Nie udawaj
Znam cię...
Gubisz mi marzenia, zapominasz moje sny, palisz rzucone papierosy i wypijasz nierozlane drinki. Złośliwie zamykasz przed nosem drzwi otwarte na oścież. Zrzucasz kromkę chleba masłem na nożu i przyklejasz lep do much-nigdy na odwrót. Przewrotność zwyczajnie mianujesz codziennością zaś psią sierść igliwiem zapętlonego kurzu. Powiedz mi dlaczego tak cienko brzmią werble mego szeptu? Czemu zawsze otrzymuję bujność suchych drzazg? Czy już zawsze miłość będzie szafotem bezbronnych, a śmierć tylko ostoją ocalenia? No dalej.
Nie udawaj sumienie, że raptem odebrało ci mowę...
Komentarze (37)
Kocwiaczku, postawiłem Ci piątkę, za to, że tekst przepełniony jest energią, jak rzadko który tutaj.
Dziękuję, chociaż pewnie zaraz ktoś posądzi mnie znowu o patos :(
Kocwiaczek każdy może sobie oceniać inaczej.
indri wiem i cieszę się, że mogę tu udostępniać. Każda ocena jest miłe widziana.
Bardzo ciekawy, niespotykany przeze mnie wcześniej. Kolejna piątka, serdecznie pozdrawiam!
Dziękuję. Również pozdrawiam :)
Dziś Kocwiaczek na tapecie. ;)
Tekst najtrafniej opisać hasłem "dobrze żarło i zdechło" ;). Początek czyta się bardzo fajnie, to się rozsiadam i wtedy widzę tę część od "Powiedz mi dlaczego"...
Sytuację na koniec nieco łagodzi ładna puenta, ale i tak brzęczą mi w uszach: "werble mego szeptu" (wyjątkowo mało urodziwa dopełniaczówka wzmocniona nieuzasadnionym archaizmem "mego");
"bujność suchych drzazg" (niefortunne połączenie, takie... niby poetyckie, ale w sposób niewyrobiony, że się tak głupio wyrażę);
"szafot bezbronnych" (dramatycznie patetyczny wytarty zwrot);
"ostoja ocalenia" (jak wyżej).
Dla tej wartej zatrzymania puenty, pogrzebałabym w tym środku. :)
Tjeri rozpieszczasz mnie:) przysiądę, podumam i postaram się to i owo naprawić. Mam już nawet pomysł. Piekne w tym portalu jest to, że mam możliwość obrony. Spróbuje to wykorzystać. Tymczasem dziękuję za ocenę i zagrzanie mnie do walki z samą sobą ;)
Kocwiaczek - bronić można wszędzie. Zarówno poprawiając tekst, jak i nie poprawiając, argumentując i dowodząc, że się ma rację. Akurat takich dyskusji na tym portalu mi brakuje. Albo na krytykę obrażają się autorzy, albo czytelnicy oburzają na autorów, gdy Ci podważają ich zdanie. A z zażartych dyskusji można się najwięcej nauczyć. Tyle że tu zamiast zażarcie wychodzi zwykle chamsko (oczywiście nie mówię o Tobie, jeno tak uogólniam).
Tjeri oj wiem, wiem, widziałam tutaj parę takich walk w kisielku. Ja się nigdy nie obrażam. No chyba, że by mnie ktoś zaczął wyzywać to pewnie zabilabym go soczystą ripostą ;) kiedyś już pisałam, że nie jestem tu po to by walczyć z cudzymi przekonaniami. Każdy ma do nich prawo jednak zazwyczaj brak wtedy kultury wypowiedzi w bronieniu swoich racji.
Tjeri poprawione. Zrezygnowałam z poetyckich osobników i postawiłam na rozmowę z samą sobą (zgodnie z pomysłem Shoguna poniżej):
***
Znam cię...
Gubisz mi marzenia, zapominasz moje sny, palisz rzucone papierosy i wypijasz nierozlane drinki. Złośliwie zamykasz przed nosem drzwi otwarte na oścież. Zrzucasz kromkę chleba masłem na nożu i przyklejasz lep do much-nigdy na odwrót. Przewrotność zwyczajnie mianujesz codziennością zaś psią sierść igliwiem zaplątanego kurzu. Powiedz mi dlaczego ciagle krzyczę szeptem? Czemu zawsze mam drzazgi pod powiekami? Czy już zawsze miłość będzie rozrywała mnie od wewnątrz, a nieuchronność śmierci odejmowała tylko cierpienia? No dalej.
Nie udawaj sumienie, że raptem odebrało ci mowę...
***
Nie wiem czy jest lepiej, ale na pewno dosadniej.
Kocwiaczek
Lepiej. To wciąż materiał do kombinowania, ale lepiej.
Zastanowiłabym się m.in. czy nie lepiej powtórzyć "dlaczego" (nie każda powtórka jest zła), niż zastępować słowo brzydko brzmiącym rusycyzmem "czemu".
Tjeri oj ciężko mnie przekonać do takich powtórek. Zazwyczaj lecę ciągiem jak było z "jeszcze" albo usilnie staram się zamieniać. Mam wręcz zboczenie na tym punkcie. Szukałam innych słów ale nic poza czemu nie wydawało mi się godne zastosowania. Pomyślę jeszcze nad tym. Może mnie olśni:)
Kocwiaczek, pomyśl. "Czemu" jest wprawdzie
do przeżycia w mowie potocznej (w oficjalnej niedopuszczalne), ale to wyjątkowo brzydkie słowo...
Tjeri hmmm... A gdyby tak nawrzucać sumieniu i mieć do niego pretensję o popełnione błędy? Często właśnie przez nie cierpimy bo chcemy zachować się dobrze i przystajemy na to co nas boli. Czy myślisz, że taki zabieg mógłby nieść korzyść dla tekstu? Nie, że k*/ch* i inne pi* ale jakoś tak slowem kulturalnym wbić mu szpilkę ?
Kocwiaczek ciężko się odnieść. Wszystko można, ale efekt zależy od formy.
Tjeri może w ten deseń:
Kto pozwolił ci wrzucać drzazgi pod moje powieki? Kiedy dałam miłości prawo do rozrywania mnie od wewnątrz? Jakim cudem namówileś śmierć by tak ochoczo odejmowała mi cierpienia?
Chyba zbyt przegadane... co sądzisz?
Kocwiaczek, dla mnie zbyt teatralnie. Lepiej prościej, naturalniej.
Tjeri to może zwyczajnie uniknąć drugiego zdania:
Powiedz mi dlaczego ciagle krzyczę szeptem i drzazgi znajduję pod powiekami?
Kocwiaczek zapewne lepszy kierunek ;)
Tjeri ok, prześpię się z tym. Dziękuję za okazaną pomoc :)
Kocwiaczek :)
Bardzo ciekawy tekst, a puenta moim skromnym zdaniem świetna. Taka wewnętrzna rozmowa z własnym sumieniem. Podoba mi się to jak je opisałaś, jako coś, co robi wszystko na odwrót i jakby na przekór.
Pozdrawiam :).
Dzięki Shogun :) jak zawsze miło przeczytać twoją ocenę. Sumienie ma swoje własne humorki...
Przeczytałem 5 .Pozdrawiam
Dziękuję:) druga wersja jest w komentarzach.
Kocwiaczek zapraszam do "Odkupienia 3." :D
Raven18 obecna:) zajrzyj do komentarzy
Czym jest sumienie? Głosem, który mówi w głowie zawsze wtedy, gdy nie ma nic do powiedzenia? Ostatnim ostrzeżeniem, nim myśl przejdzie w czyn? Wątpliwością, która daje pół sekundy opóźnienia (co jest akurat wystarczające by zakończyć pomiar statycznego współczynnika tarcia a zacząć wyliczanie współczynnika dynamicznego)?
Wychodzi mi, że sumienie jest dziadem gadającym do obrazu, a obraz jak to obraz...
... zrobi co mu się żywnie spodoba. Trochę jak z mówieniem do ściany czy słupa (mów do słupa, a slup du**). Często nasz czyn jest tylko i aż impulsem. Za który potrafimy słono zapłacić.
Kocwiaczek - ano, płacimy. Walutą sumienia jest Wyrzut. 100 Wyrzutów = 1 wina ;) Paradoksalnie jedna, im więcej Win, tym mniej Wyrzutów.
Szkoda że nie można tą walutą zagrać w Las Vegas.
Bajkopisarz świetnie to ująłeś. Im człowiek bardziej zepsuty tym sumienie mniej mu dokucza.
Zwróć uwagę na czasowniki w tym tekście.
betti w sensie że jest ich dużo i wszystkie kończą się na sz?
No nie wszystkie kończą się na sz, ale jest ich do groma i trochę. Zdecydowanie za dużo.
Przeczytałem dwa razy, ja to tochę interpretowałem jakby ta postać podcinała komuś skrzydła.
Dobry tekst, 5.
Pozdrawiam.
Dziękuję. Pozostawiam pierwszą wersję niezmienioną pomimo drugiej w komentarzach. Można sobie wybrać. Owszem podcina. Sumienie to taki znak stopu. Tylko dla nielicznych ma jednak znaczenie. Idzie w parze ze zdrowym rozsądkiem.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania