Nie taki bóg straszny…

Wczorajszy dzień

miałem na luzie

więc sobie dzisiaj

drzemałem dłużej.

 

I choć za oknem

rzęziła śmieciarka,

po niej karetka

na sygnale,

jak w szpitalnej ciszy,

beztrosko spałem dalej.

 

Bez głodu wzwodu

i bez ciągot,

nawet bez ciągoty,

poznania o mnie zdania,

hejtującej miernoty.

 

Nie potrzebowałem nic.

Nie trapił mnie

brak ludzi.

Tak mi było fajnie

nie śnić

i się nie budzić.

 

I pewnie wieczność

w błogości bym leżał,

gdyby nie natrętna

czujność pęcherza.

 

No, to można

bez lęku

czekać na życia finał,

choć nieznany dzień,

czy godzina,

zwłaszcza, że do tego

nie trzeba:

ani się wymądrzać,

ani wysilać.

 

Bo i po co

trząść się ze strachu,

lepiej w pełni

korzystać z życia,

bez trwogi

przed końcem w piachu,

w którym będziemy,

jak sprzed powicia.

 

Ponownie zachęcam

do tego szczerze

bo nie wszystko:

sława, praca,

w końcu wszystkim

sypią gruz

spod którego

się nie wraca.

 

I dzięki bogu😃

Średnia ocena: 3.1  Głosów: 7

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Starszy Woźny 7 godz. temu

    Luzik potrzebny.
    NO! 5.

  • ireneo 7 godz. temu

    tak, potrzebny i to na przekór fanatykom z urojenia.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania