Niedostrzeżony spokój

Świerszcz zza trawy lekko zgrzyta

Barwą głosu nuty wije

Podskakuje ciepłym krokiem

Szuka miejsca w złotym prześwicie

 

Płaszcze fasad cieniem biją

Na płaszczyźnie mnożąc siebie

Chciałyby szepnąć choć słowo

Ukazując ciche istnienie

 

Drewno samotnie bruk okrywa

Oczekując tajemnego przybycia

Marzy, by powitać poetę

Pragnie żywego blasku bez granic

 

Szyby na noc zasypiają

Tak, po jednej się żegnając

Swe powieki odwracają

Na zimny, głęboki sen

 

Świerszczyk na zieleni kona,

Już nie szepcze swej poezji

Przystał, zdmuchnął pył zapomnienia

Wtulił w mrok maleńkie oczy

 

Czyżby minął odłam trwania?

Średnia ocena: 5.0  Głosów: 2

Zaloguj się, aby ocenić

Komentarze (2)

  • Bernadetta12345 godzinę temu

    Jak blask, to wiadomo że lśniący. Płaszcz zapomnienia… przekombinowane niestety😟

  • S.Voyager

    Pięknie opisane

Napisz komentarz

Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania