Niech oczy nie zgasną
Mądrość zanika w przestrzeniach
Gdy spowity wicher plącze nadzieję,
Tam liczby mnożą niespokojne oddechy
W otchłani pełnej brzydoty, tandety
Zapomniane głosy, co gaszą ognie
Gdzie płomieni brak, tam iskra blednie
Jak szept znikający — zabita kolebka
Tam świata kreacja ponura jak sęp
A krwi wylanej nie cofną gesty
Gdy ciał umarłych — rozległe pole,
Poemat gęsty jak zawiłość ludzka,
Tam oczy ze łzami — tu mądrość pusta
Jakoby komuny wyblakły czasy,
To człowiecze głowy tak wytępione,
Pokolenia żegnają bohaterów życia —
Jak znicz gasną ich ciepłe serca
A ty, nadziejo — utwórz nam plon
Pokolenie zacięte — bez elektro-upadłości,
Gdzie oczy nie wbite w ekran — dzień cały.
A w świat, z iskrą skruchy i mądrości...
Komentarze (1)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania