Niech żyje!

Siedzą ludzie w poczekalni u lekarza na plastikowych krzesełkach. Zielonych jak liście rukoli. Mój wzrok skupia się na starszej, mogącej być moją babcią, kobiecie. Ma beret w kolorze jagód i czarne jak węgiel spodnie. Ma też wielką ochotę wejść do gabinetu, bo co pół minuty powtarza swoim chrypiącym głosem zdanie:

– No nie mogła by się ta kolejka szybciej posuwać.

Ma tak ochrypły głos, że jak mówi, to słychać jakby ktoś pumeksem po papierze ściernym szorował. Kolejka faktycznie się posuwa z szybkością pełzającego ślimaka oglądanego na filmie puszczonym w zwolnionym tempie.

Słucham jej słów i dziwi mnie, dlaczego jeszcze nie zdjęła swojego futra z norek zrobionego, przecież to zgrzać się można w takim pancerzu zimnochronnym. Jak na moje odczucie, to kaloryferów w poczekalni raczej nie zakręcili. Elektrociepłownia zaopatrująca osiedla w ciepło też chyba do pieca dużo węgla dołożyła. Mimo, że stoję w samym t – shircie, czuję się jak woda podgrzewana w czajniku.

 

– Biedne te norki, co je pani na sobie nosi – mówi do niej druga babeczka czekająca na swoją kolej. Ubrana w śnieżnobiały sweter i spodnie w tym samym kolorze emanowała jasnością niczym stuwatowy halogen w nieprzeniknionych ciemnościach – jak te norki z futra obdzierali, to na pewno się darły, jakby je ktoś ze skóry obdzierał. Żal mi tych norek proszę pani.

– A pani nie żal języka strzępić po próżnicy? – odparowała ta w futrze marszcząc groźnie brwi…

 

Kilka minut później słowa i zdania przybrały na ostrości, a jeszcze kilka minut później starsze panie przeistoczyły się – bo inaczej nie mogłem tego określić patrząc na uprawiające na podłodze zapasy starsze panie - w napędzane złością mopy.

– Ciekawe czy futrem z norek się wyciera podłogę skuteczniej niż przeznaczoną do tej czynności szmatką? – zastanawiałem się patrząc na to widowisko.

 

Wieczorem zasypiając i przypominając sobie ostrą scenę batalistyczną w przychodni, porozrzucane berety, poprzewracane krzesła, pazury rozszarpujące policzki przeciwnika, krew na ścianach i podłodze, doszedłem do wniosku, że filmy akcji – w których mordobicie podwyższa ich oglądalność – nie są wcale z palca wyssane. Jednak zobaczyć akcję niczym z Mortal Kombat na żywo - tak, jak widziałem to ja w przychodni – to przeżycie o wiele ciekawsze niż patrzenie na podobne sceny na ekranie. Niech żyje realny świat!

Średnia ocena: 4.0  Głosów: 4

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (4)

  • madmike 03.11.2021
    Ciekawa obserwacja
  • Dekaos Dondi 03.11.2021
    Paweł Beer↔Bardzo lubię czytać pokręcone teksty – też –mające znamiona sensu życiowo–realnego.
    Sprawnie opisałeś i w swoistym stylu. I dobrze, że w pierwszej osobie. Lepiej brzmi.
    ''Kolejka faktycznie się posuwa z szybkością pełzającego ślimaka oglądanego na filmie puszczonym w zwolnionym tempie''!!!
    Pozdrawiam:))↔%
  • Marian 03.11.2021
    Co real to real. Nie ma porównania filmem.
  • Trzy Cztery 04.11.2021
    Za Marianem. Hehe. Fajnie to wszystko opisałeś.

    Oj, dana, dana,
    nie ma szatana,
    a świat realny jest poznawalny.
    Oj, dana.

    Życie jest formą istnienia białka,
    ale w kominie coś czasem załka.
    Czasem coś świśnie, czasem coś gwiźnie,
    coś się pokaże w samej bieliźnie.
    Oj, dana.

    Tak śpiewali Skaldowie, do słów Osieckiej, na temat świata realnego.

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania