nie wierz kalendarzom
rano
spojrzałem w lustro
a ono
nie spojrzało
na mnie
tylko
na wtorek
który stał
za moim ramieniem
mały
pomarszczony
w płaszczu
z kieszeniami
pełnymi godzin
– przepraszam
powiedziało lustro
– zaszła pomyłka
pan nie jest
panem
pan jest
dniem
wtorek
skinął głową
jakby znał
całą sprawę
od początku
i wszedł
we mnie
przez lewe oko
od tej chwili
mówiłem
tylko datami
– dzień dobry
mówiła sąsiadka
– trzynasty maja
odpowiadałem
– zimno dziś
– czwartek
– będzie padać
– 17:42
ludzie zaczęli
się mnie bać
a kalendarz
zaczął mnie
lubić
wieczorem
lustro
zadzwoniło
do drzwi
tak
lustro
miało ręce
odbiło mnie
na chwilę
na wycieraczce
i powiedziało:
– proszę uważać
jutro
nie istnieje
pomyślałem
że to dziwne
ale właśnie wtedy
przyszedł
jutro
mokry
zmęczony
i bez biletu
– mogę przenocować?
spytał
– tylko do rana
odpowiedziałem
rano
nie przyszło
zamiast niego
przyszedł
parapet
usiadł przy stole
i długo
milczał
a lustro
znowu
pokazało mnie
tym razem
normalnie
tylko za moim odbiciem
stał mały
wtorek
i szeptał:
nie wierz kalendarzom
one też
czasem
nie wiedzą
który jest dzień
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania