nie ZAD owolenie
wykrzywiam grymas w
twarzy cierpki
wyraz
zbędny kurz w porcelany
ranach delikatnych
milczących
skrach
jak kleszcz niewymagający
zdmuchuję dreszcz
butwiejący
chrust
mój umysł lodem skuty
przerębel, a w nim
bezrybie
martwe
ja tylko chcę tkwić w tej
plamie po krwi spranej
choć wiatr przestał
nucić
zbiorę zadeptane muchomory
ukoję serenadą
degrengoladą
bezdenną
jestem piłką do tenisa
którą jakiś dzieciak
zbił okno sąsiada
i uciekł
skończył się już
wideo film
i trwa
pościel brudna
satynowa
dusza ma
zrzucę ją, bo wolę
pod samym
kocem
spać
miłego pobytu
w kioskowej
celi
dobranoc
Komentarze (5)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania