzi sterczące prącie z którego sperma się obficie leje. Smak jej odbytu był bardzo przyjemny wsuwałem tam swój język raz wsunąłem tam palec fajne uczucie ale mówiła że w dupę nie bo boli czy coś pewnie z tydzień się w nią przede mną jebała. Nie próbuje szokować. Szkoda że nie chciała w dupę super by było tam się spuścić potem by wyżuciła z swego tyłeczka moją spermę i bym ją nią nakarmił. Chyba staram się kogoś sprowokować. Heh. Się staram się staram lecz nie ominie mnie kara. Mówią że robię szambo i jestem obsceniczny ale przecież dla mnie to naturalne. Lubię patrzeć jak ładne dziewczyny robią kupę. Lubię o tym rozmawiać. To słodkie gdy pierdzą. Raz widziałem jak z jednej Azjatki ciekło rzadkie göwno. Super widok. Normalnie szok niektórym chyba. Eh szkoda gadać bo się wygłupiam,,hihi. Hańba. Hućpa. Frytki . Gąszcz. Haszcze. Marmurowe chodniczki z łupieżem, łupieżem mew okryte puchem piur ich, pyłem pradawnych drzew korzeni. Entem nie jestem ale z drewna jestem też jak on. Jestem Pinokio. Jestem Larwą. Korzeniem. Insektom. Chlubą bogobojnych babek. Matrioszką. Hybionym pociskiem. Twoją ranną piętą Achillesa. Twym posagiem. Posągiem figurką medalem orłem i reszką. I himerą. Nie mugłbym być dziewczyną bo jestem męskim osobnikiem. Co ślina na język przyniesie to w samotności i w tłumie plotę bo taki już jestem. Jestem zwykłym ancymonem. Krnąbrnym delikatnym jak powab. jak czar żucam urok na kogokolwiek gdziekolwiek o każdej porze. Za dnia w nocy. Rano jest wieczór dni płyną między czwartą a drugą. Kiełbie mam we łbie. Kiełki o świcie puszczam. Jestem artystą. Grafomanem. U schyłku czegoś tam stoję i w nic nie wierzę nawet w to że ja sam istnieje. Bo to moje. Nie twoje. i wiem że mi zazdrościcie. Bo wiem. A po krótkiej chwili tonę. i to jest
Koniec.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania