Niedostrzeżony spokój
Świerszcz zza trawy lekko zgrzyta
Barwą głosu nuty wije
Podskakuje ciepłym krokiem
Szuka miejsca w złotym prześwicie
Płaszcze fasad cieniem biją
Na płaszczyźnie mnożąc siebie
Chciałyby szepnąć choć słowo
Ukazując ciche istnienie
Drewno samotnie bruk okrywa
Oczekując tajemnego przybycia
Marzy, by powitać poetę
Pragnie żywego blasku bez granic
Szyby na noc zasypiają
Tak, po jednej się żegnając
Swe powieki odwracają
Na zimny, głęboki sen
Świerszczyk na zieleni kona,
Już nie szepcze swej poezji
Przystał, zdmuchnął pył zapomnienia
Wtulił w mrok maleńkie oczy
Czyżby minął odłam trwania?
Komentarze (2)
Jak blask, to wiadomo że lśniący. Płaszcz zapomnienia… przekombinowane niestety😟
Pięknie opisane
Napisz komentarz
Zaloguj się, aby mieć możliwość komentowania