„Nie umiem opisać pustki”
Nie umiem opisać pustki,
bo kiedy próbuję,
rozsypuje się na drobne,
na niedokończone zdania
i urwane oddechy.
Jest we mnie miejsce,
które powinno coś czuć,
a tylko echo tam krąży,
obija się o ściany głowy
i wraca jeszcze głośniejsze.
Ta pustka nie krzyczy.
Ona pracuje powoli,
jak rdza,
jak woda kapiąca nocą,
kiedy nikt nie słyszy.
Dni przesuwają się za szybko,
jakby ktoś trzymał pilot
i ciągle wciskał przewijanie,
a ja nie nadążam
z byciem sobą.
Myśli pędzą,
potykają się o siebie,
każda chce być pierwsza,
żadna nie chce zostać.
Spadam,
ale bez dramatów,
bez otwartej przepaści.
Spadam w codzienność,
w te same ulice,
te same pytania,
na które nie mam siły odpowiadać.
Ludzie mówią,
że wszystko mija,
że trzeba się trzymać,
że będzie lepiej.
A ja tylko kiwam głową,
bo nie umiem im powiedzieć,
że we mnie nic nie idzie dalej.
Ta pustka mnie niszczy
nie nagle,
tylko dokładnie,
centymetr po centymetrze,
aż zaczynam się zastanawiać,
czy kiedyś było tu coś więcej.
I jeśli jeszcze piszę,
to tylko dlatego,
że słowa są ostatnią rzeczą,
która trzyma mnie
na krawędzi
czegoś,
co wciąż próbuję
nazwać życiem.
Komentarze (1)
Zapis może mógłby być lepszy(?) nie tak sklejony może. Idk.
Pozdr.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania