Nie – wykonalne

„Wezmę. Co mi zależy. Oddycham, ale czy chcę podtrzymywać ten stan”?!

Chwyciłam butelkę z wodą. Potrzebuję, aby gorzki posmak, który czuję w buzi, na lepkim języku, policzkach, zaczął działać, zanim tutaj przyjdą z najbanalniejszym pytaniem na ustach. Kto w ogóle wymyślił: „Jak się czujesz?” Ten litościwy wzrok błądzący po moim posiniaczonym ciele, wcale nie ułatwia wyrzucenia z siebie słów, które więzną w gardle. Oczekują, że jak dotąd, odpowiem miękkim głosem: „Dobrze”. Błagają o to, karmiąc mózgi tym, co sami chcieliby usłyszeć. Nie przyjdzie im do głowy, że tylko rozdrapują rany i nawet strupy nie mają szans stwardnieć, kiedy biadolą i powracają do zarzewia tragedii.

Mam ochotę krzyczeć i powiedzieć wprost: „Odejdźcie. Męczy mnie wasza nadopiekuńczość”. Jednak nie zrobię tego… po co?

Skoro im z tym lepiej, nie będę burzyć wyobrażeń, że jutro znów wstanie słońce i wypali cały ból, który tkwi pod powłoką skórną. Serce już zostało zdeptane, a wraz z nim moje priorytety na dalsze życie.

Jestem słaba, wyjałowiona, obdarta z marzeń i nie kontroluję już siebie. Okaleczona i świadoma, że z minuty na minutę będzie coraz gorzej. Łzy uwięzły i już nie dławią. Leki robią swoje, jednak tępy ból w sercu przybiera na sile i wprowadza w stan odrętwienia, jednakże nie sprawia, abym górowała nad rozpaczą, która niejednokrotnie wyleciała przez uchylone wargi.

Nikt jej nie słyszał – była niema. Cały czas próbuję ją obłaskawić, odpalić knot, który zgasł i kopci, trując mnie od środka. Nasycam nicość, wmawiając sobie, że zdołam zapoczątkować nowe, inne trwanie. Niestety… nie tędy droga. Nie daję rady! Wewnętrzna wola przelewa litry płynów, jednak nie potrafię ich uwolnić. Gaszą wszystko, udaremniając próby uniesienia tego, co we mnie pozostało.

Muzyka zgasła, marsz pogrzebowy rozbija się w zakamarkach uszu. Lęk zapuścił korzenie i pomimo ścisku, nadal oddycham. Wdycham zepsute powietrze ze świadomością, że on nadal ma nade mną władzę. Przeklinam go w myślach, uśmiercam, jednak jest silniejszy i nieustannie powraca pod postacią ciepła, które krąży w żyłach i stawia włoski na skórze.

Chciałabym go wyciąć i zamazać wspomnienia. Ta ciągła obawa o kolejną sekundę… niekończąca się walka o przetrwanie.

On – ciężki i obleśny.

Ja – krucha i bezbronna.

Odór alkoholu i odruch wymiotny, kiedy wpychał mi język do gardła. Wielkie grabie, którymi mnie dotykał i odgłos rozpinanego rozporka… to ten dźwięk dobija mnie najbardziej. Mój krzyk i błaganie, aby przestał, są niczym w porównaniu, że wiesz, co zaraz nastąpi.

Poległam, oddałam siebie i już nawet nie liczyłam, ile pchnięć kaleczy moje wnętrze. Kiedy tkwiłam biernie, mniej bolało. Zwalniał, bo nie takiego obrotu spraw oczekiwał. Pobudzał mnie pięściami – nie dałam mu tej satysfakcji; trwałam przy swoim.

Zrobił swoje i wycharczał: „Pięćdziesiąta piąta”.

Nawet nie byłam zdziwiona tą liczbą…

Zresztą, co to zmieni, jak okażę jakąkolwiek reakcję? Podbuduję go jedynie, a nie ulżę w ten sposób duszy, która nieustannie poszukuje swojego miejsca w ciele, którym ktoś zawładnął wbrew mojej woli. Każdy milimetr przeszywają ostrza i wchodzą coraz głębiej, chociaż już nic mi nie zagraża.

Jednak to nie jest takie proste. Nadal czuję go w sobie i nie potrafię odpędzić wrażenia, że nigdy ze mnie nie wyszedł. Cały czas wierci dziurę i napiera na ściśnięte ciało. Pot ścieka po zaciśniętej szczęce. Odnoszę wrażenie, że za każdym razem, kiedy poruszę głową i podążę wzrokiem gdziekolwiek, on wisi w powietrzu, nie pozwalając o sobie zapomnieć.

Obłąkane oczy nieustannie poszukują kontaktu, chociaż moje, zaciśnięte do granic możliwości, pomagają przetrwać katusze, które rozpierają mięśnie. Gardłowy śmiech, ślina chłodząca moje rozgorączkowane ciało, wywołuje, że jestem mniejsza od termita. Wewnętrzna siła nie wystarczy, aby pokonać zło, które się nade mną pastwi.

Każdy wyłapany krok, przypomina, jak odchodził z ironicznym uśmiechem na ustach. Miewam przeczucia, że zaraz tutaj wejdzie i połączy swoje jestestwo z moim, nie pytając o pozwolenie. Narzuca własną wolę i jest w tym przekonujący. Próbuję wyłączyć mózg, jednak on na złość, podkręca obroty i analizuje wszystko ze zdwojoną mocą.

Pozostawił we mnie kawałek siebie i pozostanie tam na zawsze. Zblednie, ale nie wyparuje jak mgła, kiedy pierwsze promienie słońca przebiją ulotną strukturę.

Nie dam rady o tym zapomnieć. Serce kołacze, a motyle wbijają skrzydła w cienkie powłoki brzuszne. Mogłyby je rozerwać i odfrunąć. Jednak nie na tym to polega. Mam nieustannie pamiętać, chociaż jedyne, o czym marzę, to nie dopuścić, aby powieki opadły zbyt szybko.

Można pomyśleć, że sen to najlepsze rozwiązanie. Dla mnie ten błogi stan nie jest wybawieniem. Obrazy wyostrzają kontury i wnikają realiami na źrenice. Pamiętam każdy szczegół, jakby ten fakt miał miejsce przed chwilą… dwa mrugnięcia wcześniej.

„To minie. Potrzeba czasu, aby przysypał wypływające znaki zapytania i pogrzebał w popiele” – powtarzają nieustannie najbliżsi, wchodząc do mojego pokoju.

Nie mają pojęcia, że to tak nie działa. Najgorsze dopiero przede mną, a nie chcę stać się cieniem samej siebie. Już wystarczająco obciążam psychikę i nakręcam zwoje na egzystowanie w zawieszeniu. Pokój, niby bezpieczny, ale nie jest rozwiązaniem problemu. Z czasem zacznę go postrzegać jako więzienie, a wtedy… Co mi pozostanie?

„Wyjdź do ludzi” – mówią.

Oczywiście, gdyby to było takie łatwe. Nie pozwolę, aby hieny kąsały z zaskoczenia, a kameleony pocieszały. Nie potrzebuję nikogo, aby osiągnąć cel. Już go ustaliłam… zaraz po tym, jak barczyste plecy znikły mi z pola widzenia.

Jestem w trakcie realizacji. Nikt mi nie przeszkodzi, bo nocą wszyscy, którzy coś dla mnie znaczą, śpią i śnią o lepszym dla mnie jutrze.

Jest mi gorąco. Dziwne, bo ponoć powinno mi towarzyszyć zimno i odczucie lodu zamiast kośćca. Nie czuję senności, chociaż tabletek było tyle, że powaliłoby na kolana nawet słonia. Żadnych dreszczy świszczącego oddechu i odczucia, że odchodzę, a moje zmartwienia i pytanie: „Dlaczego?” zostanie bez odpowiedzi na tej chłodnej, kwiecistej pościeli.

Ogarnia mnie szczęście. Powłoka emanuje nową energią – czystą i nienaruszoną. Czucie zanika, ustępując miejsca lekkości. Pomimo to, iż nie posiadam kończyn, jestem w stanie rozgromić wszystkie zatory, które wyskakują na mojej drodze, podczas gdy ja frunę coraz wyżej i widzę to, co mnie czeka podczas oczekiwania na odpowiednią bramę.

Oprawca stoi przy zlewie i przycina parudniowy zarost. Szczerzy zęby i na pewno zamiaruje wyruszyć na łowy.

Nie tym razem, pomyślałam i chwilę później wodził rozbieganymi oczyma wokół siebie. Byłam blisko, byłam wszędzie i jedyne, co musiałam osiągnąć, to sprawić, aby już nigdy nikogo nie skrzywdził.

Na początek pobawimy się w chowanego. Jak straci kontakt z rzeczywistością, trafi tam, gdzie jego miejsce. Może inne, takie jak ja dołączą do projektu i wspólnymi siłami poślemy zwyrodnialca do piekła. Diabeł już o niego pytał, lecz potrzebuje pomocy, aby przyspieszyć proceder i poczęstować go szczęściem, na jakie sobie zapracował.

Czy żałuję? Nie. Moje życie dobiegło końca, a dzięki drugiej szansie, niejeden jemu podobny postrada zmysły i już nigdy nie przypuści ataku. Dlaczego? Sam będzie atakowany. Ile wytrzyma? Zależy, ilu procentów mózgu używa i ile zajmie mi pustoszenie zajętej przestrzeni.

Spodziewaj się niespodziewanego…

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 3

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (7)

  • Zenza tydzień temu
    "Potrzebuję, aby gorzki posmak, który czuję w buzi, na lepkim języku, policzkach, zaczął działać, zanim tutaj przyjdą z najbanalniejszym pytaniem na ustach."

    "Najbanalniejszym" nie jest zbyt eleganckim słowem. Eleganciej byłoby - banalnym - po prostu.
    Reszty nie czytałem, bo mi się nie chce. Wybacz.
  • Joan Tiger tydzień temu
    Witaj. Nie musisz czytać... :)
  • Zenza tydzień temu
    Joan Tiger to mnie zachęciłaś. Już się biorę do lektury.
    Wczoraj byłem lekko niedysponowany.
    Pozdrawiam :)
  • Zenza tydzień temu
    Doskonale oddajesz kobiece emocje. Piszesz bardzo sprawnie, ale to mówiłem już wiele razy.
    Tekst jest mocny i wciąga w środek akcji. Pełna immersja. Czytając, jestem w tym tekście zanurzony.
  • Joan Tiger tydzień temu
    Dzięki. 🙃
  • Dekaos Dondi wczoraj o 10:51
    Joan Tiger↔Sprawnie napisane. Plastycznie, rzekłbym. Aż tekst pulsuje treścią. Ciągiem przemyśleń i w końcu, postanowienia, chociaż jego realizacja, wykracza raczej poza "ziemskie normy"
    Znowu niejednoznacznie, szczególnie pod koniec. Kiedyś napisałem podobny "ciąg", ale o innej tematyce.
    Pozdrawiam🙃
  • Joan Tiger wczoraj o 11:09
    Lubię, jak sytuacja lewituje pomiędzy tym, co namacalne, a tym, co może istnieć jedynie, jeśli w to wierzymy. Ludzki mózg to wielka niewiadoma, więc... Dzięki za komentarz i wyrażenie swoich spostrzeżeń. Pozdrawiam. 😊

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania