Nie taki bóg straszny…
Wczorajszy dzień
miałem na luzie
więc sobie dzisiaj
drzemałem dłużej.
I choć za oknem
rzęziła śmieciarka,
po niej karetka
na sygnale,
jak w szpitalnej ciszy,
beztrosko spałem dalej.
Bez głodu wzwodu
i bez ciągot,
nawet bez ciągoty,
poznania o mnie zdania,
hejtującej miernoty.
Nie potrzebowałem nic.
Nie trapił mnie
brak ludzi.
Tak mi było fajnie
nie śnić
i się nie budzić.
I pewnie wieczność
w błogości bym leżał,
gdyby nie natrętna
czujność pęcherza.
No, to można
bez lęku
czekać na życia finał,
choć nieznany dzień,
czy godzina,
zwłaszcza, że do tego
nie trzeba:
ani się wymądrzać,
ani wysilać.
Bo i po co
trząść się ze strachu,
lepiej w pełni
korzystać z życia,
bez trwogi
przed końcem w piachu,
w którym będziemy,
jak sprzed powicia.
Ponownie zachęcam
do tego szczerze
bo nie wszystko:
sława, praca,
w końcu wszystkim
sypią gruz
spod którego
się nie wraca.
I dzięki bogu😃
Komentarze (2)
Luzik potrzebny.
NO! 5.
tak, potrzebny i to na przekór fanatykom z urojenia.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania