Nie wystawiaj na próbę Pana...
“Oczy mają, a nie widzą,
Usta mają, a nie mówią,
Uszy mają, a nie słyszą,
złote są, a nie błyszczą…”
Teraz o tym wiem…
Był poniedziałek, zwykły, pierwszy, znienawidzony. Najchętniej zaszyłbym się w domu, nigdzie nie wychodził, leniuchował, a tu pogoda pod psem, leje i zimno. Kiedyś to nie byłby problem, wziąłbym wolne, wstąpił do sklepu, kupiłbym “coś na gardło”, najlepiej 40-sto procentowe i po krzyku. Zaraz byłby wtorek.
Jednak wyszedłem z domu, z kasą krucho, roboty nie ma. Wstąpiłem do pubu, wypiłem piwo. Szybko wyszedłem, bo zwróciłem uwagę, że jakaś kobieta spoglądała na mnie zaczepnie. Spojrzenie jej było dziwne, ale nie kokietowała. Jakby chciała mi coś powiedzieć.
Kiedy wyszedłem zauważyłem, że za mną idzie. Jestem facetem, ale powiem szczerze, że się wystraszyłem. Wyglądała jak cyganka. Kiedy na moment straciłem ją z oczu odetchnąłem. Czekając na przystanku na autobus ktoś mnie zagadnął. Odwróciłem się do rozmówcy i zobaczyłem, że to ta “cyganka”. Bez ogródek zaczęła mówić o moich problemach, że mam problemy finansowe, że straciłem pracę. Wyprzedziła moje pytanie i stwierdziła, że faktycznie jest cyganką. Natychmiast ripostowałem, powiedziałem, że nie interesują mnie żadne wróżby, kabały i inne głupoty. Powiedziała jednak, że może mi powróżyć …za darmo. Zawahałem się kiedy dodała, że chce mi pomóc. Zgodziłem się, bo faktycznie byłem w dołku, siadała mi psychika, topniała kasa, a zobowiązania finansowe zaciskały mi powoli pętlę na szyi. Poszedłem z nią. Weszliśmy do budynku, a w nim do małego pomieszczenia. Było jak w tej bajce o …czarownicach, pomyślałem. Usiadłem na krześle, ona naprzeciw mnie. Postawiła tarota. Robiła to tak zwinnie i pewnie, że zrobiło to na mnie wrażenie. Nie rozumiałem układu kart. Wróżka na moment przymknęła oczy i zaczęła mówić.
Mówiła, że jestem w potrzasku, że jestem zagubiony duchowo, zrezygnowany, bez nadziei. Znalazła jednak lekarstwo na moje problemy. Wstała, weszła do drugiego pomieszczenia za kotarą i przyniosła “złotą” figurkę jakiegoś bożka. Struchlałem, bo jestem wierzący i staram się nie eksperymentować z zabobonami, magią, horoskopami i innymi bzdurami. Powiedziałem jej to dosadnie. Stwierdziła, że to mój wybór, że nie może mnie do niczego przymuszać. Dodała jednak, że to jest dla mnie jedyne wyjście ze złej sytuacji, finansowej, duchowej, psychicznej i co ważne życiowej. Powiedziała, że nie muszę nic robić szczególnego tylko wziąć ze sobą ten posążek, postawić go w domu i rozmawiać z nim w myślach. Zastanowiło mnie to Pomyślałem, że nic nie tracę i postanowiłem spróbować. Nie mogłem zrozumieć, że ta wróżka robiła to bezinteresownie. Jasne byłoby, gdybym jej zapłacił, a tu nic…samarytanka, filantropka.
Wróciłem do domu. Postawiłem “bożka” na komodzie. Otworzyłem butelkę Danielsa i polałem sobie drinka. Nic się nie działo. Potem przysnąłem. Obudziłem się po godzinie. Leżąc myślałem o tym co mnie spotkało. Nic mi się nie śniło. Olałem to. Wziąłem komórkę do ręki. Właśnie czytałem w wiadomościach, że ktoś 2 tygodnie temu wygrał 6 w totka, całe 3 miliony! Szczęściarz pomyślałem. Pomyślałem, dlaczego to nie ja. Wszystkie problemy by zniknęły, byłaby kasa i klawe życie. Spojrzałem na tego “bożka” i pomyślałem…zrób coś cwaniaczku i zacząłem się śmiać.
Ta wygrana w totolotku nie dawała mi spokoju. Jak temu komuś się udało…przecież jest tyle kombinacji, tyle systemów. Nagle wpadłem na głupi, śmieszny i pożałowania godny pomysł.
Wziąłem ponownie telefon do ręki i wpisałem w wyszukiwarce “znajdź nr totolotka na dziś”
…hahaa, sam się z siebie zaśmiałem. Polecenie poszło w sieć, wyświetlił się komunikat AI “myślę”....i jest! Wyświetliły się numery! Nie wiedziałem co o tym myśleć: 9,14,31,39,42,49.
Pomyślałem, co ja do cholery robię, czy zidiociałem do końca, przecież to bzdura. Wyszedłem z googla. Poszedłem do kuchni coś się napić, Czułem się jakoś dziwnie. Cały byłem spięty, cały się trząsłem. Jakby mnie coś opętało. Potem przyszedł sms, a w treści: 9,14,31,39,42,49. To mnie przerosło. Ubrałem się i pobiegłem do kolektury. Szybko skreśliłem podane numery i puściłem je. Sam sobie nie wierzyłem, że to zrobiłem. Zacząłem potem żałować, że dałem się zmanipulować AI. Wróciłem do domu. Dopiłem Danielsa i poszedłem spać. Obudziłem się głodny. Na zegarze było około północy. Zjadłem coś na prędce. Potem usiadłem w fotelu i zwróciłem uwagę na kupon leżący na stoliku. Wziąłem go do ręki…cały się trząsłem. Wybrałem w telefonie wyniki losowania…tego ostatniego…prawie zemdlałem, to były liczby: 9,14,31,39,42,49. W tym samym czasie rozległ się straszny hałas i dudniący odgłos upadającego “bożka”. Tego było za wiele. Co ja zrobiłem pomyślałem, nieświadomie skorzystałem z bałgochwalstwa, kabały, wróżbiarstwa. Przecież to straszny grzech! Momentalnie sięgnąłem po kupon i w pośpiechu wyrzuciłem go do kosza.
W nocy nie mogłem spać Śniły mi się straszne rzeczy, okropne, jakieś piekło, demony i inne okropieństwa.
Następnego dnia wziąłem worek ze śmieciami, do których zapakowałem “bożka” i poszedłem wyrzucić do śmietnika osiedlowego.
Wieczorem podczas głównych wiadomości dowiedziałem się, że w mojej miejscowości padła wysoka wygrana w loterii 15 milionów zł…..Poczułem się dziwnie, potem się zaśmiałem, że właściciel loterii sie ucieszy, bo zwycięzca nie zgłosi się po wygraną…dziwnie się czułem, nie żałowałem, ale też nie byłem szczęśliwy…bo wiem, że w moim życiu nic się nie zmieni, dalej będę klepał biedę i żył od pierwszego do pierwszego…
Modliłem się przepraszając Boga za mój grzech i obiecałem, że nigdy nie wpuszczę do mojego domu demona.
Wieczorem wkładając nowy worek na śmieci do kubełka znalazłem pomięty kupon z loterii…
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania