Niebo
patrzył w niebo
gdzie gwiazdy sypały się
niczym płatki kwiatów
zerwane przez burzę
gdzie wiatr gonił fale
syczących wybuchów
po ciemnym granicie
ponurych niebios
gdzie warkot silników
przecinał pasmem długim
pocisków głęboką ciszę
zapełnioną dymem
gdzie krzyki o pomoc
łzy i wołania
gęsta tkaniną
przesłaniały niebo
gdzie puste oko księżyca
bezdusznie kopciło
jasne odłamki obłoków
płynące w pustce
gdzie wątłe błyski
kłujących piorunów
zszywały niebo.
I krzyk w jego ustach
zamarł
stłumiony potęgą
ogromu niebios
surowych, zimnych, nieczułych
na ludzkie straty
na łzy i na pustkę
w zamkniętych oczach.
Stalowe strugi deszczu
przeszyły chude piersi
i wbiły się prosto
w odekrwione serce
nie rażąc
bo nic pustki nie zrazi
bo takiej ciemności
nie rozwieje i światło,
nie tylko stal zimna
coś w głębi ciemnych
matowych oczu zgasło
i płuca ostatnim
próżnym wysiłkiem
wcisnęły w powietrze
słowa
"Nie chciałem"
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania