Niebieskie...
poznałem ją, kiedy byłem pijany,
ale to bez znaczenia,
bo i na trzeźwo też bym się zakochał
jak idiota.
miała te niebieskie oczy,
wiesz, takie co ci rozpieprzają głowę,
robią z ciebie wraka,
zanim jeszcze zdąży powąchać cię kot.
mówiła, że nic z tego,
ale patrzyła tak, jakby mówiła:
"chodź, zniszcz się dla mnie."
i ja, jak ten ostatni frajer,
wskoczyłem po szyję.
piliśmy, śmialiśmy się,
ona opowiadała o chłopaku,
który ją kiedyś zostawił —
ja kiwałem głową,
jakby mnie to nie bolało.
jakby nie chciało mi się wyć
do tych pieprzonych niebieskich oczu.
potem przestała odbierać.
mówiła: "potrzebuję przestrzeni."
kurwa, przestrzeni?
ja dałem jej wszystko —
czas, kasę, myśli,
nawet sny, które były tylko moje.
a teraz śpi pewnie z jakimś kolesiem,
który nie zna nawet jej drugiego imienia,
a ja siedzę tu,
w tym obleśnym barze,
z butelką, która nie całuje,
tylko gryzie.
czasem zamykam oczy,
i widzę te jej,
cholernie niebieskie,
jak niebo, które zrzuca bomby.
mówią: "czas leczy rany"
– może, ale nie, kurwa, takie.
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania