Niedosen
Księżyc ozdabiał dachy emalią z poświaty,
Chociaż noc się na dobre nie ubrała w mroki.
W przezroczystej sukience brała się pod boki,
A chmury ociężale dłużyły makaty
Z szafirów i z szarości ze splątanych motków.
Marzenia, zwidy, bajki wyglądały z kątów.
Odbijały się w szybach jak zwodnicze duchy,
Wsnuwały pod powieki, wykrzywiały przestrzeń.
I nie wiem - z przędzy wiary, czy z materii wierzeń?
Zagarniałam zachłannie przed snem pod poduchy,
By zbudzić je o świcie, zaparzyć im kawę.
A księżyc zaczął mącić - Złudy; nie dasz rady,
Nie zatrzymasz pod głową, pod mostkiem nie schronisz.
Zostaną ciężkie chmury
I czerń nad balkonem.
Komentarze (6)
Miło Cię czytać. Fajnie, że jesteś,
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania