Niedosen
Księżyc ozdabiał dachy emalią z poświaty,
Chociaż noc się na dobre nie ubrała w mroki.
W przezroczystej sukience brała się pod boki,
A chmury ociężale dłużyły makaty
Z szafirów i z szarości ze splątanych motków.
Marzenia, zwidy, bajki wyglądały z kątów.
Odbijały się w szybach jak zwodnicze duchy,
Wsnuwały pod powieki, wykrzywiały przestrzeń.
I nie wiem - z przędzy wiary, czy z materii wierzeń?
Zagarniałam zachłannie przed snem pod poduchy,
By zbudzić je o świcie, zaparzyć im kawę.
A księżyc zaczął mącić - Złudy; nie dasz rady,
Nie zatrzymasz pod głową, pod mostkiem nie schronisz.
Zostaną ciężkie chmury
I czerń nad balkonem.
Komentarze (11)
Dotychczas nie znałem Twojej twórczości i widzę teraz, jak wiele straciłem. Urzekła mnie zarówno warstwa językowa, jak i głębia Twoich tekstów. Pozdrawiam :)
No to miło. Zapraszam do lektury :)
Głębia to jest w morzu:) coraz lepsze te komentarze:)
Czepiasz się Marzena, ale skoro musisz... XD
"A księżyc zaczął mącić" - a to paskuda, prowokator! ale lubię z nim rozmawiać ;)
Miło Cię czytać. Fajnie, że jesteś,
Dzięki. Mnie również miło :)
Piękna atmosfera wiersza działająca na wyobraźnię. Zakończenie zagadkowe, tajemnicze. Brawo!
Dziękuję :)
Wart 6
Bardzo ładny wiersz. Pozdrawiam
Dziękuję bardzo :)
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania